Mój mąż postanowił pomóc swojej byłej żonie spłacić długi. Ja byłam temu zdecydowanie przeciwna

polregion.pl 2 dni temu

Jestem żoną mężczyzny, który wcześniej był żonaty i ma dwoje dzieci z tamtego małżeństwa. Mój mąż rozstał się dawno temu, ale przez cały czas pozostaje w kontakcie z byłą żoną. Ich rozmowy dotyczą głównie dzieci. Na dzieci regularnie płaci alimenty, więc niejako wciąż jest zaangażowany. Generalnie mój mąż wie o wszystkich wydarzeniach związanych z jego dziećmi, byłą żoną, a choćby z byłą teściową.

I nagle dowiaduję się, jakby przez mgłę, iż mój mąż zdecydował się pomóc finansowo swojej byłej żonie. Okazuje się, iż ona ugrzęzła w długach. Trzy lata temu wzięła kredyt w banku, by otworzyć niewielki sklepik. Jednak, z niewiadomych przyczyn, interes upadł. Kredyt musi spłacić, ale nie ma z czego. Dług narasta jak śniegowa kula. Jak mogła wpaść na to, żeby przepisać mieszkanie na swoją mamę? W przeciwnym razie znalazłaby się z dziećmi na ulicy przez te długi.

Mój mąż niedawno o wszystkim się dowiedział i zaczął delikatnie dawać mi do zrozumienia. Otóż, jego była żona ma spore długi, a przecież tam są też jego dzieci. Może nie zaszkodziłoby jej pomóc finansowo, bo inaczej nie spłacą wszystkiego do emerytury, a zobowiązania będą ciążyć na dzieciach.

A wczoraj powiedział: Dam mojej byłej żonie połowę mojej miesięcznej pensji, żeby jak najszybciej to spłaciła… Jakie masz zdanie na ten temat?

Aż powieka mi zadrgała, gdy to usłyszałam. Czyś ty się nie pogubił, kochany mężu? Kim ona jest, iż musisz jej pomagać? Przecież jest już dla ciebie nikim, obcą osobą. Skąd ten obowiązek?

On się jednak uparł: Ale przecież są tam moje dzieci, jeżeli coś się stanie, dług przejdzie na nich. Ja muszę pomóc.

Powiedziałam mu, iż już płaci alimenty i choćby wysyła dodatkowe pieniądze, więc jego dzieci mają zapewnione wsparcie. A kwestie długów niech sama załatwia. To nie twoja sprawa. Nie zgadzam się! Dlaczego mielibyśmy rezygnować z własnych pieniędzy, żeby ratować twoją byłą żonę? choćby nie myśl o tym!

Mój mąż zamilkł, odwrócił się urażony… I co, mylę się?

Idź do oryginalnego materiału