Mój syn przez lata poszukiwał idealnej żony i nie podważałam jego wyborów – gdy w wieku 30 lat poznał Agatę, wszyscy byliśmy zachwyceni. Była miła, piękna, uwielbiał ją zarówno mój syn, jak i ja sama. Organizacja wesela przebiegła znakomicie, a relacje z jej rodzicami układały się wzorowo. Niestety, pierwsze miesiące małżeństwa gwałtownie przyniosły rozczarowanie: ciągłe kłótnie, nieporozumienia i wizyty syna z walizką u mnie, gdy synowa go wyrzucała. Gdy dowiedziałam się, iż Agata jest w ciąży, starałam się pomóc radą, jednak moje dobre intencje tylko pogorszyły sytuację. W końcu doradziłam synowi rozwód – dziś mam wątpliwości, czy postąpiłam słusznie, bo rodzinne relacje uległy ochłodzeniu, a jego żona błagała mnie, by przekonać go do zmiany decyzji. Czy powinnam była ingerować w ich małżeństwo? Teraz sama nie wiem, co jest gorsze – życie razem w nieszczęściu, czy osobno i w samotności.

newsempire24.com 8 godzin temu

Mój syn przez długi czas nie mógł znaleźć odpowiedniej żony, ale zawsze szanowałam jego wybory i nigdy nie naciskałam. Kiedy skończył 30 lat, poznał Weronikę, która od razu wydawała się być tą jedyną.

Prawie codziennie opowiadał mi, jaka jest ciepła, uprzejma i śliczna. Nie dało się nie zauważyć, jak bardzo był zakochany. Sama Weronikę polubiłam od pierwszych chwil była miła i serdeczna, a moja rodzina gwałtownie ją zaakceptowała. Syn z dumą mówił o swojej narzeczonej wszystkim znajomym, błysk w jego oczach nie pozostawiał złudzeń. Nic dziwnego, iż niedługo potem wzięli ślub. Jako matka z całego serca cieszyłam się jego szczęściem.

Przygotowania do wesela były stresujące, ale mogłam liczyć na nieocenioną pomoc przyjaciół i bliskich. Rodzice Weroniki okazali się fantastyczni, gwałtownie znaleźliśmy wspólny język. Uroczystość była piękna, a na początku ich małżeństwa w domu panowała harmonia. Niestety, z biegiem czasu sytuacja zaczęła się zmieniać. Coraz częściej narastały między nimi kłótnie i nieporozumienia. Wiedziałam, iż pierwszy rok bywa trudny, ale i tak martwiłam się, bo chciałam dla nich szczęścia.

Pewnego wieczoru mocno się zdenerwowałam. Późno w nocy syn zapukał do moich drzwi z walizką. Powiedział, iż Weronika wyrzuciła go z domu i nie ma gdzie się podziać. Przenocował u mnie kilka dni, a synowa ani razu nie przyszła, żeby porozmawiać czy choćby zadzwonić. Z czasem sytuacje te zaczęły się powtarzać.

Kiedy usłyszałam, iż Weronika spodziewa się dziecka, postanowiłam porozmawiać z nimi obojgiem. Zależało mi, by im doradzić, jak mogą unikać niepotrzebnych spięć, myślałam, iż to im pomoże. Niestety, efekt był odwrotny nieporozumień było jeszcze więcej, a syn coraz częściej wracał na noce do mnie. Widziałam, ile go to wszystko kosztuje. Przestał się uśmiechać, był przygnębiony, rozczarowany.

Nie mogłam patrzeć, jak syn cierpi, więc zaczęłam namawiać go, żeby zastanowił się nad rozstaniem. Wierzyłam, iż mógłby być dobrym ojcem, choćby jeżeli nie będą już razem. Ostatecznie zdecydował się złożyć pozew o rozwód w sądzie. Opłacił wszystkie potrzebne dokumenty w złotówkach.

Po jakimś czasie Weronika przyszła do mnie, prosząc o rozmowę. Chciała, żebym przekonała syna do wycofania pozwu, bo chciała ratować ich rodzinę. Zawsze radziłam jej, żeby walczyła o swoje małżeństwo, ale wtedy, kiedy sama zaczęła szukać winy u mnie, zrozumiałam, iż trudno będzie ułożyć te relacje. Zaczęła choćby twierdzić publicznie, iż to moja wina, iż ingeruję w ich sprawy.

Dziś nie wiem już, czy dobrze zrobiłam, naciskając syna na rozwód. Najwyraźniej nie jestem mile widziana przez Weronikę, a mój syn coraz bardziej się ode mnie dystansuje. Może przez cały czas się kochają? Trudno jest żyć razem, ale rozłąka również nie daje szczęściaZ czasem nauczyłam się akceptować, iż pewne rzeczy są poza moją kontrolą, choćby jeżeli chodzi o losy mojego syna. Przestałam próbować rozwiązywać ich konflikty za wszelką cenę. Zamiast tego postawiłam na cierpliwość i wsparcie nie z pozycji matki, która wie lepiej, ale tej, która zawsze jest gotowa wysłuchać.

Minęły miesiące. Syn, choć początkowo odwrócony ode mnie i pełen żalu, zaczął na nowo układać sobie życie. Czasami wpada tylko na herbatę, by chwilę posiedzieć w ciszy lub opowiedzieć coś o swoim dziecku. Weronika nie wróciła już na dobre w nasze życie, ale po czasie zrozumieliśmy oboje, iż nie każdy rozdział w życiu można zakończyć tak, jakbyśmy sobie tego życzyli.

Pewnego popołudnia, patrząc, jak syn bawi się ze swoją malutką córeczką w moim ogrodzie, dostrzegłam w nim błysk starej radości. I wtedy uświadomiłam sobie, iż choć nie wszystko potoczyło się według moich planów, on wciąż potrafi odnaleźć szczęście choćby w nowych, nieoczekiwanych kształtach. Zrozumiałam, iż moja rola to już nie trzymać go za rękę, ale być obok, gdy będzie tego potrzebował.

Nawet jeżeli los nie oszczędza nam burz, zawsze po nich świeci słońce wystarczy umieć je zobaczyć, choćby jeżeli na początku mocno razi w oczy. Tego właśnie się nauczyłam.

Idź do oryginalnego materiału