Mój ojciec, już w wieku 72 lat, opowiedział mi kiedyś, iż zamierza poślubić swoją dawną koleżankę ze szkoły.
Gdy usłyszałem, iż ma wziąć ślub, nie mogłem uwierzyć. Przecież miał już ponad siedemdziesiąt lat!
Przez dwadzieścia lat był samotny, odkąd odszła moja matka. Trzydzieści lat temu wyprowadziłem się z rodziców, aby założyć własną rodzinę. Do dziś nie zapominam o ojcu odwiedzam go z żoną Jadwicą i naszymi dziećmi na Boże Narodzenie i latem. Mam szczęście, iż mój tata nie narzeka na zdrowie, sam radzi sobie w ogrodzie i przy cięciu drewna na zimę, choć ja i żona wciąż przychodzimy pomóc.
Ostatnio zadzwonił i oznajmił, iż nadszedł czas, by wprowadzić do domu nową kobietę. Okazało się, iż chodzi o jego szkolną koleżankę Bognę kiedyś byli dobrzy przyjaciele, po ukończeniu szkoły rozeszli się po różnych miastach i nie mieli ze sobą kontaktu, a teraz, w podeszłym wieku, postanowili połączyć swoje życie. Czy to nie jest trochę żartobliwie?
Kiedy dowiedziałem się o planowanym weselu, od razu powiedziałem ojcu, iż nie możemy liczyć na naszą obecność przy ceremonii, ale nie powstrzymało go to przed ślubem. Wzięli ślub kilka miesięcy temu i zorganizowali małe przyjęcie.
Co mogło go skłonić, by w tak podeszłym wieku szukać nowego życia?
Dom ojca jest naprawdę wielki ma rozległą ziemię i duży gospodarstwo. Żona Bogny ma już kilku wnuków i dzieci, które chętnie wzięłyby się po jego majątek. Dlatego nasuwa mi się pytanie, czy ta małżeńska przygoda nie ma jedynie na celu zysku.
Ja i Jadwiga mieszkamy w trzypokojowym mieszkaniu, które spłacaliśmy z hipoteką przez pół życia. Mamy dwoje dzieci Kacpra i Zuzannę. Zawsze sądziliśmy, iż kiedyś przekażemy to lokum starszemu pokoleniu, a młodszemu dom ojca. Teraz nie wiemy, kto go odziedziczy.
Od sześciu miesięcy nie odwiedziliśmy ojca i raczej nie planujemy tego robić, odkąd zaczął budować nowy rozdział życia. Krewni często dzwonią, mówiąc, iż postępujemy źle i iż powinniśmy być szczęśliwi, iż tata w tym wieku odnalazł szczęście. Oczywiście byłbym szczęśliwszy, gdyby nie obawa, iż Bogna chce go jedynie wykorzystać, a my w przyszłości będziemy musieli drzeć się z jej krewnymi o dom, w którym spędziłem połowę życia.
Nie wiem, co zrobić. Nie mogę już dłużej ignorować ojca, a nie mam siły udawać, iż wszystko jest w porządku. Co radzicie, jak mam się wydostać z tej sytuacji?









