Moi bliscy czekają, aż opuścimy ten świat. Myślą o przejęciu mojego mieszkania, ale zabezpieczyłem się na przyszłość

twojacena.pl 11 godzin temu

Moje krewni czekają, aż zniknę z tego świata. Liczą się już na przejęcie mojego mieszkania, ale zabezpieczyłem się na wypadek tego z wyprzedzeniem.

Mam sześćdziesiąt lat i mieszkam sam w jednym z kamienic przy Starym Mieście w Warszawie. Nie mam dzieci, nie mam żony. Kiedyś byłem żonaty po dwudziestce poślubiłem ukochaną z rozkoszy serca.

Małżeństwo rozpadło się, gdy moja żona zdradziła mnie. Przywiozła kochanka do naszego lokalu, a ja nie mogłem dłużej tego tolerować. Spakowałem rzeczy i wstąpiłem pod dach rodziców. Dwa miesiące po rozwodzie dowiedziałem się, iż żona jest w ciąży i iż to moje dziecko. Nie chciałem jej o tym mówić, nie dzwoniłem już do niej i postanowiłem wychować dziecko samodzielnie.

Gdy nasz syn przyszedł na świat, lekarze przekazali mi smutną wiadomość: Dziecko jest bardzo słabe, a do tego ma nieuleczalną chorobę. Szczęście będzie, jeżeli dożyje jedenastudwunastu lat. Nie wiedziałem, co robić, ani gdzie szukać pomocy. Karmiłem go piersią, opiekowałem się nim codziennie, ale w myślach nieustannie miałem jedną myśl iż mój chłopiec niedługo opuści ten świat.

Mój syn skończył piętnaście lat, a potem w odstępie tygodnia zmarł zarówno on, jak i mój ojciec. Straciłem dwoje najdroższych ludzi.

Ojciec zostawił mi swoje duże mieszkanie w samym centrum Warszawy. Przez wszystkie lata żyłem samotnie, nie miałem wielu przyjaciół. Chciałem mieć dziecko, ale obawiałem się, iż los się powtórzy, więc nie podjąłem ryzyka. Kiedy miałem czterdzieści pięć lat, kupiłem laptopa, by móc kontaktować się z krewnymi i czytać wiadomości.

Krewni, dowiedziawszy się, iż mieszkam sam, zaczęli przychodzić po trochu, przynosząc prezenty i drobiazgi. Często pytali, czy spisałem testament; gdy usłyszeli, iż go nie mam, zaczęli narzekać na moją sytuację finansową. Niektórzy knuli intrygi, starając się przedrzeć do mojego majątku, żeby wyjść mi na pozycję lepszą i bardziej szanowaną. Wiem już, komu przekażę mieszkanie przyjacielowi, którego córka, Zuzanna, zawsze pomaga mi bezinteresownie.

Rodzina chce tylko tego lokum. W końcu zerwałem z nimi kontakt, ale nie powstrzymało ich to przed dalszym wścibstwem.

Pewnego dnia zadzwonił mój kuzyn i bezceremonialnie zapytał, czy jeszcze żyję i komu zamierzam oddać mieszkanie. Byłem tak obrażony, iż zablokowałem wszystkim krewnym możliwość pisania i dzwonienia do mnie.

Idź do oryginalnego materiału