Wiesz co, muszę Ci się zwierzyć, bo to wszystko siedzi mi na sercu. Przemek, mój syn, długo szukał tej adekwatnej wiadomo, dziś nie tak łatwo o kogoś, z kim naprawdę można iść przez życie. Ja nigdy się w to nie wtrącałam, bo uważałam, iż każdy sam musi znaleźć swoją drogę. No i gdy Przemek po trzydziestce w końcu poznał Kingę, to była prawdziwa bajka.
Słyszałam o niej niemal codziennie jaka to ona serdeczna, inteligentna, jak pięknie się uśmiecha i jaka zaradna. On naprawdę miał w oczach iskierki, kiedy o niej opowiadał, a i mnie Kinga bardzo przypadła do gustu. Sypał komplementami o niej zarówno przy mnie, jak i przy kumplach, wszyscy widzieli, iż się zakochał na zabój. Nic więc dziwnego, iż nie czekał długo z oświadczynami poprzedził to tylko paroma randkami więcej niż zwykle! A ja? No oczywiście byłam przeszczęśliwa i wspierałam go, bo przecież każda matka chce, by syn był szczęśliwy.
Planowanie całego wesela to jedno wielkie wyzwanie, chociaż na szczęście mamy świetnych przyjaciół, a rodzice Kingi okazali się naprawdę fantastyczni już od pierwszego spotkania złapaliśmy wspólny język, tylko się śmialiśmy i rozmawialiśmy godzinami. Sama uroczystość była jak z bajki wszystko się układało, jakby los ciągle był po naszej stronie Ale potem, niestety, zaczęły się schody.
Ich małżeństwo wcale nie było tak różowe. Im więcej czasu mijało, tym częściej dochodziło do scysji, nieporozumień i chłodnych spojrzeń. Myślałam sobie, iż pierwszy rok jest zawsze najtrudniejszy, więc liczyłam, iż z czasem się dotrą, ale serce matki i tak się martwiło.
No i przyszedł taki dzień, którego na pewno nie zapomnę. Wracam do domu wieczorem, a tu Przemek stoi w korytarzu z torbą podróżną, smutny jak nigdy. Mówi, iż Kinga wyrzuciła go z mieszkania i nie ma się gdzie podziać. Został u mnie na kilka dni, choć cały czas miałam nadzieję, iż ona przyjdzie, żeby to jakoś naprawić ale nic z tego. Potem historia się powtarzała swoisty rollercoaster z przeprowadzkami tam i z powrotem.
Wiesz, kiedy Kinga mi powiedziała, iż jest w ciąży, strasznie chciałam im pomóc. Usiedliśmy razem, próbowałam im doradzić, jak unikać sprzeczek, żeby mały czy mała bo jeszcze nie wiedzieli dorastało w szczęśliwym domu. Ale moje dobre rady tylko pogorszyły sprawę. Częściej się kłócili, a Przemek coraz więcej czasu spędzał u mnie, zamiast z żoną. Widziałam, iż gaśnie w nim ten optymizm, który miał wcześniej. Stał się inny smutniejszy i mniej pewny siebie.
Serce mi pękało na widok syna w takim stanie. W końcu zebrałam się na odwagę i powiedziałam mu, żeby naprawdę przemyślał, czy nie lepiej byłoby im osobno. Przecież i jako tata potrafiłby się sprawdzić, choćby jeżeli nie mieszkają razem. No i stało się krótko po naszej rozmowie złożył papiery rozwodowe w sądzie w Poznaniu.
Ale to nie koniec Bo zaraz potem pojawiła się Kinga. Przyszła do mnie, prosiła, żebym przemówiła Przemkowi do rozsądku, żeby wycofał pozew, bo nie chce rozbijać rodziny. Tyle razy powtarzałam jej, żeby spróbowała jeszcze raz zawalczyć o nich oboje. Teraz mam wyrzuty sumienia i ludzie wokół zaczęli mówić, iż się wtrącam tam, gdzie nie powinnam, iż wywołuję jeszcze większy zamęt.
Sama już nie wiem, czy dobrze zrobiłam Kinga raczej mnie teraz nie lubi, Przemek też jakby się ode mnie oddalił. Może jeszcze coś do siebie czują, a ja namieszałam jeszcze bardziej. Z jednej strony nie da się żyć ze sobą na siłę, ale z drugiej czy lepiej być samemu? Cały czas myślę, jak to wszystko powinno się potoczyć, a serce boli, widząc syna w takim rozkroku życiowym.











