Moja była żona chciała mnie pozwąć o połowę mieszkania, ale nie spodziewała się, iż miałem to świetnie przemyślane

newsempire24.com 3 tygodni temu

Moja była żona marzyła, by odebrać mi połowę domu, ale nie przewidziała, iż dawno przygotowałem pułapkę.

Nasz związek rozpadł się jak porcelanowy wazon, a finał rozegrał się w sądzie. Nie ma sensu pytać, kto zawinił więcej w miłości zawsze płacą oboje.

Jednak prawda jest taka, iż moja druga żona znalazła sobie nowego kochanka. Zamożny przedsiębiorca, który przyjechał do Warszawy z zagranicy i otworzył tu elegancką kawiarnię. Najpierw ukrywali swój romans, potem przestali się choćby starać.

Pewnego dnia stanęła przede mną, zimna jak grudniowy wiatr, i oznajmiła, iż wnosi pozew o rozwód i żąda połowy naszego mieszkania. Sądziła, iż wpadnę w panikę, ale dom kupiłem za własne, uczciwie zarobione złotówki. Ona nie miała z nim nic wspólnego, poza tym, iż przez dwa lata spała pod tym dachem. A teraz śmiała żądać swojej części.

Uśmiechnąłem się tylko. Nie próbowałem jej odwieźć od procesu. Czekałem, aż sąd odrzuci jej roszczenia, a ona zapłaci koszty. Doświadczenie nauczyło mnie ostrożności pierwsza żona ciągnęła sprawę latami, a każde posiedzenie kończyło się awanturą.

W końcu jednak dopięła swego dzięki sprytnemu adwokatowi zabrała mi połowę majątku, w tym mieszkanie odziedziczone po tacie. Zostałem z niczym.

Lecz drugi raz postąpiłem mądrzej. Zanim się ożeniłem, wyremontowałem stare mieszkanie po babci, ale prawnie należało ono do mojego brata, Wojtka. Jemu ufam bardziej niż sobie. Gdy nadszedł czas rozwodu, okazało się, iż nie mam nic na papierze. Po pierwszej żonie żadna kobieta już mnie nie oszuka. Teraz śpię spokojnie, a moje ściany pamiętają tylko mój śmiech.

Idź do oryginalnego materiału