Dziś znów musiałem stanąć przed sądem, ale tym razem z moją drugą żoną, Eweliną. Nie będę roztrząsał, kto zawinił bardziej w końcu w małżeństwie zawsze oboje ponoszą odpowiedzialność.
Jednak prawda jest taka, iż Ewelina znalazła sobie kogoś innego bogatego przedsiębiorcę z Poznania, który kiedyś przyjechał do Wrocławia i otworzył tu ekskluzywną kawiarnię. Na początku ukrywała ten romans, ale z czasem przestała się choćby kryć.
Pewnego dnia oznajmiła mi, iż składa pozew o rozwód i żąda połowy naszego domu. Myślała, iż wpadnę w panikę, ale mieszkanie kupiłem za własne, ciężko zarobione pieniądze. Ewelina nie wniosła tam niczego poza tym, iż przez dwa lata w nim mieszkała. A teraz śmie rościć sobie do niego prawo.
Podszedłem do tego spokojnie. Nie próbowałem jej odwieść od procesu. Czekałem tylko, aż przegra i będzie musiała zapłacić koszty sądowe. Miałem już przykrą lekcję z moją pierwszą żoną, Danutą. Wtedy sprawa ciągnęła się trzy lata, bo za każdym razem, gdy stawaliśmy przed sądem, kończyło się awanturą.
Danucie udało się jednak osiągnąć swój cel dzięki sprytnemu adwokatowi odebrała mi połowę majątku, w tym mieszkanie po moim ojcu.
Dlatego z Eweliną postąpiłem rozsądniej. Zanim się z nią ożeniłem, odnowiłem własnymi rękami mieszkanie, ale prawnie należało ono do mojego brata, Jacka. Zawsze mogłem na niego liczyć. Gdy nadszedł czas rozwodu, okazało się, iż formalnie nie mam nic. Po Danucie żadna kobieta już mnie nie oszuka.
Dziś wiem: zaufanie to podstawa, ale ostrożność konieczność.








