Moja historia jest inna. Teściowa wiedziała, iż jej syn zdradza mnie z sąsiadką. I ukrywała to przede mną. Dowiedziałam się, gdy ona zaszła w ciążę… i rodzina nie mogła już dłużej trzymać tego w tajemnicy. Byłam mężatką od sześciu lat, kiedy wszystko się zawaliło. Mieszkaliśmy razem, pracowaliśmy, nie mieliśmy jeszcze dzieci. Nie byliśmy idealni, ale wierzyłam, iż jesteśmy rodziną. Prawie każdą niedzielę spędzaliśmy u jego rodziców. Obiad, rozmowy — pomagałam w kuchni. Czułam się częścią tego domu. Nigdy bym nie pomyślała, iż przy tym samym stole siedzą ludzie, patrzą mi w oczy… i kryją coś takiego. Nasza sąsiadka była u nich ciągle. Nie była zwykłą „panią z klatki”. Można powiedzieć – prawie jak ktoś z rodziny. Przychodziła często — czasem niezapowiedziana, jadła z nimi, czasem zostawała do późna. Nigdy nie podejrzewałam. Wychowałam się w przekonaniu, iż rodzina ma swoje granice. Nie mieściło mi się w głowie, iż w zwykłym polskim domu może się dziać coś takiego… wszystkim pod nosem. Teściowa zawsze jej broniła. jeżeli ktoś coś wspomniał — tłumaczyła ją. jeżeli sąsiadka potrzebowała pomocy — teściowa była pierwsza. A mój mąż… zawsze „do dyspozycji”. Widziałam to. Ale myślałam: „Nie będę doszukiwać się złego, to głupoty”. Aż kilka miesięcy przed wybuchem wszystkiego zaczęłam czuć, iż coś jest nie tak. Mąż coraz częściej był nieobecny. Mówił, iż jest u rodziców, iż pomaga, iż pracuje. Nie sprawdzałam go. Nigdy nie byłam typem kobiety, która sprawdza i śledzi. Ale teściowa robiła się coraz bardziej chłodna. Traktowała mnie z dystansem. Mniej życzliwie. I wtedy coś mi zaświtało — zachowuje się możliwie z poczucia winy. Dzień, w którym prawda wyszła na jaw, zaskoczył mnie. Zadzwoniła do mnie ciotka męża. Nie przeszła od razu do rzeczy. Najpierw pytała jak się mam, jak praca, jak nasze sprawy. Potem ucichła i powiedziała: — Muszę cię o coś zapytać… Czy wy dalej mieszkacie razem? Powiedziałam „tak”. Znowu cisza. I potem: — A nic nie wiesz o tej sąsiadce? Wtedy przeszył mnie zimny dreszcz. — Co pani mówi? — spytałam. I wtedy powiedziała wprost: — Ona jest w ciąży. Ojcem jest twój mąż. Powiedziała mi, iż to już „głośna tajemnica” w rodzinie. Że od miesięcy próbują „opanować sytuację”. Ale nikt nie miał odwagi mi powiedzieć. Odłożyłam telefon i usiadłam na brzegu łóżka. Męża jeszcze nie było w domu. Kiedy wrócił, już go czekałam. Spytałam prosto: — Od kiedy jesteś z sąsiadką? Nie zaprzeczył. Tylko spuścił głowę. — Nie było to planowane… — powiedział. — Jak długo? — zapytałam. — Ponad rok. Czułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Spytałam, kto o tym wie. I wtedy usłyszałam najgorsze: — Mama wie od miesięcy. To zabolało mnie bardziej niż wszystko inne. Następnego dnia poszłam do teściowej. Weszłam bez zapowiedzi. Nie obchodziło mnie, czy jej to pasuje. Zapytałam wprost: — Dlaczego mi nie powiedziałaś? Spojrzała spokojnie. Bez łez, bez drżenia. Jak ktoś, kto jest przekonany o swojej racji. I powiedziała: — Chciałam uniknąć skandalu. Myślałam, iż on to z tobą załatwi. Patrzyłam na nią — nie wierzyłam. — Ukrywać, iż twój syn zdradza mnie z sąsiadką — to jest „dbanie o mnie”? — spytałam. Odpowiedziała: — Nie chciałam niszczyć waszego małżeństwa. Wtedy zrozumiałam bolesną prawdę: Nigdy nie byłam chroniona. Byłam wygodna. Zostałam oszukana przez wszystkich. Potem rodzina zaczęła „pomagać”. Wtrącać się. Tłumaczyć. Mówili mi, żebym nie była „skrajna”. Żebym nie była „radykalna”. Żebym nie robiła afer. Jakby problemem było to, iż reaguję. Podpisałam rozwód. Sąsiadka na jakiś czas wyjechała do swojej matki. Teściowa przestała się do mnie odzywać. A mój były został ojcem z nią. Zostałam sama. Nie tylko bez męża. Zostałam też bez rodziny, którą myślałam, iż mam. A najgorsze było to, iż to nie była zwykła zdrada. To było zbiorowe oszustwo. Rozwód. Podpisałam rozwód jak ktoś, kto nie ma już siły na cokolwiek. Nie tylko dlatego, iż zdradził mnie mąż. Bo zdradziła mnie cała jego rodzina. Sześć lat chodziłam do nich w każdą niedzielę. Gotowałam, pomagałam, śmiałam się, świętowałam z nimi. Myślałam, iż mnie kochają. A prawda jest taka, iż patrzyli mi w oczy… i wiedzieli. Wiedzieli. Milczeli. Kryli go. A mnie nigdy nie bronili. Teściowa nie zdradziła mnie w chwili, kiedy się dowiedziała. Zdradzała mnie za każdym razem, kiedy mnie przytulała i mówiła „wszystko będzie dobrze”, podczas gdy jej syn robił dziecko innej. I wtedy zrozumiałam coś, co boli bardziej niż zdrada: Zdradę partnera można przeżyć. Ale zdrada całej „rodzinnej ławy”… zmienia człowieka na zawsze. ❓ Pytanie do Was: A wy jak myślicie: jeżeli rodzina partnera wie o zdradzie i kłamstwach, ale milczy — to współwinni, czy „to nie ich sprawa”? Co byście zrobili na moim miejscu?

naszkraj.online 3 dni temu
Moja historia jest inna. Te wspomnienia wracają do mnie jak echo z dawnych lat. Moja teściowa wiedziała, iż jej syn zdradza mnie z naszą sąsiadką, a mimo to ukrywała to przede mną. O wszystkim dowiedziałam się dopiero wtedy, gdy sąsiadka zaszła w ciążę wtedy już rodzina nie była w stanie ukryć prawdy. Byłam żoną przez […]
Idź do oryginalnego materiału