Mocna zawodniczka

filmweb.pl 1 dzień temu
Zdjęcie: plakat


Quentin Dupieux nie daje za sobą zatęsknić. Podrzuca filmy jak świeże bułeczki na każdy poranek. Przy takim tempie trudno zachować jakość, a choćby najbardziej absurdalne pomysły potrafią z czasem wytracić impet oryginalności. Tym razem kinowy seans jego projektu poprzedziło logo Netflixa, a do kolekcji bezpardonowych drwin wpadł centralny dla fabuły temat influencerów czy wręcz patostreamingu. Jak w obliczu tych wydarzeń wypada najnowszy film Mr. Oizo?

Adèle Exarchopoulos
  • Chi-Fou-Mi Productions
  • Arte France Cinéma
  • Canal+
  • Netflix
  • ARTE France
  • Centre National du Cinéma et de l'Image

W „Wypadku fortepianowym” reżyser ponownie łączy siły z Adèle Exarchopoulos, która, jak wiemy z „Mandibles” i „Palenie powoduje kaszel”, czuje się jak ryba w wodzie w jego artystycznej konwencji. Tym razem staje w samym centrum historii jako zepsuta influencerka. Magalie odkryła w dzieciństwie, iż za sprawą chronicznego schorzenia nie odczuwa bólu. Zaczęła testować granice swojego ciała, a filmiki z dokonań wrzucała do sieci, gdzie znalazła przyzwoite (oczywiście ilościowo) grono odbiorców. Taka oto karykatura transgresji przepuszczona przez algorytm. Nic ideowego – po prostu słupki muszą się zgadzać. Ciało jako laboratorium absurdu, które znamy chociażby z dokonań Johnny’ego Knoxville’a i Steve-O z „Jackass”, zostaje pozbawione jakkolwiek braterskiego charakteru. Głupota, owszem, wciąż ma charakter wspólnotowy, ale opiera się już tylko na relacji wrednej performerki z żądną krwi gawiedzią.

Nihil novi, ale wraz z internetem cyrk się przecież demokratyzuje: choć wciąż można znaleźć w nim współczesnych P. T. Barnumów żerujących na cudzych dramatach czy zdolnościach, to teraz osobliwości mogą się już ujawnić publiczności same. Magalie nie ogranicza się więc do roli influencerki. Staje się katem (nawet jeżeli głównie psychicznym ze względu na brak bólu fizycznego), ofiarą i producentką wykonawczą całego przedsięwzięcia. Zarządza kapitałem swojego niezniszczalnego ciała. Wreszcie tytułowy wypadek powoduje pewien uszczerbek na jej zdrowiu i wywołuje kontrowersje, przez co dziewczyna musi się na moment zatrzymać i schować. Pretekst do przemiany bohaterki czy może jednak kolejna przewrotna drwina?

  • Chi-Fou-Mi Productions
  • Arte France Cinéma
  • Canal+
  • Netflix
  • ARTE France
  • Centre National du Cinéma et de l'Image

Dupieux jest tutaj bardzo dosłowny i nie zapędza się w zagadkowe rejony, które znamy z „Niewiarygodne, ale prawdziwe” czy „Reality”. Zaczyna się to już na poziomie samego konceptu wykorzystywania własnego ciała ku uciesze innych i kończy na poincie. Pozostaje niezmiennie błyskotliwy, ale wielbicielom bardziej wyrafinowanych form absurdu w wykonaniu Francuza może ten stan rzeczy trochę przeszkadzać. Tym razem reżyser nie konstruuje labiryntu, w którym logika pożera własny ogon. Nie każe zastanawiać się, czy oglądane sceny są obrazem z sennych marzeń, filmem w filmie albo żartem, którego domknięcie zagubiło się gdzieś po drodze. Nie ma tu tej ontologicznej złośliwości, dzięki której zwyczajne kurtka, opona czy mucha mogły u Dupieux podważać znane nam zasady rzeczywistości. Karty leżą adekwatnie odkryte na stole już od samego początku.

Dupieux umieszcza Magalie w przewrotnym, niekoniecznie miłosnym trójkącie z dziennikarką (Sandrine Kiberlain) i towarzyszem Patrickiem Balandrasem (świetny Jérôme Commandeur). Ona po prostu przyjeżdża po materiał i zadaje trudne pytania, a on jest czymś pomiędzy opiekunem, wspólnikiem i asystentem a zakładnikiem. Znalazł zatrudnienie u wielkiej gwiazdy i choć został tym samym pozbawiony podmiotowości, okazało się to dla niego najbardziej opłacalną opcją. Po takim czasie odejście od Magalie, do której jako jedyny zdaje się podchodzić ze zwyczajnym ludzkim sercem i szczerą troską, wydaje się też po prostu trudne. Magalie jest skrajnie odpychająca i Dupieux pozwala swojej bohaterce być potworem, ale w soczewce Patricka jest też jego stałą pracodawczynią i człowiekiem zmęczonym eksploatacją samej siebie. Podobnie dziennikarka stara się dojrzeć w dziewczynie jakąś tajemnicę, choćby jeżeli ostatecznie jest postacią zaplątaną w mechanizmy medialne.

Jérôme Commandeur, Adèle Exarchopoulos
  • Chi-Fou-Mi Productions
  • Arte France Cinéma
  • Canal+
  • Netflix
  • ARTE France
  • Centre National du Cinéma et de l'Image

Wątki gierek pomiędzy bohaterami są zdecydowanie najciekawsze w całym prześmiewczym zestawieniu. Tym razem najwięcej przewrotności znajdziemy właśnie w zawiłościach ludzkich relacji. Kiedy satyryczny cel staje się zbyt czytelny, a formalne zabiegi, do których reżyser ma pewną słabość, nie niwelują tych oczywistości, to z filmu dobiega zapach rutyny. Świat influencerów jest w końcu łatwym przeciwnikiem. Na dodatek przeciwnikiem okopanym już jakoś przez kino czy telewizję, a choćby same media społecznościowe, które od lat wchodzą na kolejne metatekstualne poziomy, parodiując własne patologie. Rzeczywistość dogoniła żart Dupieux i w przypadku „Wypadku fortepianowego” wykroczyła poza granice absurdu na tyle mocno, iż takie filmowe drwiny wypadają przy realnym, niezbyt śmiesznym dowcipie po prostu blado.

Dupieux choćby na autopilocie okazuje się ciekawszy od wielu innych współczesnych komediantów. Moralna pokraczność wciąż bawi i drapie w gardło zarazem. Chwilami satyra bywa zbyt oczywista, tym bardziej, kiedy przypomnimy sobie, z jaką finezją i polotem reżyser bawił się jeszcze rok temu – choć w jego wypadku rok zdaje się mijać znacznie szybciej. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, iż reżyser wybrał po prostu zbyt oczywisty cel i strzela do niego z odległości, która wyklucza pudło. Dupieux może nie daje nam za sobą zatęsknić, ale chyba jeszcze nie musimy prosić go o dłuższy urlop. choćby jeżeli jego świeże bułeczki nie chrupią w tym przypadku tak solidnie jak „Yannick” czy „Drugi akt”, wciąż trudno pomylić je z pieczywem z innej piekarni.
Idź do oryginalnego materiału