Hej, słuchaj, wczoraj zadzwonił do mnie mój brat Marek i poprosił, żebym mu odpuścił mój udział w naszym rodzinnym gospodarstwie. Argumentował, iż przez ostatnie trzy lata opiekował się naszym tatą.
Kiedy tylko rozpocząłem studia, wyprowadziłem się z domu rodzinnego. Po studiach zostałem w Warszawie, dostałem dobrą pracę i ożeniłem się z Anią. W tym czasie urodził się nasz syn Piotrek.
Marek też się ożenił z Katarzyną ale przez cały czas mieszkał z rodzicami. Nie mam nic przeciwko niemu, to solidny facet, a jego żona jest cudowna. Przez lata żyli spokojnie razem z rodzicami, aż sami mieli dwójkę dzieci. Chociaż już byliśmy niezależni i często odwiedzaliśmy rodziców na wsi, mój teść i tak podarował nam samochód.
Latem jeździliśmy na wakacje i pomagaliśmy rodzicom przy domu i w ogrodzie. Roksana, nasza sąsiadka, zawsze była blisko z mamą i każdy chciał jej pomóc. Trzy lata temu nasza mama, Maria, odszła. Nie mogłem już tak wspierać, a do tego światowy kryzys wymusił, żebym brał dodatkowe roboty, żeby utrzymać mieszkanie.
Nie mieliśmy czasu w wizyty w mieście. Miesiąc temu odszedł nasz tata Jan. Organizowaliśmy pogrzeb razem i podzieliliśmy koszty po połowie między nas i Marka.
Wczoraj Marek znowu dzwoni i pyta, czy mogę mu przelać mój udział w gospodarstwie. Jego jedyne powody to te trzy lata, kiedy opiekował się tatą. Byłem zaskoczony tata miał miesięczną emeryturę, z której wspierał choćby wnuki. Po co więc staremu człowiekowi takie pieniądze? Przecież to dopiero gospodarstwo!
Marek sam przemyślał sprawę, a ja nie do końca rozumiem, co ma na myśli mówiąc o opiece. Rodzice nigdy nie mówili, iż ma zostawić mu cały dom. Nie chcę psuć naszego stosunku, ale nie rozumiem, po co miałbym rezygnować z czegoś, co jest moje. Mam kredyt, który muszę spłacić, a nasz syn może liczyć na pomoc od dziadków.
Teraz nie wiemy, co zrobić. Nie dałem mu jasnej odpowiedzi, tylko powiedziałem, iż muszę najpierw porozmawiać z Anią. Co powinniśmy zrobić, żeby nie zrujnować rodzinnych więzi?




