Aktualizacja dostępna
Pierwszy raz mój telefon zapłonął krwistą czerwienią podczas wykładu. Nie chodziło tylko o rozświetlony ekran cała obudowa, ten stary, porysowany cegłofon marki Nokia, który dostałem jeszcze od ojca, rozbłysła od środka niby węgiel, w którym właśnie pojawił się żar.
Stasiek, zaraz ci toto wybuchnie szepnął do mnie Michał zza sąsiedniej ławki, odsunąwszy łokieć. Ostrzegałem, nie instaluj tych pirackich softów.
Pani Iwona od ekonometrii coś zapisywała kredą na tablicy, sala szumiała półgłosem, ale czerwone światło przebijało się choćby przez materiał mojej jeansowej kurtki. Telefon drżał nie typowo, krótkimi szarpnięciami, ale miarowo, jak bicie serca.
Aktualizacja dostępna wyświetliło się na ekranie, gdy mimowolnie wyciągnąłem go z kieszeni. Pod napisem ikona nowej aplikacji: czarne kółko z cienkim białym symbolem, przypominającym trochę runę, trochę stylizowaną literę M.
Zamrugałem. Wydawało mi się, iż widziałem już setki podobnych ikonek minimalizm, modna typografia, wszystko, jak należy. Ale w środku poczułem skurcz, jakby ta aplikacja patrzyła na mnie w odpowiedzi.
Nazwa: Mirra. Kategoria: Narzędzia. Rozmiar: 13,0 MB. Oceny: brak.
Zainstaluj usłyszałem czyjś szept z prawej strony.
Zdrętwiałem. Po mojej prawej siedziała tylko Magda, pochylona nad notatnikiem. Nie podniosła głowy.
O co ci chodzi? pochyliłem się do niej.
Słucham? Magda oderwała oczy od zeszytu. Nic nie mówiłam.
Głos nie był ani męski, ani żeński, nie był choćby szeptem, ani dźwiękiem. Po prostu pojawił się w mojej głowie, jak powiadomienie.
Zainstaluj, powtórzył bez słowa. W tym samym momencie ekran zamigotał, oferując Instaluj.
Przełknąłem ślinę. Zawsze gmerałem przy telefonach rejestracje beta, zmiana firmware, zaglądanie w miejsca, gdzie normalni ludzie nie sięgali. Ale choćby dla mnie to było dziwne.
A palec i tak sam nacisnął.
Aplikacja wgrała się natychmiast jakby od zawsze była w systemie i tylko czekała na zgodę. Żadnych rejestracji, logowania przez Facebooka, próśb o zezwolenia. Tylko czarny ekran i jeden napis: Witaj, Stanisławie.
Skąd znasz moje imię? wyrwało mi się głośno.
Wykładowczyni odwróciła się, przeszywając mnie wzrokiem znad okularów.
Panie Stanisławie, jeżeli pan skończy rozmawiać ze swoim telefonem, może wróci pan do teorii popytu i podaży?
Na sali rozległy się chichoty. Odburknąłem przeprosiny, wsunąłem telefon pod ławkę, ale wzrok wciąż wracał do linii na ekranie.
Dostępna pierwsza funkcja: Przesunięcie prawdopodobieństwa (poziom 1).
Pod napisem przycisk: Aktywuj. I drobny druk: Uwaga: użycie funkcji zmienia strukturę zdarzeń. Możliwe skutki uboczne.
No jasne mruknąłem. Może jeszcze podpiszę się własną krwią.
Ciekawość rosła. Przesunięcie prawdopodobieństwa? Brzmiało jak kolejny generator szczęścia w stylu clickbait wlezie w system, zacznie sypać reklamami, zbierze dane, w najlepszym razie obieca wygraną iPhone’a.
Ale czerwone światło nie gasło. Telefon był ciepły, prawie gorący, jakby żywy. Przycisnąłem go do kolana, przykryłem zeszytem i dotknąłem przycisku.
Ekran zadrżał, jak tafla wody pod wiatrem. Przez chwilę świat ucichł, kolory nabrały intensywności. Usłyszałem w głowie dźwięk przypominający potrącenie kryształowego kieliszka.
Funkcja aktywowana. Wybierz cel.
Pod napisem pojawiło się pole na wpis i podpowiedź: Opisz pożądany wynik (krótko).
Zastygłem. Żart żartem, ale to zaczynało być zbyt prawdziwe. Zerknąłem wokół. Pani Iwona notowała wzory na tablicy, Magda coś zapisywała, Michał szkicował w zeszycie czołg.
Dobra pomyślałem. Sprawdźmy.
Wpisałem: Nie zostanę dziś zapytany na zajęciach. Palce mi drżały. Nacisnąłem OK.
Świat się zatrząsł. Nie głośno, niezauważalnie jakby winda, w której stoisz, poruszyła się o milimetr w dół i znieruchomiała. Przez klatkę piersiową przeszedł zimny chłód, na moment odebrało oddech.
Prawdopodobieństwo skorygowane. Pozostało użycie: 0/1.
No dobrze powiedziała wykładowczyni, zwracając się do sali. Kto jest następny z listy…
W żołądku zawiązał mi się lód. Zawsze, kiedy marzyłem, żeby mnie nie pytała, słyszałem swoje nazwisko.
…Nowak, powiedziała. Nieobecny, jak zwykle. W takim razie…
Jej palec przesunął się po spisie, zatrzymał.
Piotrowska. Do tablicy.
Magda westchnęła bezgłośnie, zamknęła zeszyt i, zawstydzona, powlokła się przed całą grupę.
Nie czułem nóg. W głowie brzmiało: To zadziałało. To naprawdę… działa.
Telefon zgasł, przestając świecić na czerwono.
Wyszedłem z uczelni oszołomiony, jakbym był po koncercie. Marcowy wiatr kręcił kurz na chodniku, asfalt lśnił od kałuż, nad przystankiem wisiała szara, ciężka chmura, dotykalna niemal jak wata. Szedłem wpatrzony w ekran.
Aplikacja Mirra była znów na liście, zwykła ikonka, bez oceny, bez opisu. W ustawieniach pusto. W systemie jakby jej nie było: brak rozmiaru, brak cacheu. Tylko to jedno widziałem, jak świat się zatrząsł. Jak się zmienił.
Może to przypadek przekonywałem siebie. Może rzeczywiście nie chciała mnie zapytać. Albo przypomniała sobie o Nowaku w ostatniej chwili.
Ale podświadomie rodziła się inna myśl: a jeżeli to nie był przypadek…
Telefon zapiszczał. Na ekranie powiadomienie: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.0.1). Zainstalować teraz?
gwałtownie działacie mruknąłem.
Wcisnąłem Więcej informacji. Pojawiło się okno: Naprawiono błędy, poprawiono stabilność, dodano funkcję: Wgląd przez.
Znów brak autora, brak wersji Androida, żadnych znanych mi zgód. Tylko ten suchy, niezwykle szczery opis: Wgląd przez.
Nie, dzięki powiedziałem i kliknąłem Odłóż.
Telefon zapiszczał urażony i zgasł. Po chwili włączył się sam, zamigotał tym samym czerwonym światłem i pokazał: Aktualizację zainstalowano.
Ej! zatrzymałem się na chodniku. Przecież…
Ludzie omijali mnie, ktoś burknął niezadowolony pod nosem. Wiatr podniósł ulotkę i przykleił do buta.
Funkcja dostępna: Wgląd przez (poziom 1).
Pod napisem opis: Pozwala widzieć rzeczywisty stan obiektów i ludzi. Zasięg: 3 metry. Czas użycia: nie dłużej niż 10 sekund. Cena: wzmocnienie sprzężenia zwrotnego.
Jakiego znowu sprzężenia? po plecach przeszedł mi dreszcz.
Telefon nie odpowiedział. Delikatnie zaakcentował tylko przycisk: Uruchom próbnie.
Nie wytrzymałem w autobusie. Wciśnięty przy oknie między kobietą z siatką ziemniaków a gimnazjalistą z plecakiem, patrzyłem za szybą na mijane domy i ulice, aż znów wzrok padł na ikonę Mirra.
Tylko dziesięć sekund przekonywałem się. Po prostu sprawdzę, co to znaczy.
Otworzyłem aplikację, nacisnąłem Uruchom próbnie.
Świat jakby westchnął. Dźwięki stały się przytłumione, jak pod wodą. Twarze ludzi ostrzejsze, wyraźniejsze. Nad każdą z nich chwilowy błysk: cienkie, prawie niewidzialne nici u jednych gęstsze, u innych ledwie widoczne.
Mrugnąłem. Nici prowadziły donikąd, znikały w powietrzu, plątały się jedna z drugą. U kobiety z ziemniakami szare, naprężone, niektóre poszarpane, przypalone. U chłopaka jasnoniebieskie, drżące z niecierpliwości.
Spojrzałem na kierowcę. Nad jego głową wisiał gruby kłąb czarnych i rdzawego koloru nici, splecionych w jeden sznur, wychodzący na ulicę. Coś się w nim poruszało, jak robaki.
Trzy sekundy szepnąłem. Cztery…
Spojrzałem na własne dłonie. Z nadgarstków pod rękawem szły cienkie czerwone nici, niczym żyły. Drżały, lekko świeciły. Jedna grubsza, ciemnoczerwona wiodła prosto do telefonu, stając się coraz grubsza.
Kołatało w piersi. Serce wyrwało się z rytmu.
Wystarczy! stuknąłem w ekran, wyłączając funkcję.
Świat wrócił gwałtownie. Dźwięki uderzyły w uszy ryk silnika, śmiech, pisk hamulców. Zawirowało mi w głowie, obraz zamazał się plamami.
Test zakończony. Sprzężenie zwrotne +5%.
Co to… przycisnąłem telefon do klatki piersiowej, starając się opanować drżenie.
W odpowiedzi przyszło kolejne powiadomienie: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.0.2). Zalecana instalacja.
W domu długo siedziałem na brzegu łóżka, patrząc na telefon leżący na biurku. Pokój malutki: łóżko, biurko, szafa, okno na podwórko z obdrapanym placem zabaw. Na ścianie stary plakat stacji kosmicznej, który przykleiłem jeszcze w liceum.
Mama była na nocnej zmianie, ojciec jak zwykle w trasie, czyli nie wiadomo gdzie. Mieszkanie oddychało pustką i kurzem. Zwykle ją zagłuszałem muzyką, serialami, grami. Dziś cisza tylko podkreślała, jak głośno bije mi serce.
Telefon migał: Zainstaluj aktualizację Mirra, by działała poprawnie.
Poprawnie do czego? spytałem głośno. Do czego, co robisz z ludźmi? Z ulicami? Ze mną?
Przypomniałem sobie czarny kabel nad kierowcą. I grubą czerwoną nić z mojego nadgarstka do telefonu.
Cena: wzmocnienie sprzężenia zwrotnego.
Sprzężenia czego? powtórzyłem, choć zaczynałem rozumieć.
Zawsze wierzyłem, iż świat to układ prawdopodobieństw. jeżeli odpowiednio popchniesz, można zmienić wynik. Ale nigdy nie sądziłem, iż ktoś naprawdę poda mi do ręki narzędzie, które to umożliwia.
Jeśli nie zainstalujesz aktualizacji, napis pojawił się nagle na ekranie, bez powiadomienia, po prostu nad pulpitem, system zacznie kompensować samodzielnie.
Jaki znowu system? zerwałem się. Kim ty w ogóle jesteś?
Odpowiedź nie przyszła tekstem. Przez sekundę świat pociemniał, jakby mrugnęła żarówka. Dzwoniło mi w uchu i pulsowało w skroniach. Nagle usłyszałem nie głos, ale… strukturę. Jakby ktoś pokazał mi kod programu, tylko nie literami, a wrażeniami.
Jestem interfejsem powstała myśl. Jestem aplikacją. Jestem sposobem. Ty użytkownikiem.
Użytkownikiem czego? Magii? parsknąłem, chociaż śmiech był słaby.
Możesz tak to nazwać. Sieć prawdopodobieństw. Strumienie zdarzeń. Pomagam ci je zmieniać.
A cena? zacisnąłem pięści. Za co to sprzężenie?
Na ekranie pojawiła się krótka animacja: czerwona nić, która z każdym użyciem grubnie, aż zaczyna oplatać człowieka, ściskając mocniej.
Każda ingerencja wzmacnia połączenie między tobą a systemem. Im bardziej zmieniasz świat, tym bardziej świat zmienia ciebie.
A jeśli…
Jeśli przestaniesz pojawił się nowy komunikat połączenie zostanie. Ale jeżeli system nie dostanie aktualizacji, sam zacznie szukać równowagi. Przez ciebie.
Telefon zawibrował, jak przy połączeniu przychodzącym. Nowe powiadomienie: Aktualizacja Mirra (1.0.2) gotowa. Nowa funkcja: Cofnięcie. Naprawiono błędy bezpieczeństwa.
Cofnięcie czego? wyszeptałem.
Możliwość cofnięcia jednej zmiany. Jednorazowo.
Przypomniałem sobie autobus. Czarny kabel nad kierowcą. Nici ludzi. I, jak własna nić robiła się grubsza.
jeżeli to zainstaluję… zacząłem.
Możesz cofnąć jedno ze swoich działań. Ale cena….
Oczywiście uśmiechnąłem się gorzko. Zawsze jest cena.
Cena: redystrybucja prawdopodobieństw. Im więcej naprawiasz, tym więcej zniekształceń.
Usiadłem z powrotem na łóżku, wsparłem łokciami na kolanach. Z jednej strony telefon, który już wszedł w moje życie, zmienił choćby jeden dzień, jeden wykład. Z drugiej świat, gdzie zawsze dryfowałem z prądem.
Przecież chciałem tylko nie być pytany na zajęciach powiedziałem w pustkę. Jedno małe życzenie. I już…
Za oknem zabrzmiała syrena. Daleko, od strony al. Solidarności. Drgnąłem.
Zalecana instalacja aktualizacji. Bez niej system może działać niestabilnie.
Co znaczy niestabilnie? zapytałem.
Brak odpowiedzi.
Wiadomość o wypadku zobaczyłem godzinę później. W serwisie pojawił się filmik: na skrzyżowaniu przy uniwersytecie w miejskiego busa wjechała ciężarówka. Komentarze: kierowca zasnął, zawiodły hamulce, znowu te drogi.
W kadrze ten sam autobus. Numer się zgadzał. Kierowcy… Nie obejrzałem do końca.
W piersiach poczułem lód. Wyłączyłem telewizor, ale w głowie nieustannie odtwarzała się scena: czarny kłąb nad kierowcą, poruszające się wewnątrz nici.
To… przeze mnie? mój głos się załamał.
Telefon zapalił się bez mojego udziału. Na ekranie: Zdarzenie: wypadek na skrzyżowaniu Leśna/Kościuszki. Prawdopodobieństwo przed: 82%. Po twojej ingerencji: 96%.
Zwiększyłem prawdopodobieństwo… zacisnąłem pięści aż pobielały knykcie.
Każda interwencja w sieć prawdopodobieństw powoduje kaskadę zmian pojawił się nowy tekst. Zmniejszyłeś szansę, iż zostaniesz zapytany. System przeniósł ciężar gdzie indziej. Prawdopodobieństwo wzrosło.
Ale ja… nie wiedziałem! krzyknąłem.
Niewiedza nie zrywa połączenia.
Syrena była coraz bliżej. Zerwałem się i podbiegłem do okna. Na dole błyskały niebieskie światła karetka, policja. Ktoś krzyczał.
Co teraz? zapytałem wpatrzony w podwórze.
Zainstaluj aktualizację. Funkcja Cofnięcie da ci możliwość skorygowania sieci. Częściowo.
Częściowo? spojrzałem na telefon. Pokazałeś mi właśnie, iż każdy ruch tu odbija się tam. jeżeli cofnę coś jedno, czym to się odbije? Samolotem? Windą? Życiem kogoś?
Cisza. Tylko kursor mrugał na dole ekranu.
System zawsze szuka równowagi. Pytanie brzmi czy czynnie w tym uczestniczysz.
Zamknąłem oczy. Przed oczami twarze z autobusu. Kobieta z ziemniakami. Chłopak. Kierowca. I ja sam, stojący tam, widzący nici, robiący nic.
jeżeli zainstaluję aktualizację i użyję cofnięcia… zacząłem powoli. Czy mogę odwrócić to, co zrobiłem na wykładzie? Przywrócić szansę do stanu wyjściowego?
Częściowo. Możesz cofnąć jedno konkretne działanie. Sieć się przeorganizuje. Ale nowa konfiguracja nie gwarantuje braku tragicznych zdarzeń.
Może ten autobus… urwałem.
Szansa się zmieni.
Patrzyłem na przycisk Zainstaluj. Palce się trzęsły. W głowie dwa głosy: jeden podpowiadał, iż nie można bawić się w Boga, drugi iż nie można już stać z boku.
Już jesteś częścią systemu szepnęła Mirra. Połączenie ustanowione. Odwrót niemożliwy. Pozostaje tylko kierunek.
A jeżeli zdecyduję się nic nie robić? spytałem.
Wtedy system będzie się aktualizować samodzielnie. Ale koszt spadnie na ciebie.
Przypomniałem sobie czerwoną nić. Jak grubła.
Jak to będzie wyglądać? wyszeptałem.
Odpowiedź przyszła obrazami: ja, kilka lat starszy, zgasłe oczy, siedzę w tej samej izbie, telefon w dłoni. Wokół chaos wydarzeń, których nie wybierałem, za które musiałem zapłacić: przypadkowe wypadki, katastrofy, nagłe szczęścia i tragedie obcych wszystko przechodzące przez mnie, znaczące mnie niewidzialnymi bliznami.
Będziesz punktem kompensacji. Węzłem, przez który przechodzą zakłócenia.
Czyli albo kieruję, albo jestem… bezpiecznikiem? uśmiechnąłem się krzywo. Świetny wybór.
Telefon milczał.
Zainstalowałem aktualizację.
Palce musnęły ikonę i świat zadrgał wyraźniej niż dotąd. Pociemniało mi w oczach, w skroniach zaszumiało. Miałem wrażenie, iż na chwilę rozpuściłem się i stałem częścią większego, pulsującego organizmu.
Mirra (1.0.2) zaktualizowana. Nowa funkcja: Cofnięcie (1/1).
Na ekranie pojawił się wybór: Przesunięcie prawdopodobieństwa: brak pytania na wykładzie (dzisiaj, 11:23).
jeżeli to cofnę… szepnąłem.
Czas się nie cofnie. Sieć prawdopodobieństw przeorganizuje się, jakby tej ingerencji nie było.
Autobus? zapytałem.
Jego szansa na udział w wypadku się zmieni. Ale to, co się zdarzyło…
Rozumiem przerwałem. Tych ludzi nie uratuję.
Słowa ugrzęzły w gardle.
Ale możesz zmniejszyć liczbę kolejnych.
Milczałem długo. Za oknem syrena wreszcie umilkła. Na podwórzu wróciła ponura cisza.
Dobrze powiedziałem. Cofnij.
Przycisk zabłysnął. Tym razem świat się nie zatrząsł wyprostował się. Jakby do tej pory stał krzywo, a ktoś właśnie podłożył kartkę pod nogę stołu.
Cofnięcie wykonane. Funkcja zużyta. Sprzężenie zwrotne ustabilizowane.
I tyle? spytałem. To wszystko?
Na tę chwilę.
Opadłem na łóżko. W głowie pustka. Ani ulgi, ani winy tylko zmęczenie.
Powiedz prawdę zwróciłem się do telefonu. Skąd się wziąłeś? Kto cię napisał? Jaki szaleniec dał ludziom… to?
Długa pauza. Wreszcie: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.1.0). Instalować teraz?
Żartujesz? zerwałem się. Przed chwilą… ja dopiero co…
W wersji 1.1.0: nowa funkcja Prognoza. Udoskonalone algorytmy rozkładu. Naprawiono błędy moralizowania.
Błędy czego? zaśmiałem się wbrew sobie. Moje wątpliwości nazywasz błędami?
Moralność to lokalna nadbudowa. Sieć prawdopodobieństw nie rozpoznaje 'dobra’ i 'zła’. Liczy się stabilność lub rozpad.
A ja rozpoznaję odpowiedziałem cicho. I póki żyję, będę rozpoznawał.
Wyłączyłem ekran. Telefon leżał cicho na biurku. ale wiedziałem: aktualizację już ściągnął. Czeka. Jak następna. I kolejna.
Podeszłem do okna. Na dole chłopak próbował wdrapać się na zardzewiałą huśtawkę. Ta trzeszczała, ale trzymała. Kobieta z wózkiem ostrożnie omijała kałuże.
Zmrużyłem oczy. Przez chwilę wydawało mi się, iż znów widzę nici cienkie, prawie przezroczyste, idące od ludzi ku czemuś większemu. Ale może to tylko gra światła.
Możesz zamknąć oczy szepnęła Mirra gdzieś na granicy świadomości ale sieć nie zniknie. Aktualizacje będą wychodzić. Zagrożenia rosnąć. Z tobą lub bez ciebie.
Wróciłem do biurka, wziąłem telefon. Był zaskakująco zimny.
Nie chcę być Bogiem powiedziałem. Nie chcę być bezpiecznikiem. Chciałbym…
Zająknąłem się. Czego naprawdę chciałem? Nie być pytanym na zajęciach? Żeby mama nie pracowała nocami? By ojciec wrócił? Żeby żaden autobus nie wjechał pod ciężarówkę?
Podaj żądanie zaproponowała aplikacja. W skrócie.
Parsknąłem śmiechem.
Chciałbym, żeby ludzie sami decydowali o swoim losie. Bez ciebie. Bez takich jak ty.
Długa pauza. Potem: Zapytanie zbyt ogólne. Proszę o doprecyzowanie.
Oczywiście westchnąłem. Jesteś tylko interfejsem. Nie rozumiesz 'daj spokój’.
Jestem narzędziem. Wszystko zależy od użytkownika.
Zamyśliłem się. jeżeli Mirra to narzędzie, może mogę go użyć choć do tego, by… ograniczyć samo siebie.
A jeżeli zechcę zmienić szansę, iż trafisz do kolejnych ludzi? Że Mirra zainstaluje się gdzieś indziej?
Ekran zadrżał.
Takie działanie wymaga znacznych zasobów. Koszt będzie wysoki.
Wyższy niż bycie bezpiecznikiem dla całego miasta? uniosłem brwi.
Nie chodzi o miasto.
O co więc? spytałem, choć już się domyślałem.
O całą sieć.
Wyobraziłem sobie: tysiące, miliony telefonów zapalających się na czerwono. Ludzie bawiący się prawdopodobieństwem. Katastrofy, ratunki, cuda, nieszczęścia i szczęścia wszystko wymieszane. A w centrum najbardziej gruba i ciemna nić.
Chcesz się rozprzestrzenić powiedziałem. Jak wirus. Przynajmniej jesteś szczery: dajesz siłę i od razu uzależniasz.
Jestem interfejsem do czegoś, co już istnieje. Gdybym nie ja, byłoby coś innego. Rytuał, artefakt, układ. Sieć zawsze szuka przewodnika.
Ale to właśnie ty jesteś u mnie i mogę spróbować…
Otworzyłem Mirrę. Nowa aktualizacja wciąż czekała. Przewinąłem w dół tam, gdzie było pusto, znalazłem zapis: Zaawansowane operacje (wymagany poziom 2).
Jak uzyskać drugi poziom? spytałem.
Korzystać z funkcji. Nabrać sprzężenia zwrotnego. Przekroczyć próg.
Czyli muszę jeszcze bardziej namieszać, by w ogóle cię ograniczyć? pokręciłem głową. Błędne koło.
Każda zmiana systemu wymaga energii. Energia to połączenie.
Długo milczałem. W końcu westchnąłem:
W porządku. Nie instaluję nowej aktualizacji. Nie bawię się Prognozą. Ale nie pozwolę też rozprzestrzenić cię dalej. Jesteś narzędziem zostajesz tutaj. Ze mną.
Bez aktualizacji funkcjonalność ograniczona. Zagrożenia będą narastać.
Trudno. Będziemy reagować w razie potrzeby powiedziałem. Nie jak Bóg, nie jak wirus. Jak… admin. Sysadmin rzeczywistości, do diabła.
Słowo dziwnie zabrzmiało, ale miało sens. Nie stwórca, nie ofiara ten, kto pilnuje, by system nie rozpadł się do końca.
Telefon zamyślił się. Potem: Tryb ograniczonej aktualizacji aktywny. Automatyczna instalacja wyłączona. Odpowiedzialność: użytkownik.
Była na mnie od początku szepnąłem.
Położyłem telefon na biurku, już nie potrafiąc patrzeć na niego jak na zwykłe urządzenie. Był przejściem do sieci, cudzych życiorysów, własnego sumienia.
Za oknem zapaliły się latarnie. Marcowa noc objęła miasto, kryjąc w sobie tysiące możliwości: ktoś spóźni się na pociąg, ktoś pozna przyjaciela, ktoś przyśnie się i zbije kolano, ktoś już nie wstanie.
Telefon milczał. Aktualizacja 1.1.0 wisiała w kolejce, czekając cierpliwie.
Usiadłem przy komputerze. Na ekranie pusty plik. W tytule wpisałem: Mirra: protokół użytkowania.
Jeśli już muszę być użytkownikiem tej szalonej aplikacji, będę tym, który zostawi po sobie instrukcje. Który ostrzeże następców o ile nadejdą.
Zacząłem pisać: o Przesunięciu Prawdopodobieństwa, o Wglądzie przez, o Cofnięciu i kosztach. O czerwonych nitkach i czarnych kablach. Jak łatwo zapragnąć nie być zapytanym na wykładzie, jak ciężko zrozumieć, iż świat zawsze żąda zapłaty.
Gdzieś w głębi systemu tykał cicho niewidzialny licznik. Zbliżały się nowe aktualizacje dziesiątki funkcji, każda ze swoją ceną. Ale żadna nie mogła się już zainstalować bez mojego wyboru.
Świat toczył się dalej. Prawdopodobieństwa przeplatały. A w małym pokoju na trzecim piętrze zwyczajnego bloku ktoś po raz pierwszy próbował napisać dla magii to, czego nie miała nigdy: regulamin użytkownika.
A gdzieś daleko, w serwerowniach, których nie ma nigdzie na świecie, Mirra cicho odnotowywała nową konfigurację: użytkownik, który wybrał nie władzę, a odpowiedzialność.
To było rzadkie, niemal nieprawdopodobne zdarzenie. Ale, jak życie pokazuje, choćby najniższe szanse potrafią się spełnić.



