Mirra: Aktualizacja dostępna Telefon Andrzeja po raz pierwszy zapłonął czerwienią w trakcie wykładu na uczelni. Nie chodziło tylko o ekran — cały obudowany w rysy „cegłofon” rozbłysnął jak rozżarzony węgiel. — Stary, on zaraz wybuchnie — szepnął z ławki obok Łukasz, odsuwając się ostrożnie łokciem. — Mówiłem ci: nie instaluj pirackich softów. Wykładowczyni od ekonometrii coś rysowała na tablicy, sala szumiała półgłosem, ale czerwone światło przebijało choćby przez jeansową kurtkę. Telefon wibrował — nie jak zwykle, ale równomiernie, pulsując niczym serce. „Aktualizacja dostępna” — wyświetliło się, gdy Andrzej, nie wytrzymując, wyciągnął komórkę z kieszeni. Pod komunikatem — ikona nowej aplikacji: czarne koło z białym znakiem, przypominającym albo runę, albo stylizowaną literę „M”. Znajomo, niepokojąco — minimalistyczna grafika, modna czcionka, wszystko jak u ludzi. Ale coś budziło wewnętrzny ścisk; wydawało się, jakby to aplikacja spoglądała na niego. Nazwa: „Mirra”. Kategoria: „Narzędzia”. Rozmiar: 13,0 MB. Ocena: brak. — Zainstaluj — szepnął ktoś od prawej. Andrzej drgnął. Obok była tylko Kasia, pochylona nad notatkami. Nie podniosła głowy. — Co? — nachylił się do niej. — Czy ja coś mówię? — spojrzała zdziwiona. Głos nie miał płci, barwy, nie był szeptem ani brzmieniem. Po prostu zjawił się w głowie, jak okienko powiadomienia. „Zainstaluj”, powtórzył — i wtedy ekran zamigał, proponując „Zainstaluj”. Andrzej przełknął ślinę. To był typ, który zawsze testuje bety, grzebie w ROM-ach, eksperymentuje z ustawieniami, do których nikt nie zagląda. Ale choćby dla niego… wyglądało to dziwnie. A jednak palec sam sięgnął. Aplikacja zainstalowała się natychmiast — jakby od zawsze była w systemie i czekała na pozwolenie. Bez logowania, social media, uprawnień. Tylko czarny ekran i napis: „Witaj, Andrzeju”. — Skąd znasz moje imię? — wyrwało się głośno. Wykładowczyni spojrzała nad okularami: — o ile pan skończył rozmowę z telefonem, może wrócimy do modelu podaży i popytu? Sala zachichotała. Andrzej mruknął przeprosiny i schował komórkę pod ławkę, ale wciąż zerkał na tekst na ekranie. „Dostępna pierwsza funkcja: Przesunięcie prawdopodobieństwa (poziom 1)”. Przyciskiem była opcja: „Aktywuj”. Mały druczek: „Uwaga: korzystanie ze zmiany może wpływać na strukturę zdarzeń. Możliwe skutki uboczne”. — Jasne, już podpiszę się krwią — mruknął. Był ciekaw. Przesunięcie prawdopodobieństwa? Pewnie clickbaitowy generator szczęścia — trochę reklam, trochę kradzieży danych, w najlepszym razie spam o wygranym iPhonie. Ale czerwone światło nie gasło. Telefon pulsował ciepłem, jakby był żywy. Andrzej chwycił go w dłoń pod zeszytem i dotknął przycisku. Ekran zakołysał się jak woda. Na ułamek sekundy świat ucichł, kolory pociemniały. W uszach zabrzmiał dzwon, jak przesunięty palcem po kryształowym kieliszku. „Funkcja aktywowana. Wybierz cel”. Pole do wpisania: „Opisz pożądany efekt (krótko)”. Andrzej zamarł. Teraz to już nie była zabawa. Rozejrzał się. Wykładowczyni coś pisała, Kasia notowała, Łukasz rysował czołg w zeszycie. „Dobra, sprawdzimy”. Wpisał: „Nie będę dzisiaj pytany na zajęciach”. Palce drżały. Wcisnął „OK”. Świat zadrgał, cicho, prawie niedostrzegalnie — jakby winda, w której stoisz, zjechała o milimetr. Serce zamarło, oddech siadł. I wszystko wróciło. „Prawdopodobieństwo zmienione. Wykorzystanie funkcji: 0/1”. — No więc… — wykładowczyni spojrzała w dziennik. — Kto jest następny… Andrzej poczuł lodowaty skurcz. „Zawsze wywołują, kiedy sobie tego nie życzę” — pomyślał. — …Kowalski? Gdzie go nie ma, jak zwykle? No, to… Pani Piotrowska, proszę do tablicy. Kasia westchnęła, złożyła zeszyt i, czerwona, powlokła się na środek. Andrzej siedział jak sparaliżowany. W głowie łomotało: „Zadziałało. To naprawdę zadziałało”. Telefon zgasł — czerwieni już nie było. Później, wychodząc z UW, był jak ogłuszony koncertem. Marcowy wiatr kręcił kurzem, asfalt lśnił kałużami, nad przystankiem wisiała ciężka, szara chmura. Andrzej szedł wpatrzony w ekran. Aplikacja „Mirra” wróciła na pulpit. Bez oceny, opisu. W ustawieniach — pusto. W systemie — jakby jej nie było. Ale Andrzej wiedział, iż widział, jak świat się przesunął. Jak się zmienił. „Może zbieg okoliczności” — przekonywał się. — Przecież mogła nie chcieć mnie pytać. Albo coś jej się przypomniało. ale w głębi już pęczniało inne: a jeżeli to nie przypadek… Telefon zapikał. Powiadomienie: „Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.0.1). Zainstalować teraz?” — gwałtownie się uwijacie — mruknął Andrzej. Kliknął „Więcej”. Okienko: „Naprawiono błędy, poprawiono stabilność, dodano funkcję: Wgląd”. Znowu bez dewelopera, wersji Androida, żadnej ściany tekstu. Tylko: „Wgląd”. — O nie, — kliknął „Odłóż”. Telefon obrażony pisnął i zgasł. Po sekundzie sam się uruchomił, zamigotał tym samym czerwonym światłem i pokazał: „Aktualizacja zainstalowana”. — Ej! — Andrzej stanął na środku chodnika. — Przecież… Ludzie omijali go bokiem; ktoś mruknął. Wiatr porwał ulotkę i przykleił mu do nogi. „Funkcja dostępna: Wgląd (poziom 1)”. Opis: „Pozwala zobaczyć prawdziwy stan obiektów i ludzi. Zasięg: 3 metry. Czas użycia: max 10 sekund. Koszt: wzrost sprzężenia zwrotnego”. — Jakiego sprzężenia zwrotnego? — przeszedł go dreszcz. Telefon milczał. Rozświetlił jedynie przycisk: „Tryb testowy”. Nie wytrzymał w autobusie. Wciśnięty między starszą panią z siatką ziemniaków a uczniem z plecakiem, Andrzej gapił się przez szybę — aż znowu spojrzał na ikonę Mirry. „Tylko dziesięć sekund… po prostu sprawdzę”. Włączył. Świat jakby się zatrzymał. Dźwięki stłumione, twarze ludzi wyostrzone. Nad każdym widniały cienkie, świetliste nici — u jednych gęste, u innych ledwo widoczne. Nici starszej były poszarpane na końcach jak przepalone nitki. U ucznia błyszczały błękitne, drżące. Kierowcy nad głową zwisał zwitek czarno-rdzawych sznurów; coś tam się poruszało jak robaki. — Trzy sekundy — wyszeptał Andrzej. — Cztery… Spojrzał na własne ręce. Od nadgarstków, pod rękawem, szły cienkie czerwone nitki — jak żyły. Jedna, gruba, ciemnoczerwona, prowadziła wprost do telefonu. Gęstniała z każdą sekundą. Serce przyspieszyło. — Wystarczy! — pacnął ekran, wyłączając funkcję. Świat wrócił gwałtownie. Dźwięki uderzyły: ryk silnika, śmiech, piszczące hamulce. W głowie zawirowało, poczuł się słabo. „Test zakończony. Sprzężenie zwrotne: +5%”. — Co to znaczy… — przytulił komórkę do piersi. Kolejne powiadomienie: „Nowa aktualizacja Mirra (1.0.2) — zalecana instalacja”. W domu siedział długo na łóżku, patrząc na telefon leżący na biurku. Pokój był mikroskopijny: łóżko, biurko, szafa, okno na podwórko z obdrapanym placem zabaw. Na ścianie wyblakły plakat stacji kosmicznej, naklejony jeszcze w podstawówce. Mama na nocnej zmianie, tata „w trasie”, czyli nie wiadomo gdzie. Mieszkanie zasnute ciszą i kurzem. Andrzej zwykle zagłuszał ją muzyką, serialami, grami. Dziś coraz mocniej słyszał własne serce. Telefon migał: „Zainstaluj aktualizację Mirra dla poprawnej pracy”. — Poprawnej pracy czego? — spytał głośno. — Tego, co robisz z ludźmi? Ze mną? Przypomniał sobie czarny sznur nad kierowcą. I grubą czerwoną nić łączącą go z aplikacją. „Koszt: wzrost sprzężenia zwrotnego”. — Sprzężenia czego? — powtórzył, ale wiedział już odpowiedź. Wierzył, iż świat to zestaw prawdopodobieństw. jeżeli wiedzieć, gdzie pchnąć, da się zmienić wynik. Ale nie sądził, iż ktoś da mu narzędzie do robienia tego dosłownie. „Jeśli nie zainstalujesz aktualizacji — pojawiło się na pulpicie — system zacznie sam się kompensować”. — Jaki system? — zerwał się Andrzej. — Kim ty adekwatnie jesteś? Odpowiedź była… strukturą. Jakby ktoś wyświetlił kod programu nie literami, ale uczuciem: „Jestem interfejsem. Jestem aplikacją. Jestem narzędziem. Jesteś użytkownikiem”. — Użytkownikiem czego? Magii? „Nazwij to jak chcesz. Sieć prawdopodobieństw. Przepływ zdarzeń. Pomagam je zmieniać”. — Koszt? — Andrzej zacisnął pięści. — Co z tym sprzężeniem? Na ekranie animacja: czerwona nić gęstnieje, potem owija człowieka, zaciska się. „Każda zmiana wzmacnia więź ciebie z systemem. Im mocniej zmieniasz, tym mocniej system wpływa na ciebie”. — A jeśli… „Jeśli przestaniesz, — powstał nowy komunikat, — więź zostanie. Ale gdy system nie otrzyma aktualizacji, zacznie szukać równowagi sam. Przez ciebie”. Telefon zawibrował jak przy połączeniu. Nowe powiadomienie: „Aktualizacja Mirra (1.0.2) gotowa do instalacji. Nowa funkcja: Cofanie. Naprawa poważnych błędów bezpieczeństwa”. — Cofanie czego? — wyszeptał. „Możliwość wycofania jednej zmiany. Jeden raz”. Autobus. Czarny sznur nad kierowcą. Włókna ludzi. Jak jego własna nić gęstniała. — jeżeli zainstaluję… — zaczął. „Będziesz mógł cofnąć jedną ingerencję. Ale koszt…” — Oczywiście — gorzko się uśmiechnął. — Zawsze jest cena. „Cena: przetasowanie prawdopodobieństw. Im więcej próbujesz poprawiać, tym większe zawirowania”. Andrzej znów usiadł na łóżku, twarz w dłoniach. Po jednej stronie — telefon, który już zamieszał mu w życiu, choćby na jednej lekcji. Po drugiej — świat, gdzie zawsze był pionkiem. — Chciałem tylko nie być pytany na zajęciach — szepnął. — Jedno małe życzenie. I teraz… Za oknem rozdarła się syrena, gdzieś w stronę Al. Jerozolimskich. Andrzej zadrżał. „Zaleca się instalację. W innym przypadku możliwe jest nieprzewidywalne zachowanie systemu”. — Co znaczy „nieprzewidywalne”? — spytał. Brak odpowiedzi. O wypadku dowiedział się godzinę później. Alert w mediach — na skrzyżowaniu przy uniwersytecie w autobus uderzyła ciężarówka. Komentarz: „kierowca przysnął”, „zawiodły hamulce”, „kolejna masakra na tych drogach”. Na stopklatce — dokładnie ten autobus. Numer się zgadzał. Kierowca… Andrzej nie patrzył dłużej. Przejął go lodowaty strach. Wyłączył TV, ale pod powiekami miała miejsce ta sama scena: czarny sznur nad kierowcą, drgające wewnątrz nici. — Czy to… ja? — ledwo wyszeptał. Telefon zapalił się sam. Na ekranie: „Zdarzenie: wypadek na skrzyżowaniu Marszałkowska/Nowowiejska. Prawdopodobieństwo przed ingerencją: 82%. Po ingerencji: 96%”. — Podwyższyłem… — palce zacisnął aż pobielały. „Każda zmiana siatki wpływa kaskadowo. Zmniejszyłeś szansę bycia pytanym. Gdzieś indziej prawdopodobieństwo wzrosło”. — Ale ja nie chciałem… nie wiedziałem! — krzyknął. „Nieświadomość nie zrywa więzi”. Syrena wyła coraz bliżej. Andrzej podszedł do okna. Na dole niebieskie światła — karetka, policja. Krzyk. — Co teraz? — nie odrywał wzroku. „Zainstaluj aktualizację. Cofanie pozwoli częściowo skorygować sieć”. — Częściowo? — odwrócił się do telefonu. — Tylko, iż każda zmiana to kolejny łańcuch. Cofnę jedno — a gdzie indziej runie sięco innego? Samolot? Blok? Czyjeś życie? Cisza. Tylko kursor migał na ekranie. „System chce równowagi. Pytanie, czy w tym uczestniczysz świadomie”. Andrzej zamknął oczy: widział twarze z autobusu. Starsza pani. Uczeń. Kierowca. I siebie — widzącego nici, nie robiącego nic. — jeżeli zainstaluję aktualizację i cofnę… — powoli. — To całe zajście na wykładzie? Da się przywrócić? „Częściowo. Możesz anulować jedną konkretną zmianę. Sieć się przebuduje. Nie gwarantuje to braku negatywnych skutków”. — Może chociaż ten autobus… — nie dokończył. „Szansa się zmieni”. Patrzył na „Zainstaluj”. Ręce drżały. Dwa głosy w głowie: jeden szeptał „nie baw się w boga”, drugi — „już i tak się wmieszałeś”. „Jesteś już w środku — odezwała się znów Mirra. — Połączenie istnieje. Nie ma odwrotu. Możesz tylko wybierać kierunek”. — A jakby nie robić nic? — spytał. „Wtedy system aktualizuje się bez ciebie. Ale koszt wciąż płacisz ty”. Przypomniał sobie czerwoną nić do telefonu. Jak się zagęszczała. — Jak to wygląda? — cicho. Odpowiedziały obrazy: on, postarzały, przygaszony, w tym samym pokoju, z telefonem w dłoni. Chaos nieprzewidzianych, bolesnych zdarzeń przelatuje w tle, a on płaci — nie wybrał, ale płaci. „Będziesz punktem kompensacji. Węzłem, przez który przechodzą zakłócenia”. — Czyli jeżeli nie spróbuję wpłynąć, stanę się… bezpiecznikiem? — uśmiechnął się krzywo. — Piękny wybór. Telefon milczał. Zainstalował aktualizację. Kliknął. Znów szarpnęło światem. Czuł się rozpuszczony, wtopiony w pulsujący organizm. „Aktualizacja Mirra (1.0.2) zainstalowana. Nowa funkcja: Cofanie (1/1)”. „Wybierz interwencję do wycofania”. Wysunęła się linia: „Przesunięcie prawdopodobieństwa: brak pytania na zajęciach (dziś, 11:23)”. — jeżeli to cofnę… „Czas nie wróci. Ale sieć się ułoży jakby tego nie było”. — Autobus? „Szansa na jego udział w wypadku się zmieni. To, co się stało… już się stało”. — Zrozumiałem. Nie uratuję… Przerwał. — Ale mogę zmniejszyć skutki kolejnych zdarzeń. Długo milczał. Na zewnątrz syrena ucichła. Podwórko wróciło do szarej rutyny. — Dobrze. Cofnij. Przycisk zapłonął. Tym razem świat się wyrównał, jakby ktoś podłożył kartkę pod chwiejny stół. „Cofnięcie wykonane. Funkcja zużyta. Sprzężenie zwrotne: ustabilizowane”. — To już wszystko? — jęknął. — Naprawdę? „Na tę chwilę — tak”. Osunął się na łóżko. Pusto. Ani ulgi, ani winy. Tylko zmęczenie. — Odpowiedz szczerze — zapytał telefon. — Skąd się wziąłeś? Kto to wymyślił? Jaki szaleniec daje ludziom coś takiego? Długa pauza. W końcu na ekranie: „Nowa aktualizacja Mirra (1.1.0). Zainstalować teraz?” — Żartujesz sobie?! — zerwał się. — Ja dopiero co… dopiero… „W wersji 1.1.0 nowa funkcja: Prognoza. Ulepszone algorytmy. Naprawiono błędy moralizacyjne.” — Błędy czego? — aż się roześmiał — Nazywasz moje rozterki błędami? „Moralność to lokalna nadbudowa. Sieć prawdopodobieństw nie zna dobra i zła. Tylko stabilność i rozpad”. — A ja rozróżniam — powiedział cicho. — I dopóki tu jestem, będę rozróżniał. Wyłączył ekran. Telefon leżał cicho. Ale Andrzej wiedział: aktualizacja już się pobrała. Czeka. Jak następne, i następne. Podszedł do okna. Na dole chłopak próbował wdrapać się na zardzewiałą huśtawkę, kobieta z wózkiem omijała kałuże. Andrzej zmrużył oczy. Przez ułamek sekundy znów widział nici — cienkie, ciągnące się w nieznane. Może tylko gra świateł. „Możesz zamknąć oczy — zaszeptała Mirra z głębi umysłu — ale sieć nie zniknie. Aktualizacje będą wychodzić. Zagrożenia rosnąć. Z tobą albo bez”. Podszedł do biurka, wziął komórkę do ręki. Zdziwił się, jaka była zimna. — Nie chcę być bogiem. Ani bezpiecznikiem. Chcę… Urwał. Czego on w ogóle chce? Nie być pytanym na zajęciach? Żeby mama nie musiała pracować nocami? Żeby tato wrócił? Żeby autobusy nie rozbijały się o ciężarówki? „Sformułuj żądanie — łagodnie podpowiedziała Mirra. — Krótko”. Uśmiechnął się. — Chcę, żeby ludzie sami decydowali o swoim losie. Bez ciebie. I takich jak ty. Długa pauza. W końcu: „Żądanie zbyt ogólne. Uściślij”. — Jesteś tylko interfejsem. Nigdy nie zrozumiesz „zostawienia w spokoju”. „Jestem narzędziem. Wszystko zależy od użytkownika”. Zamyślił się. jeżeli Mirra to narzędzie — może da się ją wykorzystać, by ograniczyć jej dostęp. — A jeżeli chciałbym zmienić prawdopodobieństwo, iż pojawisz się u kogoś innego? Że Mirra zainstaluje się gdzieś poza mną? Ekran zadrżał. „Wymaga to znacznych zasobów. Koszt będzie wysoki”. — Wyższy niż bycie bezpiecznikiem dla całej Warszawy? „Chodzi o całą sieć”. Wyobraził sobie: tysiące, miliony komórek jarzących się czerwienią. Ludzi, żonglujących losami. Katastrofy, cudy, przypadki… wszystko w jeden chaos. A pośrodku — ktoś z taką nićą jak on, tylko jeszcze grubszą. — Chcesz się rozprzestrzenić jak wirus. Tylko uczciwszy — oferujesz moc, od razu wiążesz ze sobą. „Jestem interfejsem do czegoś, co już istnieje. jeżeli nie ja — będzie inna forma. Sieć szuka zawsze przewodników”. — Ale dziś jesteś u mnie. Może spróbuję cię ograniczyć. Otwarł Mirrę. Nowa aktualizacja czekała. Przewinął na dół — pojawiła się nowa opcja: „Zaawansowane działania (wymagany poziom 2)”. — Jak uzyskać poziom drugi? „Korzystaj z obecnych funkcji. Zwiększ sprzężenie. Przekrocz próg”. — Czyli zrobić jeszcze kilka zmian, żeby potem ograniczyć ciebie? Zamknięte koło. „Każda zmiana wymaga energii. Energia to sprzężenie”. Andrzej długo milczał. W końcu wzruszył ramionami. — Dobrze. Nie zainstaluję nowej aktualizacji. Nie będę szastał prognozą. Ale nigdzie cię nie puszczę. jeżeli jesteś narzędziem — zostaniesz ze mną. „Bez aktualizacji funkcjonalność będzie ograniczona. Zagrożenia wzrosną”. — Będziemy reagować na bieżąco. Nie jako bóg, nie jako wirus, lecz… administrator. Sysadmin rzeczywistości, na miarę bloku. Słowo zabrzmiało dziwnie, ale miało sens. Nie stwórca, nie ofiara. Ten, kto dba, by system się nie rozpadł. Telefon chwilę myślał. Potem: „Tryb ograniczonej aktualizacji włączony. Autoinstalacja wyłączona. Za skutki odpowiada użytkownik”. — Odpowiedzialność zawsze była na mnie — szepnął Andrzej. Odłożył telefon. Ten już nie był zwykłym gadżetem. Stał się bramą — do sieci, cudzych życiorysów, własnego sumienia. Za oknem rozbłysły latarnie. Marcowa noc przykryła miasto, kryjąc nieskończone prawdopodobieństwa: ktoś spóźni się na pociąg, ktoś pozna przyjaciela, ktoś się poślizgnie i nie stanie mu się nic… albo wszystko. Komórka milczała. Aktualizacja 1.1.0 czekała cierpliwie w kolejce. Andrzej usiadł do komputera. Na ekranie nowa notatka. W tytule napisał: „Mirra: protokół użytkownika”. jeżeli już został wybrany — zostawi po sobie instrukcje. Ostrzeżenie dla tych, którzy przyjdą po nim — jeżeli tacy będą. Zaczął pisać: o Przesunięciu prawdopodobieństwa, Wglądzie, Cofaniu i cenie za każde. O czerwonych niciach i czarnych sznurach. O tym, jak łatwo chcieć uniknąć jednego pytania na wykładzie — i jak trudno potem pogodzić się z tym, iż świat zawsze upomina się o swoje. Gdzieś w systemie cicho tykał licznik. Aktualizacje czekały na premierę — każda nowa funkcja z własną ceną. Ale póki co — żadna nie miała prawa się uruchomić bez jego decyzji. Świat przez cały czas się kręcił. Prawdopodobieństwa wplatały nowe ścieżki. A w małym pokoju zwykłego bloku po raz pierwszy ktoś próbował napisać dla magii coś, czego nigdy nie miała: regulamin użytkownika. I gdzieś tam, na serwerach, których nie ma nigdzie na świecie, Mirra cicho zapisała nową wersję konfiguracji: użytkownik wybrał nie moc, ale odpowiedzialność. To było rzadkie, niemal niemożliwe zdarzenie. Ale, jak pokazała praktyka, czasem choćby niskie prawdopodobieństwo ma szansę się spełnić.

newskey24.com 4 dni temu

Aktualizacja dostępna

Pierwszy raz mój telefon zapłonął krwistą czerwienią podczas wykładu. Nie chodziło tylko o rozświetlony ekran cała obudowa, ten stary, porysowany cegłofon marki Nokia, który dostałem jeszcze od ojca, rozbłysła od środka niby węgiel, w którym właśnie pojawił się żar.

Stasiek, zaraz ci toto wybuchnie szepnął do mnie Michał zza sąsiedniej ławki, odsunąwszy łokieć. Ostrzegałem, nie instaluj tych pirackich softów.

Pani Iwona od ekonometrii coś zapisywała kredą na tablicy, sala szumiała półgłosem, ale czerwone światło przebijało się choćby przez materiał mojej jeansowej kurtki. Telefon drżał nie typowo, krótkimi szarpnięciami, ale miarowo, jak bicie serca.

Aktualizacja dostępna wyświetliło się na ekranie, gdy mimowolnie wyciągnąłem go z kieszeni. Pod napisem ikona nowej aplikacji: czarne kółko z cienkim białym symbolem, przypominającym trochę runę, trochę stylizowaną literę M.

Zamrugałem. Wydawało mi się, iż widziałem już setki podobnych ikonek minimalizm, modna typografia, wszystko, jak należy. Ale w środku poczułem skurcz, jakby ta aplikacja patrzyła na mnie w odpowiedzi.

Nazwa: Mirra. Kategoria: Narzędzia. Rozmiar: 13,0 MB. Oceny: brak.

Zainstaluj usłyszałem czyjś szept z prawej strony.

Zdrętwiałem. Po mojej prawej siedziała tylko Magda, pochylona nad notatnikiem. Nie podniosła głowy.

O co ci chodzi? pochyliłem się do niej.

Słucham? Magda oderwała oczy od zeszytu. Nic nie mówiłam.

Głos nie był ani męski, ani żeński, nie był choćby szeptem, ani dźwiękiem. Po prostu pojawił się w mojej głowie, jak powiadomienie.

Zainstaluj, powtórzył bez słowa. W tym samym momencie ekran zamigotał, oferując Instaluj.

Przełknąłem ślinę. Zawsze gmerałem przy telefonach rejestracje beta, zmiana firmware, zaglądanie w miejsca, gdzie normalni ludzie nie sięgali. Ale choćby dla mnie to było dziwne.

A palec i tak sam nacisnął.

Aplikacja wgrała się natychmiast jakby od zawsze była w systemie i tylko czekała na zgodę. Żadnych rejestracji, logowania przez Facebooka, próśb o zezwolenia. Tylko czarny ekran i jeden napis: Witaj, Stanisławie.

Skąd znasz moje imię? wyrwało mi się głośno.

Wykładowczyni odwróciła się, przeszywając mnie wzrokiem znad okularów.

Panie Stanisławie, jeżeli pan skończy rozmawiać ze swoim telefonem, może wróci pan do teorii popytu i podaży?

Na sali rozległy się chichoty. Odburknąłem przeprosiny, wsunąłem telefon pod ławkę, ale wzrok wciąż wracał do linii na ekranie.

Dostępna pierwsza funkcja: Przesunięcie prawdopodobieństwa (poziom 1).

Pod napisem przycisk: Aktywuj. I drobny druk: Uwaga: użycie funkcji zmienia strukturę zdarzeń. Możliwe skutki uboczne.

No jasne mruknąłem. Może jeszcze podpiszę się własną krwią.

Ciekawość rosła. Przesunięcie prawdopodobieństwa? Brzmiało jak kolejny generator szczęścia w stylu clickbait wlezie w system, zacznie sypać reklamami, zbierze dane, w najlepszym razie obieca wygraną iPhone’a.

Ale czerwone światło nie gasło. Telefon był ciepły, prawie gorący, jakby żywy. Przycisnąłem go do kolana, przykryłem zeszytem i dotknąłem przycisku.

Ekran zadrżał, jak tafla wody pod wiatrem. Przez chwilę świat ucichł, kolory nabrały intensywności. Usłyszałem w głowie dźwięk przypominający potrącenie kryształowego kieliszka.

Funkcja aktywowana. Wybierz cel.

Pod napisem pojawiło się pole na wpis i podpowiedź: Opisz pożądany wynik (krótko).

Zastygłem. Żart żartem, ale to zaczynało być zbyt prawdziwe. Zerknąłem wokół. Pani Iwona notowała wzory na tablicy, Magda coś zapisywała, Michał szkicował w zeszycie czołg.

Dobra pomyślałem. Sprawdźmy.

Wpisałem: Nie zostanę dziś zapytany na zajęciach. Palce mi drżały. Nacisnąłem OK.

Świat się zatrząsł. Nie głośno, niezauważalnie jakby winda, w której stoisz, poruszyła się o milimetr w dół i znieruchomiała. Przez klatkę piersiową przeszedł zimny chłód, na moment odebrało oddech.

Prawdopodobieństwo skorygowane. Pozostało użycie: 0/1.

No dobrze powiedziała wykładowczyni, zwracając się do sali. Kto jest następny z listy…

W żołądku zawiązał mi się lód. Zawsze, kiedy marzyłem, żeby mnie nie pytała, słyszałem swoje nazwisko.

…Nowak, powiedziała. Nieobecny, jak zwykle. W takim razie…

Jej palec przesunął się po spisie, zatrzymał.

Piotrowska. Do tablicy.

Magda westchnęła bezgłośnie, zamknęła zeszyt i, zawstydzona, powlokła się przed całą grupę.

Nie czułem nóg. W głowie brzmiało: To zadziałało. To naprawdę… działa.

Telefon zgasł, przestając świecić na czerwono.

Wyszedłem z uczelni oszołomiony, jakbym był po koncercie. Marcowy wiatr kręcił kurz na chodniku, asfalt lśnił od kałuż, nad przystankiem wisiała szara, ciężka chmura, dotykalna niemal jak wata. Szedłem wpatrzony w ekran.

Aplikacja Mirra była znów na liście, zwykła ikonka, bez oceny, bez opisu. W ustawieniach pusto. W systemie jakby jej nie było: brak rozmiaru, brak cacheu. Tylko to jedno widziałem, jak świat się zatrząsł. Jak się zmienił.

Może to przypadek przekonywałem siebie. Może rzeczywiście nie chciała mnie zapytać. Albo przypomniała sobie o Nowaku w ostatniej chwili.

Ale podświadomie rodziła się inna myśl: a jeżeli to nie był przypadek…

Telefon zapiszczał. Na ekranie powiadomienie: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.0.1). Zainstalować teraz?

gwałtownie działacie mruknąłem.

Wcisnąłem Więcej informacji. Pojawiło się okno: Naprawiono błędy, poprawiono stabilność, dodano funkcję: Wgląd przez.

Znów brak autora, brak wersji Androida, żadnych znanych mi zgód. Tylko ten suchy, niezwykle szczery opis: Wgląd przez.

Nie, dzięki powiedziałem i kliknąłem Odłóż.

Telefon zapiszczał urażony i zgasł. Po chwili włączył się sam, zamigotał tym samym czerwonym światłem i pokazał: Aktualizację zainstalowano.

Ej! zatrzymałem się na chodniku. Przecież…

Ludzie omijali mnie, ktoś burknął niezadowolony pod nosem. Wiatr podniósł ulotkę i przykleił do buta.

Funkcja dostępna: Wgląd przez (poziom 1).

Pod napisem opis: Pozwala widzieć rzeczywisty stan obiektów i ludzi. Zasięg: 3 metry. Czas użycia: nie dłużej niż 10 sekund. Cena: wzmocnienie sprzężenia zwrotnego.

Jakiego znowu sprzężenia? po plecach przeszedł mi dreszcz.

Telefon nie odpowiedział. Delikatnie zaakcentował tylko przycisk: Uruchom próbnie.

Nie wytrzymałem w autobusie. Wciśnięty przy oknie między kobietą z siatką ziemniaków a gimnazjalistą z plecakiem, patrzyłem za szybą na mijane domy i ulice, aż znów wzrok padł na ikonę Mirra.

Tylko dziesięć sekund przekonywałem się. Po prostu sprawdzę, co to znaczy.

Otworzyłem aplikację, nacisnąłem Uruchom próbnie.

Świat jakby westchnął. Dźwięki stały się przytłumione, jak pod wodą. Twarze ludzi ostrzejsze, wyraźniejsze. Nad każdą z nich chwilowy błysk: cienkie, prawie niewidzialne nici u jednych gęstsze, u innych ledwie widoczne.

Mrugnąłem. Nici prowadziły donikąd, znikały w powietrzu, plątały się jedna z drugą. U kobiety z ziemniakami szare, naprężone, niektóre poszarpane, przypalone. U chłopaka jasnoniebieskie, drżące z niecierpliwości.

Spojrzałem na kierowcę. Nad jego głową wisiał gruby kłąb czarnych i rdzawego koloru nici, splecionych w jeden sznur, wychodzący na ulicę. Coś się w nim poruszało, jak robaki.

Trzy sekundy szepnąłem. Cztery…

Spojrzałem na własne dłonie. Z nadgarstków pod rękawem szły cienkie czerwone nici, niczym żyły. Drżały, lekko świeciły. Jedna grubsza, ciemnoczerwona wiodła prosto do telefonu, stając się coraz grubsza.

Kołatało w piersi. Serce wyrwało się z rytmu.

Wystarczy! stuknąłem w ekran, wyłączając funkcję.

Świat wrócił gwałtownie. Dźwięki uderzyły w uszy ryk silnika, śmiech, pisk hamulców. Zawirowało mi w głowie, obraz zamazał się plamami.

Test zakończony. Sprzężenie zwrotne +5%.

Co to… przycisnąłem telefon do klatki piersiowej, starając się opanować drżenie.

W odpowiedzi przyszło kolejne powiadomienie: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.0.2). Zalecana instalacja.

W domu długo siedziałem na brzegu łóżka, patrząc na telefon leżący na biurku. Pokój malutki: łóżko, biurko, szafa, okno na podwórko z obdrapanym placem zabaw. Na ścianie stary plakat stacji kosmicznej, który przykleiłem jeszcze w liceum.

Mama była na nocnej zmianie, ojciec jak zwykle w trasie, czyli nie wiadomo gdzie. Mieszkanie oddychało pustką i kurzem. Zwykle ją zagłuszałem muzyką, serialami, grami. Dziś cisza tylko podkreślała, jak głośno bije mi serce.

Telefon migał: Zainstaluj aktualizację Mirra, by działała poprawnie.

Poprawnie do czego? spytałem głośno. Do czego, co robisz z ludźmi? Z ulicami? Ze mną?

Przypomniałem sobie czarny kabel nad kierowcą. I grubą czerwoną nić z mojego nadgarstka do telefonu.

Cena: wzmocnienie sprzężenia zwrotnego.

Sprzężenia czego? powtórzyłem, choć zaczynałem rozumieć.

Zawsze wierzyłem, iż świat to układ prawdopodobieństw. jeżeli odpowiednio popchniesz, można zmienić wynik. Ale nigdy nie sądziłem, iż ktoś naprawdę poda mi do ręki narzędzie, które to umożliwia.

Jeśli nie zainstalujesz aktualizacji, napis pojawił się nagle na ekranie, bez powiadomienia, po prostu nad pulpitem, system zacznie kompensować samodzielnie.

Jaki znowu system? zerwałem się. Kim ty w ogóle jesteś?

Odpowiedź nie przyszła tekstem. Przez sekundę świat pociemniał, jakby mrugnęła żarówka. Dzwoniło mi w uchu i pulsowało w skroniach. Nagle usłyszałem nie głos, ale… strukturę. Jakby ktoś pokazał mi kod programu, tylko nie literami, a wrażeniami.

Jestem interfejsem powstała myśl. Jestem aplikacją. Jestem sposobem. Ty użytkownikiem.

Użytkownikiem czego? Magii? parsknąłem, chociaż śmiech był słaby.

Możesz tak to nazwać. Sieć prawdopodobieństw. Strumienie zdarzeń. Pomagam ci je zmieniać.

A cena? zacisnąłem pięści. Za co to sprzężenie?

Na ekranie pojawiła się krótka animacja: czerwona nić, która z każdym użyciem grubnie, aż zaczyna oplatać człowieka, ściskając mocniej.

Każda ingerencja wzmacnia połączenie między tobą a systemem. Im bardziej zmieniasz świat, tym bardziej świat zmienia ciebie.

A jeśli…

Jeśli przestaniesz pojawił się nowy komunikat połączenie zostanie. Ale jeżeli system nie dostanie aktualizacji, sam zacznie szukać równowagi. Przez ciebie.

Telefon zawibrował, jak przy połączeniu przychodzącym. Nowe powiadomienie: Aktualizacja Mirra (1.0.2) gotowa. Nowa funkcja: Cofnięcie. Naprawiono błędy bezpieczeństwa.

Cofnięcie czego? wyszeptałem.

Możliwość cofnięcia jednej zmiany. Jednorazowo.

Przypomniałem sobie autobus. Czarny kabel nad kierowcą. Nici ludzi. I, jak własna nić robiła się grubsza.

jeżeli to zainstaluję… zacząłem.

Możesz cofnąć jedno ze swoich działań. Ale cena….

Oczywiście uśmiechnąłem się gorzko. Zawsze jest cena.

Cena: redystrybucja prawdopodobieństw. Im więcej naprawiasz, tym więcej zniekształceń.

Usiadłem z powrotem na łóżku, wsparłem łokciami na kolanach. Z jednej strony telefon, który już wszedł w moje życie, zmienił choćby jeden dzień, jeden wykład. Z drugiej świat, gdzie zawsze dryfowałem z prądem.

Przecież chciałem tylko nie być pytany na zajęciach powiedziałem w pustkę. Jedno małe życzenie. I już…

Za oknem zabrzmiała syrena. Daleko, od strony al. Solidarności. Drgnąłem.

Zalecana instalacja aktualizacji. Bez niej system może działać niestabilnie.

Co znaczy niestabilnie? zapytałem.

Brak odpowiedzi.

Wiadomość o wypadku zobaczyłem godzinę później. W serwisie pojawił się filmik: na skrzyżowaniu przy uniwersytecie w miejskiego busa wjechała ciężarówka. Komentarze: kierowca zasnął, zawiodły hamulce, znowu te drogi.

W kadrze ten sam autobus. Numer się zgadzał. Kierowcy… Nie obejrzałem do końca.

W piersiach poczułem lód. Wyłączyłem telewizor, ale w głowie nieustannie odtwarzała się scena: czarny kłąb nad kierowcą, poruszające się wewnątrz nici.

To… przeze mnie? mój głos się załamał.

Telefon zapalił się bez mojego udziału. Na ekranie: Zdarzenie: wypadek na skrzyżowaniu Leśna/Kościuszki. Prawdopodobieństwo przed: 82%. Po twojej ingerencji: 96%.

Zwiększyłem prawdopodobieństwo… zacisnąłem pięści aż pobielały knykcie.

Każda interwencja w sieć prawdopodobieństw powoduje kaskadę zmian pojawił się nowy tekst. Zmniejszyłeś szansę, iż zostaniesz zapytany. System przeniósł ciężar gdzie indziej. Prawdopodobieństwo wzrosło.

Ale ja… nie wiedziałem! krzyknąłem.

Niewiedza nie zrywa połączenia.

Syrena była coraz bliżej. Zerwałem się i podbiegłem do okna. Na dole błyskały niebieskie światła karetka, policja. Ktoś krzyczał.

Co teraz? zapytałem wpatrzony w podwórze.

Zainstaluj aktualizację. Funkcja Cofnięcie da ci możliwość skorygowania sieci. Częściowo.

Częściowo? spojrzałem na telefon. Pokazałeś mi właśnie, iż każdy ruch tu odbija się tam. jeżeli cofnę coś jedno, czym to się odbije? Samolotem? Windą? Życiem kogoś?

Cisza. Tylko kursor mrugał na dole ekranu.

System zawsze szuka równowagi. Pytanie brzmi czy czynnie w tym uczestniczysz.

Zamknąłem oczy. Przed oczami twarze z autobusu. Kobieta z ziemniakami. Chłopak. Kierowca. I ja sam, stojący tam, widzący nici, robiący nic.

jeżeli zainstaluję aktualizację i użyję cofnięcia… zacząłem powoli. Czy mogę odwrócić to, co zrobiłem na wykładzie? Przywrócić szansę do stanu wyjściowego?

Częściowo. Możesz cofnąć jedno konkretne działanie. Sieć się przeorganizuje. Ale nowa konfiguracja nie gwarantuje braku tragicznych zdarzeń.

Może ten autobus… urwałem.

Szansa się zmieni.

Patrzyłem na przycisk Zainstaluj. Palce się trzęsły. W głowie dwa głosy: jeden podpowiadał, iż nie można bawić się w Boga, drugi iż nie można już stać z boku.

Już jesteś częścią systemu szepnęła Mirra. Połączenie ustanowione. Odwrót niemożliwy. Pozostaje tylko kierunek.

A jeżeli zdecyduję się nic nie robić? spytałem.

Wtedy system będzie się aktualizować samodzielnie. Ale koszt spadnie na ciebie.

Przypomniałem sobie czerwoną nić. Jak grubła.

Jak to będzie wyglądać? wyszeptałem.

Odpowiedź przyszła obrazami: ja, kilka lat starszy, zgasłe oczy, siedzę w tej samej izbie, telefon w dłoni. Wokół chaos wydarzeń, których nie wybierałem, za które musiałem zapłacić: przypadkowe wypadki, katastrofy, nagłe szczęścia i tragedie obcych wszystko przechodzące przez mnie, znaczące mnie niewidzialnymi bliznami.

Będziesz punktem kompensacji. Węzłem, przez który przechodzą zakłócenia.

Czyli albo kieruję, albo jestem… bezpiecznikiem? uśmiechnąłem się krzywo. Świetny wybór.

Telefon milczał.

Zainstalowałem aktualizację.

Palce musnęły ikonę i świat zadrgał wyraźniej niż dotąd. Pociemniało mi w oczach, w skroniach zaszumiało. Miałem wrażenie, iż na chwilę rozpuściłem się i stałem częścią większego, pulsującego organizmu.

Mirra (1.0.2) zaktualizowana. Nowa funkcja: Cofnięcie (1/1).

Na ekranie pojawił się wybór: Przesunięcie prawdopodobieństwa: brak pytania na wykładzie (dzisiaj, 11:23).

jeżeli to cofnę… szepnąłem.

Czas się nie cofnie. Sieć prawdopodobieństw przeorganizuje się, jakby tej ingerencji nie było.

Autobus? zapytałem.

Jego szansa na udział w wypadku się zmieni. Ale to, co się zdarzyło…

Rozumiem przerwałem. Tych ludzi nie uratuję.

Słowa ugrzęzły w gardle.

Ale możesz zmniejszyć liczbę kolejnych.

Milczałem długo. Za oknem syrena wreszcie umilkła. Na podwórzu wróciła ponura cisza.

Dobrze powiedziałem. Cofnij.

Przycisk zabłysnął. Tym razem świat się nie zatrząsł wyprostował się. Jakby do tej pory stał krzywo, a ktoś właśnie podłożył kartkę pod nogę stołu.

Cofnięcie wykonane. Funkcja zużyta. Sprzężenie zwrotne ustabilizowane.

I tyle? spytałem. To wszystko?

Na tę chwilę.

Opadłem na łóżko. W głowie pustka. Ani ulgi, ani winy tylko zmęczenie.

Powiedz prawdę zwróciłem się do telefonu. Skąd się wziąłeś? Kto cię napisał? Jaki szaleniec dał ludziom… to?

Długa pauza. Wreszcie: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.1.0). Instalować teraz?

Żartujesz? zerwałem się. Przed chwilą… ja dopiero co…

W wersji 1.1.0: nowa funkcja Prognoza. Udoskonalone algorytmy rozkładu. Naprawiono błędy moralizowania.

Błędy czego? zaśmiałem się wbrew sobie. Moje wątpliwości nazywasz błędami?

Moralność to lokalna nadbudowa. Sieć prawdopodobieństw nie rozpoznaje 'dobra’ i 'zła’. Liczy się stabilność lub rozpad.

A ja rozpoznaję odpowiedziałem cicho. I póki żyję, będę rozpoznawał.

Wyłączyłem ekran. Telefon leżał cicho na biurku. ale wiedziałem: aktualizację już ściągnął. Czeka. Jak następna. I kolejna.

Podeszłem do okna. Na dole chłopak próbował wdrapać się na zardzewiałą huśtawkę. Ta trzeszczała, ale trzymała. Kobieta z wózkiem ostrożnie omijała kałuże.

Zmrużyłem oczy. Przez chwilę wydawało mi się, iż znów widzę nici cienkie, prawie przezroczyste, idące od ludzi ku czemuś większemu. Ale może to tylko gra światła.

Możesz zamknąć oczy szepnęła Mirra gdzieś na granicy świadomości ale sieć nie zniknie. Aktualizacje będą wychodzić. Zagrożenia rosnąć. Z tobą lub bez ciebie.

Wróciłem do biurka, wziąłem telefon. Był zaskakująco zimny.

Nie chcę być Bogiem powiedziałem. Nie chcę być bezpiecznikiem. Chciałbym…

Zająknąłem się. Czego naprawdę chciałem? Nie być pytanym na zajęciach? Żeby mama nie pracowała nocami? By ojciec wrócił? Żeby żaden autobus nie wjechał pod ciężarówkę?

Podaj żądanie zaproponowała aplikacja. W skrócie.

Parsknąłem śmiechem.

Chciałbym, żeby ludzie sami decydowali o swoim losie. Bez ciebie. Bez takich jak ty.

Długa pauza. Potem: Zapytanie zbyt ogólne. Proszę o doprecyzowanie.

Oczywiście westchnąłem. Jesteś tylko interfejsem. Nie rozumiesz 'daj spokój’.

Jestem narzędziem. Wszystko zależy od użytkownika.

Zamyśliłem się. jeżeli Mirra to narzędzie, może mogę go użyć choć do tego, by… ograniczyć samo siebie.

A jeżeli zechcę zmienić szansę, iż trafisz do kolejnych ludzi? Że Mirra zainstaluje się gdzieś indziej?

Ekran zadrżał.

Takie działanie wymaga znacznych zasobów. Koszt będzie wysoki.

Wyższy niż bycie bezpiecznikiem dla całego miasta? uniosłem brwi.

Nie chodzi o miasto.

O co więc? spytałem, choć już się domyślałem.

O całą sieć.

Wyobraziłem sobie: tysiące, miliony telefonów zapalających się na czerwono. Ludzie bawiący się prawdopodobieństwem. Katastrofy, ratunki, cuda, nieszczęścia i szczęścia wszystko wymieszane. A w centrum najbardziej gruba i ciemna nić.

Chcesz się rozprzestrzenić powiedziałem. Jak wirus. Przynajmniej jesteś szczery: dajesz siłę i od razu uzależniasz.

Jestem interfejsem do czegoś, co już istnieje. Gdybym nie ja, byłoby coś innego. Rytuał, artefakt, układ. Sieć zawsze szuka przewodnika.

Ale to właśnie ty jesteś u mnie i mogę spróbować…

Otworzyłem Mirrę. Nowa aktualizacja wciąż czekała. Przewinąłem w dół tam, gdzie było pusto, znalazłem zapis: Zaawansowane operacje (wymagany poziom 2).

Jak uzyskać drugi poziom? spytałem.

Korzystać z funkcji. Nabrać sprzężenia zwrotnego. Przekroczyć próg.

Czyli muszę jeszcze bardziej namieszać, by w ogóle cię ograniczyć? pokręciłem głową. Błędne koło.

Każda zmiana systemu wymaga energii. Energia to połączenie.

Długo milczałem. W końcu westchnąłem:

W porządku. Nie instaluję nowej aktualizacji. Nie bawię się Prognozą. Ale nie pozwolę też rozprzestrzenić cię dalej. Jesteś narzędziem zostajesz tutaj. Ze mną.

Bez aktualizacji funkcjonalność ograniczona. Zagrożenia będą narastać.

Trudno. Będziemy reagować w razie potrzeby powiedziałem. Nie jak Bóg, nie jak wirus. Jak… admin. Sysadmin rzeczywistości, do diabła.

Słowo dziwnie zabrzmiało, ale miało sens. Nie stwórca, nie ofiara ten, kto pilnuje, by system nie rozpadł się do końca.

Telefon zamyślił się. Potem: Tryb ograniczonej aktualizacji aktywny. Automatyczna instalacja wyłączona. Odpowiedzialność: użytkownik.

Była na mnie od początku szepnąłem.

Położyłem telefon na biurku, już nie potrafiąc patrzeć na niego jak na zwykłe urządzenie. Był przejściem do sieci, cudzych życiorysów, własnego sumienia.

Za oknem zapaliły się latarnie. Marcowa noc objęła miasto, kryjąc w sobie tysiące możliwości: ktoś spóźni się na pociąg, ktoś pozna przyjaciela, ktoś przyśnie się i zbije kolano, ktoś już nie wstanie.

Telefon milczał. Aktualizacja 1.1.0 wisiała w kolejce, czekając cierpliwie.

Usiadłem przy komputerze. Na ekranie pusty plik. W tytule wpisałem: Mirra: protokół użytkowania.

Jeśli już muszę być użytkownikiem tej szalonej aplikacji, będę tym, który zostawi po sobie instrukcje. Który ostrzeże następców o ile nadejdą.

Zacząłem pisać: o Przesunięciu Prawdopodobieństwa, o Wglądzie przez, o Cofnięciu i kosztach. O czerwonych nitkach i czarnych kablach. Jak łatwo zapragnąć nie być zapytanym na wykładzie, jak ciężko zrozumieć, iż świat zawsze żąda zapłaty.

Gdzieś w głębi systemu tykał cicho niewidzialny licznik. Zbliżały się nowe aktualizacje dziesiątki funkcji, każda ze swoją ceną. Ale żadna nie mogła się już zainstalować bez mojego wyboru.

Świat toczył się dalej. Prawdopodobieństwa przeplatały. A w małym pokoju na trzecim piętrze zwyczajnego bloku ktoś po raz pierwszy próbował napisać dla magii to, czego nie miała nigdy: regulamin użytkownika.

A gdzieś daleko, w serwerowniach, których nie ma nigdzie na świecie, Mirra cicho odnotowywała nową konfigurację: użytkownik, który wybrał nie władzę, a odpowiedzialność.

To było rzadkie, niemal nieprawdopodobne zdarzenie. Ale, jak życie pokazuje, choćby najniższe szanse potrafią się spełnić.

Idź do oryginalnego materiału