Mój tata opowiedział mi, iż w wieku 72 lat zamierza poślubić swoją klasową koleżankę!

polregion.pl 3 tygodni temu

Dziennik, 12 grudnia 2025

Mój 72letni ojciec, Jan Kowalski, właśnie przyznał mi, iż zamierza poślubić swoją dawną koleżankę ze szkoły! Kiedy usłyszałem o tym, nie mogłem uwierzyć przecież ma już ponad siedemdziesiąt lat!

Przez dwadzieścia lat Jan żył samotnie, od czasu śmierci matki, Marii, która odszła ponad trzy dekady temu. Sam wyprowadziłem się z rodzicami, gdy założyłem własną rodzinę, i od tamtej pory staram się odwiedzać ich w Święta i latem, razem z żoną Anną i naszymi dziećmi: Kasią i Michałem. Na szczęście ojciec jest twardy jak kamień i nie narzeka na zdrowie, więc sam radzi sobie w gospodarstwie, choć my wciąż przychodzimy, gdy trzeba posprzątać ogród lub ściąć drzewo na opał.

Kilka dni temu zadzwonił i oznajmił, iż pora przyprowadzić do domu nową panią! Okazało się, iż ma na myśli Halinę Nowak, koleżankę z klasy. Byli kiedyś bliskimi przyjaciółmi, ale po ukończeniu szkoły rozeszli się po różnych miastach i nie mieli ze sobą kontaktu, aż w podeszłym wieku postanowili połączyć losy. Czy to nie żart losu?

Gdy dowiedziałem się o ślubie ojca, od razu powiedziałem, iż nie możemy liczyć na naszą obecność przy ceremonii, ale nie powstrzymało go to przed podjęciem decyzji. Para wzięła ślub kilka miesięcy temu i zorganizowała skromną uroczystość.

Zastanawiam się, co naprawdę brakowało mojemu ojcu w tak podeszłym wieku, żeby w końcu zdecydował się na taką zmianę?

Dom Jana rozciąga się na dużą część Mazowsza, ma spory grunt i gospodarstwo. Halina ma już kilka wnuków i sporo krewnych, które z chęcią by przejęły tę posiadłość. Dlatego w głowie mam pytania, czy ich związek nie jest jedynie kwestią korzyści materialnych.

Moja żona i ja mieszkamy w trzypokojowym mieszkaniu na Mokotowie, za które spłaciliśmy już pięćdziesiąt procent kredytu w złotówkach. Mamy dwójkę dzieci i zawsze myśleliśmy, iż kiedyś przekażemy nasze lokum starszemu pokoleniu, a młodszemu dom ojca. Teraz nie wiemy, kto ostatecznie go odziedziczy.

Od sześciu miesięcy nie odwiedziliśmy Jana, a raczej nie chcemy, gdyż zdążył już budować nowe życie. Krewni stale dzwonią, mówiąc, iż powinniśmy się cieszyć, iż ojciec w tym wieku odnalazł szczęście. Oczywiście byłbym szczęśliwy, gdyby nie myśl, iż Halina może go wykorzystywać, a my w przyszłości musielibyśmy walczyć z jej rodziną o te same pola i stodołę, w której spędziłem połowę życia.

Nie wiem, co zrobić. Nie mogę już dłużej ignorować ojca, ale nie mam siły udawać, iż wszystko jest w porządku. Co radzicie, jak uwolnić się od tej sytuacji?

Lekcja, którą wyniosłem: w życiu nie ma rzeczy niemożliwych, ale nie każda szansa jest dobra trzeba umieć odróżnić prawdziwe szczęście od pozornej wygody.

Idź do oryginalnego materiału