Miłość, która prowadzi do zdrady: Jak przyjaźń z mężem Marii przerodziła się w romans, ukrywane spot…

polregion.pl 3 dni temu

Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć, bo naprawdę ostatnio sobie wszystko przemyślałem. Pracowałem z Marysią w tej samej firmie, tylko w różnych oddziałach ja w Krakowie, ona w tym biurze na Kazimierzu. Zdarzało się, iż oboje zostawaliśmy dłużej, bo było mnóstwo roboty, wiesz jak to jest… Jej mąż, mój ziomek z podstawówki Adam czasami dzwonił, pytał, czy mógłbym odprowadzić Marysię na przystanek, bo był niespokojny. Więc schodziliśmy się na dole, przy recepcji, szliśmy razem na autobus na Nową Hutę i gadaliśmy o wszystkim: pracy, życiu, choćby czasami o polityce czy pomysłach na weekend.
Mieliśmy sporo wspólnych tematów, Marysia miała specyficzne zainteresowania, a Adam wiecznie się krzywił Po co Ci te książki o architekturze, Marysiu?. Ja byłem wsłuchany, lubiłem z nią dyskutować, miałem z tego frajdę. Z czasem zaczęliśmy się coraz bardziej zbliżać na pożegnanie przytulała mnie, potem dawała buziaka w policzek, a raz… zawaliła sprawę i pocałowała mnie tak naprawdę aż zapomniała o autobusie! Powiem Ci, iż wtedy już wiedziałem, iż to nie jest okej wobec Adama, ale zakochałem się po uszy w Marysi.
Marysia zaczęła ściemniać, iż zostaje w pracy dłużej tylko po to, żeby do mnie wpaść na Mistrzejowice. Opowiadała Adamowi bajki, iż jedzie do mamy na wieś pod Tarnobrzeg, a tak naprawdę szwendaliśmy się razem po mieście, chodziliśmy na randki, gdy Adam był w trasie z pracy i nie mógł nas nakryć.
Myślałem, iż kocham Marysię na serio, choć nigdy nie rozmawialiśmy o tym, żeby zostawiła Adama. Miałem w głowie jakieś głupie nadzieje wydawało mi się, iż jak poproszę, to ona od razu złoży papiery o rozwód. Zupełnie traciłem kontakt z rzeczywistością. Kradłem szczęście nie komuś obcemu, tylko mojemu kumplowi. Razem piliśmy piwo w lokalu na Rynku, słuchałem, jak opowiada, iż Marysia ostatnio się zmieniła, iż wiecznie się stroi, wątopi, iż to pewnie przez nowego faceta. A ja go pocieszałem, choć wiedziałem prawdę i zaraz potem leciałem zobaczyć się z Marysią…
Nie rozumiałem, po co to robię, aż raz Marysia przyszła do mnie spięta jak nigdy. Pokłóciła się z Adamem i wyładowała się na mnie.
Tu zawsze jest bałagan! Nie możesz złapać za mop i posprzątać? Lodówka pusta, jak w studenckim mieszkaniu. Myślisz, iż mam ogarniać dwa domy? Ty jesteś tylko kochankiem, nie moim synkiem, ogarnij się!
Zamurowało mnie. Zrozumiałem, iż nie jestem dla niej nikim ważnym byłem tylko ucieczką od domu. Wszystko straciło kolor. Nasze romantyczne wieczory stały się tak samo nudne jak jej małżeństwo. W końcu Marysia miała mnie po prostu dosyć.
Najbardziej żałuję, iż to ja pierwszy powiedziałem: dosyć, kończymy. Tego samego wieczoru wysłała mi SMS-a, iż wyjeżdża i żebym nie ważył się nic powiedzieć Adamowi. Oczywiście nie zamierzałem. Do dziś wstydzę się spojrzeć mu w oczy. Powiedziałem tylko, iż nie będę już odprowadzał Marysi, bo kończę pracę wcześniej.
Jak to mówią u nas na cudzym nieszczęściu nie zbudujesz swojego szczęścia. Teraz żyję z takim lękiem, iż moja nowa dziewczyna Hania może się okazać dokładnie taka sama jak Marysia…

Idź do oryginalnego materiału