Słuchaj, nie mogę się pozbierać po tej całej sytuacji. Wyobraź sobie, Anka, ślub mojej córki stoi pod wielkim znakiem zapytania. Wszyscy się pokłócili, a przyszły zięć odchodzi od zmysłów. Do wesela zostały dwa tygodnie, a tu taka jazda. Serce mi się kraje, bo Wiktoria naprawdę bardzo na niego liczyła.
Pytasz, o co poszło? choćby sobie nie wyobrazisz! O mieszkanie cała ta afera. Razem z mężem chcieliśmy zrobić młodym niespodziankę i zainwestowaliśmy wszystkie nasze oszczędności. Sprzedaliśmy choćby ten nasz ukochany domek nad Mazurami i garaż w Warszawie, żeby starczyło na porządną kawalerkę. Mieszkanie jest na Wiktorię, bo przecież to nasza córka. Myśleliśmy sobie i co za różnica, na kogo zapisane, skoro młodzi biorą ślub i będą razem?
No właśnie, a tu problem. To nowe mieszkanie to praktycznie gołe ściany. Remont i umeblowanie zostały na później, bo zainwestowaliśmy, ile się dało już ani grosza z oszczędności nie zostało. Mąż zaproponował temu narzeczonemu, żebyśmy się razem sprężyli i ogarnęli jakoś ten remont, żeby młodzi mogli w końcu zamieszkać na swoim. Ale nie, Krzysiek się uparł, iż nie weźmie udziału w remoncie!
Wyobrażasz to sobie? Bo podobno nie będzie inwestował w cudze, skoro mieszkanie nie jest jego. Powiedział wprost, iż nie zamierza ładować pieniędzy w nieruchomość na Wiktorię. Może kupić jakiś czajnik czy lampkę, ale nic poza tym.
To mówię niech wprowadzą się w takim stanie, jak jest, od razu. Ale przecież nie da się! Mieszkanie to pustka nie ma podłogi, instalacja wodna do wymiany, elektryka ledwo zipie, a okna aż strach otwierać, żeby się nie rozleciały. Trzeba wszystko zrobić od zera, choćby najprostsze rzeczy.
Przecież ja bym sama w życiu w takich warunkach nie zamieszkała, choć nie jestem z tych wybrednych. No ale młodzi? Przecież to by wstyd był przed sąsiadami! Krzysiek dobrze zarabia, pracuje w porządnym biurze w Krakowie, pensję ma niemałą, ale żal mu złotówki na wspólne gniazdko. Bo on chce oszczędzać na coś swojego, żeby potem nie zostać bez grosza po ewentualnej rozłące.
I teraz planuje mieszkać za darmo w naszym mieszkaniu i chce, żebyśmy to my robili remont! No więc nie wytrzymałam i powiedziałam mu: skoro twierdzisz, iż to nie twoje to płać czynsz jak za wynajem! A on uśmiechnął się i od razu się zgodził. No i co ja mam na to powiedzieć?
Wiktoria cała zapłakana, w ogóle nie może się ogarnąć. Strasznie go kocha, ale już nie wie, co robić. A my z mężem nie chcemy tego mieszkania przerejestrowywać na niego. Wiktoria mówi, iż jej już nic nie zależy, może być bez remontu i bez mieszkania.
A mnie boli, iż facet nie chce zainwestować grosza w przyszłą rodzinę, myśli tylko o sobie. Jeszcze ślubu nie było, a już się zabezpieczają na podział majątku, jakby planowali rozwód! No powiedz sama czy Krzysiek powinien dołożyć się do tego mieszkania, skoro planuje tam zamieszkać i założyć rodzinę? Jakie ma znaczenie, czyje to jest na papierze? A może to ja przesadzam i on ma trochę racji? Co byś zrobiła na moim miejscu?
