Mój syn obiecał mi dom na wsi w prezencie, ale gdy tam przyjechaliśmy, ziemia zaczęła się pode mną zapadać!

newsempire24.com 3 tygodni temu

Mój syn obiecał mi dom na wsi ale gdy tam dotarliśmy, świat zawalił mi się na głowę.

Nazywam się Wojciech Zalewski i mam 78 lat.

Nigdy nie myślałem, iż stanę przed koniecznością szukania rady u obcych, a jednak potrzebuję waszej pomocy.

Większość życia spędziłem jako samotny ojciec. Moja żona, Halina, odeszła, gdy nasz syn Bartosz miał zaledwie dziesięć lat. Rak zabrał ją za szybko.

To były ciężkie lata, ale trzymaliśmy się razem. Byliśmy tylko my przeciwko wszystkiemu. Starałem się być dla niego i ojcem, i matką. Ciężko pracowałem, by dać mu każdą szansę.

Bartosz wyrósł na dobrego człowieka. Miał swoje bunty, ale w głębi serca był pracowity i rozsądny. Dobrze uczył się w szkole, dostał stypendium, a potem dobrą pracę w banku.

Byłem z niego dumny. choćby gdy się wyprowadził, zostaliśmy blisko dzwoniliśmy, spotykaliśmy się na niedzielny obiad.

Tato Bartosz nie patrzył mi w oczy. Przepraszam. Mówiłem, iż to domek, ale tu będzie ci lepiej. Tu się tobą zajmą.

Zajmą? Nie jestem kaleką! Jestem sprawny! Dlaczego mnie okłamałeś?

Tato, błagam. W jego oczach pojawiło się błaganie. Ostatnio zapominasz. Martwię się, iż jesteś sam. Tutaj masz wszystko, a w razie czego pomoc.

Każdemu się zdarza zapomnieć! warknąłem, czując, jak gorące łzy palą policzki.

To nieprawda. Zabierz mnie do domu.

Bartosz potrząsnął głową. Wtedy padły słowa, które rozsadziły mi serce:

Nie mogę. Dom już go sprzedałem.

Zatoczyłem się, jakby ziemia zniknęła pod nogami.

Zgodziłem się na sprzedaż, ale myślałem, iż mam czas. Chciałem poznać nowych właścicieli, powiedzieć im, jak pielęgnować jabłoń w ogrodzie

Aż do tamtego wieczoru rok temu. Bartosz wpadł do mnie, rozpromieniony.

Tato! wykrzyknął. Kupiłem ci dom na wsi!

Co? Jak to?

Idealne miejsce! Cisza, spokój pokochasz je!

Byłem zaskoczony. Przeprowadzka? Tam, gdzie nikogo nie znam?

Bartek, nie musiałeś Czuję się tu dobrze.

Ale on nie ustępował.

Zasługujesz na lepsze. Ten dom jest za duży. Zaufaj mi.

Wahałem się. To był nasz dom miejsce, gdzie wychował się Bartosz, gdzie żyłem z Haliną. Ale syn wydawał się tak pewny Zawsze ufałem mu bezgranicznie.

Więc się zgodziłem. Pakowałem rzeczy, a Bartosz organizował szczegóły. Mówił, iż wszystko dopięte. Był tak troskliwy, iż przestałem się martwić.

Aż do dnia przeprowadzki.

Gdy jechaliśmy, Bartosz zachwalał nowy dom. Ale im dalej od miasta, tym bardziej coś mi nie grało.

Zamiast zielonych pagórków puste pola. Zamiast sąsiadów opuszczone stodoły.

Bartek, na pewno dobrze jedziemy? spytałem.

Tak, tato odpowiedział, ale nie patrzył mi w oczy.

W końcu skręciliśmy w boczną drogę. Na końcu stał ponury budynek z szyldem: Złota Jesień.

To nie był dom. To był dom starców.

Co to jest?! wrzasnąłem.

Bartosz milczał. W końcu wyznał: sprzedał mój dom, miał pełnomocnictwo. Dla mojego dobra.

Zdrętwiałem. Zaprowadzono mnie do małego pokoju wąskie łóżko, okno na parking. Ściany w brudnobiałym kolorze, zapach chloru i stęchlizny.

Mój dom pachniał jeszcze piernikami Haliny. A teraz to

Dni mijały w gniewie i rozpaczy. Czy naprawdę jestem taki niesprawny? Czy to moja wina?

Aż pewnego dnia usłyszałem rozmowę pielęgniarek:

Biedny pan Zalewski szepnęła jedna.
Dlaczego? spytała druga.
Jego syn miał ogromne długi. Hazard. Dlatego sprzedał dom i wsadził go tutaj.

Jakby nóż w serce.

Długi? To o to chodziło? Wyrzucił mnie, by ratować własną skórę?

Tego samego dnia spotkałem Jana, starego przyjaciela prawnika. Gdy usłyszał moją historię, wściekł się. Obiecał pomóc odzyskać dom.

Ale jedno pytanie wciąż gryzie mnie po nocach:

Jak mam mu wybaczyć?

Idź do oryginalnego materiału