Moja mama jest przekonana, iż moja dziewczyna jest ze mną tylko dla mieszkania

twojacena.pl 7 godzin temu

Moja matka jest przekonana, iż moja dziewczyna jest ze mną tylko dla mieszkania.
Mieszkam z mamą w przestronnym trzypokojowym mieszkaniu w samym sercu tętniącego życiem Krakowa. To miejsce stało się nasze po rozwodzie rodziców ojciec odszedł, zostawiając nam wszystko. Na początku utrzymywał pozory kontaktu, dzwonił od czasu do czasu, by zapytać, jak się miewam, ale z biegiem lat te rozmowy stawały się coraz rzadsze. Teraz przypomina o sobie jedynie poprzez chłodne, mechaniczne wiadomości wysyłane podczas świąt.

Mama nigdy nie odbudowała swojego życia uczuciowego. Kilku mężczyzn przewinęło się przez jej drogę, ale żaden nie wyszedł poza etap dwóch czy trzech randek. Może nie chciała tego naprawdę, a może po prostu nie znalazła nikogo, kto mógłby zastąpić ojca.

Ja sam długo błądziłem po polu minowym związków. Miałem spotkania, randki, ale nigdy nie przerodziło się to w nic poważnego. Nie trzymałem się nikogo na siłę, tylko po to, by nie być sam. jeżeli nie było tej iskry, mówiłem to wprost. Nie widziałem sensu w marnowaniu czasu ani swojego, ani cudzego.

Aż pewnego dnia wszystko wywróciło się do góry nogami w nieoczekiwanym wirze.

Poznałem miłość swojego życia.
Gdy spotkałem wzrok Hani, od razu wiedziałem, iż to coś innego. Od pierwszego spojrzenia poczułem, iż łączy nas rzadka, silna więź. Tonąłem w niej, płonąc pragnieniem, by spędzać przy jej boku każdą wolną chwilę.

Hania przyjechała do Krakowa z małej wioski w Beskidach. Zaczęła studia i walczyła, by zbudować sobie nowe życie w dużym mieście. Jest ambitna, inteligentna, delikatna i tak piękna, iż zapiera dech. Zbliżyliśmy się w zawrotnym tempie, zaczęliśmy się spotykać i po raz pierwszy zakosztowałem czystego, jasnego szczęścia.

Ale dla mojej matki ta euforia była otwartą raną, nie do zniesienia.

Odrzuciła mój wybór z brutalnością.
Zawsze byłem z mamą szczery. Wiedziała o wszystkich dziewczynach, z którymi się widywałem, nigdy przed nią nic nie ukrywałem. Gdy więc opowiedziałem jej o Hani, spodziewałem się zwykłej reakcji może lekkiej nieufności, ale i naturalnej ciekawości.

Zamiast tego rozpętała się burza.

Nawet nie chciała słuchać. Ledwie wspomniałem, iż Hania pochodzi z innego miejsca, a już przerwała mi krzykiem, twierdząc, iż ta dziewczyna jest ze mną tylko dla statusu, wygody i przede wszystkim naszego mieszkania.

Byłem oszołomiony, jakby piorun uderzył we mnie na miejscu.

Skąd wzięła się taka myśl? Jak mogła tak surowo ocenić kogoś, kogo nigdy nie widziała, o kim nie słyszała ani słowa?

Mama zamknęła się w nieugiętej wrogości wobec naszego związku. Zaczęła robić sceny, krzyczeć aż do chrypy, rozpływać się we łzach, próbując wbić mi do głowy, iż popełniam największy błąd życia. Jej zdaniem, byłem dla Hani tylko okazją, sposobem na życie w mieście, a ona w końcu złamie mi serce i wyrzuci mnie jak stary szmat.

Próbowałem się bronić, tłumaczyć, iż Hania nigdy nie dawała do zrozumienia, iż chce ze mną zamieszkać. Ma własne wynajmowane mieszkanie, nie prosi o pieniądze ani pomoc. Jest niezależna, przyzwyczajona do polegania tylko na sobie.

Ale mama pozostawała nieugięta, twarda jak skała.

Presja, która mnie zmiażdżyła.
Na początek starałem się ignorować jej słowa. Ufałem Hani, wiedziałem, iż nie chodzi jej o mieszkanie. Ale gdy słyszysz te same oskarżenia dzień w dzień, w końcu wślizguje się wątpienie jak powolna trucizna.

Zaczynałem nadsłuchiwać tych jadowitych szeptów.

Analizowałem każdy gest Hani, szukając ukrytych intencji tam, gdzie ich nie było.

Dlaczego jest taka troskliwa? Czy to podstęp? Dlaczego daje mi prezenty? Czy coś knuje?

Wpędziłem się na skraj obłędu.

Hania oczywiście zauważyła, iż coś jest nie tak. Pytała, czy wszystko w porządku, czy coś się stało. Chciałem jej wszystko wyznać, ale wstyd ściskał mnie za gardło jak niewidzialna dłoń.

Jak powiedzieć kobiecie, którą kocham, iż moja własna matka widzi w niej bezwzględną łowczynię mieszkań?

Miłość czy rodzina?
Konflikt z mamą osiągnął punkt krytyczny.

Postawiła mi ultimatum, zimne i ostre jak brzytwa: albo zerwę z Hanią, albo pożegnam się z normalną relacją z nią.

Byłem zagubiony, na krawędzi przepaści, z sercem poszarpanym na strzępy.

Z jednej strony moja matka. Wychowała mnie, opiekowała się mną, a ja czułem wobec niej ciężki obowiązek, dług, którego nie mogłem zignorować.

Ale z drugiej czy nie mam prawa do własnego szczęścia? Czy nie zasługuję na miłość, którą wybrało moje serce w desperackim porywie?

Mama nie chciała słuchać moich próśb. Jej pewność była jak mur ze stali, nie do przebicia.

Zrozumiałem, iż muszę dokonać wyboru.

Ale który?

Ogarnia mnie pierwotny strach przed pomyłką. Drżę na myśl, iż stracę tę, którą kocham ponad wszystko, ale nie jestem gotowy, by odciąć się od matki.

A może ona po prostu boi się zostać sama, porzucona w ciszy? Albo widzi coś, czego moja miłość nie pozw

Idź do oryginalnego materiału