Mój przyjaciel, 42-letni Marek, odnalazł wreszcie żonę. Powiada, iż to świetna gospodyni domowa i doskonała kucharka, a wszystko inne jest dla niego bez znaczenia.
Z Markiem znamy się od wczesnego dzieciństwa. Dorastaliśmy razem w jednej kamienicy na warszawskiej Pradze. Przyjaźń między nami była naturalna wspólne podwórko, zabawy do późna i wyprawy do centrum, kiedy tylko podrośliśmy. Jako nastolatkowie chodziliśmy z ekipą na Starówkę, wylegiwaliśmy się na ławkach pod Zamkiem Królewskim. Miłostki i sympatie traktowaliśmy lekko ważniejsze było to, by zapunktować u kolegów, nie narazić się na żarty.
Później ja trafiłem do wojska, a Markowi udało się jakoś tego uniknąć. Po służbie dostałem pracę w banku, ożeniłem się z Magdaleną. Małżeństwo trwało dekadę, na świat przyszły nasze dwie córeczki Zuzanna i Jagoda. Jednak po latach coraz bardziej oddalaliśmy się od siebie, w domu pojawiały się kłótnie, coś bezpowrotnie zgasło. W końcu zgodnie doszliśmy do wniosku, iż tak już się nie da i rozstaliśmy się. Rozwód był spokojny; dobro dzieci najbardziej się liczyło.
Dwa lata później, już jako singiel, nieoczekiwanie spotkałem Marka na dworcu. Zmienił się bardzo przybyło mu kilogramów, ale uśmiech pozostał ten sam. Zasiedliśmy razem w kawiarni na Nowym Świecie, wspominając stare czasy. Okazało się, iż Marek także się rozwiódł i teraz szukał swojej drugiej połowy.
Minął jakiś czas. Poznałem Agnieszkę ciepłą, mądrą kobietę. Pobraliśmy się. Gdy znów spotkałem Marka, także miał już u swego boku partnerkę Jadwigę. Przedstawił mi ją w osiedlowej kawiarni. Jadwiga była krępą kobietą o pogodnym usposobieniu, jednak od razu wiedziałem, iż to nie jest ktoś, z kim bym się związał.
Marek, co cię w niej urzekło? zapytałem prosto z mostu.
Wiesz, ona cudownie gotuje i pilnuje porządku. Poza tym daje mi święty spokój. Mogę spokojnie obejrzeć mecz, wypić piwo z kumplami w barze nie robi z tego afery. Niczego mi nie zakazuje. Dla mnie jest idealna!
Szokowało mnie takie podejście. Dla mnie żona to przede wszystkim partnerka kochanka, przyjaciółka, ktoś, z kim dzieli się euforii i troski. Jasne, domowa zupa i czyste mieszkanie są ważne, ale najistotniejsze jest porozumienie dusz, miłość, szacunek. Czyż nie lepiej robić wszystko razem, wspólnie gotować, żartować podczas sprzątania, kibicować sobie nawzajem?
Z Agnieszką często tak właśnie robimy dzielimy się obowiązkami, spędzamy czas na rowerowych wyprawach, odkrywamy warszawskie kawiarnie. Łączy nas coś więcej niż wygoda idziemy razem przez życie, pedałując zgodnie w tym samym kierunku.
Dla niektórych ważniejsze są proste zasady by było czysto i żeby dobrze nakarmić męża. Ja jednak wierzę, iż prawdziwe szczęście daje zrozumienie, wzajemna troska i wspólne pasje. Bo życie we dwoje przypomina jazdę na tandemie byleby patrzeć w tę samą stronę i równo pedałować, a dojedzie się o wiele dalej.
Życie uczy, iż dobra relacja to nie tylko podział zadań, ale przede wszystkim szczerość, wzajemny szacunek i przyjaźń. Najważniejsze jest to, co łączy serca.
