W środę 1 lipca do kin w całej Polsce trafi film "Minionki i straszydła" – nowa odsłona kultowej serii studia Illumination. jeżeli zastanawiacie się, czy wybrać się na ten familijny seans, w odpowiedzi może przyjść recenzja filmu napisana przez Łukasza Budnika. Pełny tekst recenzji znajdziecie KLIKAJĄC TUTAJ.
W swojej entuzjastycznej recenzji autor zauważa, iż "Minionki i straszydła" wyróżniają się pozytywnie na tle poprzednich filmów z serii. "Minionki" z 2015 roku polegały głównie na slapstickowym humorze i ciągłej, w końcu męczącej akcji, z kolei "Minionki: Wejście Gru" oparte były w zasadzie na tym samym schemacie, co główna seria. Tymczasem "Minionki i straszydła" to w gruncie rzeczy sympatyczny film o dążeniu do spełniania marzeń. Nie brakuje oczywiście charakterystycznych dla tych bohaterów żartów (czasem trafionych, czasem nie), ale idzie za tym fabuła, która może emocjonalnie zaangażować – pisze.
Ciekawym elementem recenzentowi wydał się również setting filmu – czas akcji, która rozgrywa się tym razem dużo przed wątkami z najpopularniejszych części serii. "Minionki i straszydła" wprowadzają zupełnie nowy element do historii tytułowych bohaterów. Na wystawie poświęconej kinematografii okazuje się, iż wśród uznanych twórców filmowych wymienić można także dwa Minionki – Henry’ego i Jamesa. To właśnie o nich zaczyna opowiadać przewodniczka (w oryginale głosu użycza Allison Janney), a my cofamy się – najpierw setki lat wstecz, by (podobnie jak w pierwszym ze spin-offów) ujrzeć nieudane podejścia tytułowych bohaterów do znalezienia swojego "big bossa".
Część humoru nowych "Minionków" skrywa też humor metatekstualny – film jest bowiem także opowieścią o... kinie. To właśnie tam Budnik zauważa ogromną wartość filmu, pisząc: Z mojej perspektywy największą atrakcją "Minionków i straszydeł" są różnorakie mrugnięcia okiem do fanów kina – począwszy od czołówki z logiem Universal, przez pomysłowy i zabawny prolog, aż po cameo znanych postaci czy aktorów z całej historii kinematografii (gościnny występ zalicza tu m.in. twórca pewnej legendarnej marki). Twórcy czerpią też z dawnej stylistyki. Pojawiają się elementy rodem ze starych filmów science fiction, jak latające spodki, kaiju czy robot przybyły z innej planety (Jesse Eisenberg). Ten ostatni jest wprost parodią Gorta z "Dnia, w którym zatrzymała się Ziemia". Jest to dawkowane w odpowiednich proporcjach i czuć, iż twórcy świetnie się bawili, dorzucając kolejne smaczki.
Całą recenzję filmu możecie przeczytać klikając TUTAJ.
"Minionki i straszydła" – co uważamy o nowym filmie z serii?
W swojej entuzjastycznej recenzji autor zauważa, iż "Minionki i straszydła" wyróżniają się pozytywnie na tle poprzednich filmów z serii. "Minionki" z 2015 roku polegały głównie na slapstickowym humorze i ciągłej, w końcu męczącej akcji, z kolei "Minionki: Wejście Gru" oparte były w zasadzie na tym samym schemacie, co główna seria. Tymczasem "Minionki i straszydła" to w gruncie rzeczy sympatyczny film o dążeniu do spełniania marzeń. Nie brakuje oczywiście charakterystycznych dla tych bohaterów żartów (czasem trafionych, czasem nie), ale idzie za tym fabuła, która może emocjonalnie zaangażować – pisze.
Ciekawym elementem recenzentowi wydał się również setting filmu – czas akcji, która rozgrywa się tym razem dużo przed wątkami z najpopularniejszych części serii. "Minionki i straszydła" wprowadzają zupełnie nowy element do historii tytułowych bohaterów. Na wystawie poświęconej kinematografii okazuje się, iż wśród uznanych twórców filmowych wymienić można także dwa Minionki – Henry’ego i Jamesa. To właśnie o nich zaczyna opowiadać przewodniczka (w oryginale głosu użycza Allison Janney), a my cofamy się – najpierw setki lat wstecz, by (podobnie jak w pierwszym ze spin-offów) ujrzeć nieudane podejścia tytułowych bohaterów do znalezienia swojego "big bossa".
Część humoru nowych "Minionków" skrywa też humor metatekstualny – film jest bowiem także opowieścią o... kinie. To właśnie tam Budnik zauważa ogromną wartość filmu, pisząc: Z mojej perspektywy największą atrakcją "Minionków i straszydeł" są różnorakie mrugnięcia okiem do fanów kina – począwszy od czołówki z logiem Universal, przez pomysłowy i zabawny prolog, aż po cameo znanych postaci czy aktorów z całej historii kinematografii (gościnny występ zalicza tu m.in. twórca pewnej legendarnej marki). Twórcy czerpią też z dawnej stylistyki. Pojawiają się elementy rodem ze starych filmów science fiction, jak latające spodki, kaiju czy robot przybyły z innej planety (Jesse Eisenberg). Ten ostatni jest wprost parodią Gorta z "Dnia, w którym zatrzymała się Ziemia". Jest to dawkowane w odpowiednich proporcjach i czuć, iż twórcy świetnie się bawili, dorzucając kolejne smaczki.
Całą recenzję filmu możecie przeczytać klikając TUTAJ.
"Minionki i straszydła" – zwiastun filmu














