12 marca 2025
Dziś znowu siedzę przy biurku i próbuję poukładać myśli, które od roku wirują jak liście w wietrze. Mój mąż, Jan Kowalski, opuścił mnie dla innej kobiety i, gdy wypadł z drogi, teściowa Halina kazała mi go znów przyjąć do rodziny.
Jan odszedł od nas przed rokiem. Powiedział, iż poznał już inną kobietę, którą kocha i iż ja nigdy nie była dla niego prawdziwą miłością. Tłumaczył, iż ma już prawdziwe uczucia i chce zbudować nową rodzinę.
Nie myślał przy tym, iż nie mogę wrócić do pracy, bo nasz najmłodszy syn, Maksymilian, ma zaledwie półtora roku. Starszy chłopiec, Łukasz, chodzi do przedszkola, a my ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Jedyną krewną, którą mam, jest siostra Agnieszka mieszkająca w Krakowie.
Nie martw się, przetrwasz mówiła teściowa. Mieszkanie jest twoje, przynajmniej masz dach nad głową. Bądź wdzięczna, iż mój syn płaci ci alimenty. Rzeczywiście płacił jedynie jedną czwartą swojego wynagrodzenia, czyli około 1500 zł netto miesięcznie.
Jan nie złożył pozwu rozwodowego, a ja nie miałam czasu w formalności. Dwoje małych dzieci, praca zdalna, by jakoś zarobić to wszystko przytłaczało mnie. Teściowa odwiedzała wnuki raz w miesiącu, czasem przynosząc jabłka albo gruszki.
Ojciec naszych dzieci nie brał udziału w ich wychowaniu. Mówił, iż teraz będzie miał własne dzieci. Tak więc przez cały rok walczyliśmy o przetrwanie.
Pod koniec roku w przedszkolu zwolniło się miejsce i Łukasza przyjęto. Mogłem znów podjąć pracę i trochę odetchnąć.
Mój Jan niedługo zostanie ojcem radosna głos teściowej w telefonie. Złóż gwałtownie pozew rozwodowy, nie chcę, żeby mój wnuk przyszedł na świat nieślubny.
Okazało się, iż partnerka Jana była w ósmym tygodniu ciąży, więc w końcu złożyłem pozew. Tydzień później Jan miał wypadek samochodowy. Uwielbiał szybkie jazdy i ryzykowne wyprzedzanie i tym razem pech go dopadł.
Samochód, który kupiliśmy w czasie małżeństwa, stał się totalnym zniszczeniem, a Jan trafił do szpitala z licznymi obrażeniami. Lekarze nie dawali szans, iż kiedykolwiek znów stanie na nogach.
Halina płakała przez telefon. Mimo iż Jan już nie był moim mężem, współczuła mi, ale jego żądanie zaskoczyło mnie:
Musisz go zabrać ze szpitala i się nim zaopiekować, powiedziała.
Ja? Dlaczego ja? zapytałem zszokowany.
Jesteś jego żoną, nie jesteście jeszcze rozwiedzeni odpowiedziała. Jego kochanka przerwała ciążę, nie chce dziecka z niepełnosprawnym ojcem. Ty jako żona musisz wziąć odpowiedzialność!.
Rozwód nie był jeszcze prawomocny, bo sprawę sądową odłożyli z powodu hospitalizacji. Wyjaśniłem teściowej, iż moje obowiązki jako żony zakończyły się w chwili, gdy Jan opuścił dom bez względu na dzieci. Odszedł, zdradził i zostawił nas w potrzebie mówiłem. To przypadkowy los, iż jeszcze nie jesteśmy rozwiedzeni, ale zaraz to załatwię. Jan wciąż ma matkę, która go kocha.
Ty oczekujesz, iż będę się opiekował moim synem? pytała. Zakończyłem już ten rozdział, kiedy Jan zostawił nas na własną rękę.
Ostatecznie teściowa wyciągnęła Jana ze szpitala. Jego stan powoli się polepsza, lekarze są mniej pesymistyczni, a nasz rozwód w końcu został zatwierdzony.
Teraz Halina krąży po całym Gdańsku, mówiąc: Teraz muszę w podeszłym wieku opiekować się chorym synem! Jego żona go zostawiła, a dzieci też! Co to za kobiety dzisiaj! Gdy mężczyzna jest zdrowy i zarabia, jest mile widziany, a jak tylko się niepełnosprawny, zostaje wyrzucony. Wiele osób kiwa głową na zgodę, chociaż to Jan przywiódł nas w opłakanym stanie, gdy w pełni zdrowia odszedł.
Przyjaciółka radzi mi sprzedać mieszkanie i wyjechać daleko. Siostra w Krakowie zaprasza mnie pod swój dach. Myślę, iż to dobry pomysł.
Lekcja, którą z tego wszystkiego wyniosłem: nie pozwól, by cudze oczekiwania i przymus decydowały o twoim życiu; szanuj własne granice i bądź gotów odejść, gdy zagraża to twojej godności.







