Dziennik Anna Nowak, Warszawa
Dziś znów dopadły mnie wspomnienia z przeszłości. Pamiętam to wesele u Magdy i Piotra, gdzie poznałam Pawła. Niesamowicie się wtedy cieszyłam w końcu przeniosłam się z mazurskiej wsi do Warszawy i znalazłam pracę w biurze. Byłam taka dumna, iż ruszyłam do przodu, zostawiając za sobą małomiasteczkową codzienność.
Związek z Pawłem nabrał tempa po roku urodziła się nasza córeczka, Jagoda. Wydawało się, iż będziemy szczęśliwi
Niestety gwałtownie skończył się ten spokój.
Dlaczego Jagoda jest blondynką z niebieskimi oczami, skoro my oboje mamy ciemne włosy i brązowe tęczówki? rzucił Pawel pewnego dnia.
Może dostała te geny od twojego ojca. Popatrz tylko na podobieństwo.
Nie gadaj głupot. Dziecko powinno wyglądać jak rodzice, nie jak dziadek! Moja matka też mówi, iż to nie moja córka.
Od zawsze czułam, iż moja teściowa, pani Grażyna, uważała mnie za nieodpowiednią dla jej syna. Sądziła, iż Pawła nie kocham, a ona wie najlepiej. Tylko teść, pan Stanisław, był dla mnie wsparciem. Po rozwodzie z teściową ułożył sobie życie z nową rodziną, ale nigdy nie zapomniał o Pawle.
Nagle, niemal z dnia na dzień, Paweł sprowadził do mieszkania inną kobietę. Kazał mi się natychmiast spakować i wyprowadzić. Nie miałam dokąd pójść.
Mama i tata nigdy nie zaakceptowaliby mnie z dzieckiem taki wstyd na wsi. A w starym domu było zimno jak w grudniu, bez pieca i ogrzewania. Pozostało mi tylko zadzwonić do przyjaciółki, Zosi. Przyjęła mnie na kilka dni. Potem udało mi się wynająć pokój dosłownie klitkę, gdzie zamieszkałam z Jagodą. Każdy grosz się liczył; pensja z biura topniała szybciej niż śnieg w marcu.
Któregoś dnia w spożywczaku ktoś mnie wołał. Okazało się, iż to pan Stanisław. Prawie się rozpłakałam z ulgi, iż ktoś się jeszcze o nas troszczy.
Co u was? Szukałem was choćby u twoich rodziców na wsi mówi.
Dobrze Radzimy sobie, ale czasem brakuje sił szepnęłam.
Wiem, co Paweł zrobił nie ma na to wytłumaczenia. On i Grażyna są tacy sami. Gdzie mieszkacie?
Wynajmujemy pokój na Mokotowie.
Ja muszę zaraz jechać w delegację, ale jak wrócę, pomogę wam coś wymyślić. Trzymaj, powinno starczyć na dwa tygodnie wyciągnął kopertę z banknotami, pewnie około 2 000 złotych.
Od razu poczułam ulgę przynajmniej mogłam kupić mleko i chleb dla Jagody.
Tydzień później teść wrócił wcześniej, przyszedł do nas z naręczem owoców. Widząc, w jakich warunkach mieszkamy, był wstrząśnięty; łza mu się zakręciła w oku. Sam nie mógł nas przyjąć do siebie jego nowa żona, Wanda, była temu zdecydowanie przeciwna. Ale znalazł inne wyjście wydał wszystkie oszczędności i kupił małe mieszkanie dwupokojowe w Ursusie, przepisując je na Jagodę. Chciałam odmówić, ale pan Stanisław się uparł: To dla wnuczki, nie dla ciebie. I już.
W ciągu miesiąca powoli zaczęłyśmy z Jagodą urządzać nasze nowe gniazdko. Teść przywiózł meble, lodówkę i pralkę.
Nie oddawaj Jagody do żłobka za wcześnie, ona potrzebuje mamy. Pomogę ci, nie martw się. A Wanda przemyślała sprawę i chciałaby zobaczyć wnuczkę.
Byłam tak wdzięczna, iż nie mogłam powstrzymać łez.
Nie płacz, Aniu. Zawsze możesz na mnie liczyć. Wszystko się ułoży, zobaczysz.
Cieszę się, iż Jagoda ma choć jednego tak cudownego dziadka. Paweł nie potrafił być ojcem, ale Stanisław oddał wszystko, abyśmy poczuły się bezpiecznie.
Po latach ułożyłam sobie życie ponownie wyszłam za mąż. Pan Stanisław pozostał dla nas najważniejszą osobą poza rodziną. Zawsze witamy go w naszym domu, a Jagoda wyczekuje każdego spotkania. Czasem życie daje nam niepojęte lekcje, ale ja wiem jedno: w Polsce życzliwość ciągle potrafi wygrać z nieżyczliwością.












