Mój przyjaciel Adam, 42 lata, w końcu się ożenił. Twierdzi, iż wybrał żonę, bo świetnie gotuje, doskonale sprząta, a reszta go nie interesuje – czy to wystarczy do szczęścia?

newsempire24.com 13 godzin temu

Mój kolega, Leszek, ma czterdzieści dwa lata i właśnie się ożenił. Ostatnio mówi mi, iż jego żona świetnie sprząta i gotuje, a reszta go nie obchodzi.

Z Leszkiem znam się od najmłodszych lat. Wychowaliśmy się na tym samym podwórku w Krakowie, razem dorastaliśmy. Jako nastolatkowie spotykaliśmy się całą paczką i szliśmy na Rynek, gdzie spacerowaliśmy po Plantach albo przesiadywaliśmy na murku. Miłość do dziewczyn traktowaliśmy żartobliwie, bardziej przejmowało nas to, jak zostaniemy odebrani przez kolegów. Chcieliśmy zawsze zachować twarz przed innymi.

Później poszedłem do wojska, natomiast Leszkowi jakimś cudem udało się tego uniknąć. Po służbie znalazłem pracę, ożeniłem się. Przeżyliśmy z żoną dziesięć lat, mamy dwójkę dzieci. Z czasem odkryliśmy, iż bardziej przypominamy sobie współlokatorów niż małżeństwo. Coraz częściej się sprzeczaliśmy, aż w końcu postanowiliśmy się rozstać. Po rozwodzie staraliśmy się poukładać swoje życie na nowo.

Dwa lata później, już jako singiel, przypadkiem natknąłem się na Leszka. Przez lata się zmienił przybrał na wadze i trochę posiwiał.

Usiedliśmy w małej kawiarni przy ulicy Szewskiej, zaczęliśmy rozmawiać jak za dawnych lat. Okazało się, iż Leszek także jest po rozwodzie i szuka kogoś, z kim będzie mógł spokojnie żyć. Rok później poznałem wspaniałą kobietę, pobraliśmy się.

Kiedy ponownie spotkałem Leszka, dowiedziałem się, iż i on ma już żonę. Przyznam szczerze, iż nie przypadła mi do gustu była bardzo tęga i nie sprawiała najlepszego wrażenia.

Co ci się w niej podoba? zapytałem wprost.

Leszek odpowiedział śmiejąc się:

Anka świetnie ogarnia mieszkanie i gotuje rewelacyjnie. Poza tym daje mi spokój! Mogę spokojnie wypić piwo, obejrzeć mecz, wyskoczyć z kumplami na żubra do pubu. Jest idealna. Niczego mi nie zabrania ani nie narzeka.

Nie ukrywam, iż byłem zaskoczony. Bo dla mnie związek to zupełnie coś innego, chociaż jasne, dobrze jest kiedy kobieta umie dobrze ugotować czy utrzymać porządek. Ale dla mnie najważniejsza jest miłość, wzajemne zrozumienie i bliskość.

Niektórzy cenią sobie najbardziej dom czysty jak łza i codziennie polski obiad. Ja jestem szczęśliwy, gdy z żoną mamy podobne marzenia, rozumiemy się bez słów i pomagamy sobie, choćby w najprostszych sprawach. U nas czasem razem gotujemy, robimy porządki, raz ja wstawiam pranie, raz ona.

Wierzę, iż związek jest jak jazda na tandemowym rowerze jeżeli oboje pedałujemy w tym samym kierunku, o wiele łatwiej jest wspólną trasę pokonać.

A Ty, co o tym myślisz?

Idź do oryginalnego materiału