"Astrid i Raphaëlle" ("Kryminalne geniuszki") to francusko-belgijski serial kryminalny, emitowany od 2019 roku. Opowiada o nietypowej współpracy dwóch głównych bohaterek: Astrid Nielsen (Sara Mortensen) i Raphaëlle Coste (Lola Dewaere). Astrid, kobieta w spektrum autyzmu, wyróżnia się niezwykłą pamięcią i analitycznym umysłem, co czyni ją niezastąpioną w rozwiązywaniu skomplikowanych spraw. Raphaëlle, szefowa policji, działa bardziej intuicyjnie i impulsywnie, tworząc z Astrid kontrastowy, a jednocześnie komplementarny duet.
Serial nie koncentruje się wyłącznie na autyzmie głównej bohaterki. Ważnym wątkiem jest przyjaźń między postaciami, która pozostaje silna niezależnie od przeciwności i konfliktów. W każdym odcinku bohaterki stają przed nową, wymagającą sprawą kryminalną. Produkcja zdobyła ogromną popularność we Francji i jest doceniana za uniwersalność, wiarygodność postaci oraz świeże podejście do klasycznego gatunku kryminału.Reklama
Alexandre de Seguins dla Interii o serialu "Astrid i Raphaëlle". We Francji oglądają go miliony widzów
Twórcami serialu "Astrid i Raphaëlle" są Alexandre de Seguins oraz Laurent Burtin. Z de Seguinsem porozmawialiśmy z okazji premiery szóstego sezonu. W Polsce nowe odcinki można oglądać na kanale 13 Ulica.
Justyna Miś, Interia: Serial "Astrid i Raphaëlle" od prawie siedmiu lat utrzymuje wysoki poziom. Jak myślisz, jaki jest sekret tak wielkiego sukcesu, jaki osiągnął?
Alexandre de Seguins: - Gdybym wiedział! [śmiech] Oczywiście trzeba być ostrożnym w mówieniu o sukcesie, bo nigdy nie wiadomo. Myślę jednak, iż pewną różnicę mógł zrobić sposób, w jaki piszemy zagadki kryminalne. One przyciągają widzów. Zawsze staramy się unikać najbardziej oczywistych rozwiązań. Dlatego na początku każdego odcinka pojawia się coś pozornie niemożliwego, a dopiero później odkrywamy, dlaczego jednak jest to możliwe. To jedna rzecz, ale sercem serialu są oczywiście bohaterki. Równie istotny jest fakt, iż opowiada on o przyjaźni mimo różnic. Astrid i Raphaëlle zawsze są przyjaciółkami, niezależnie od tego, co się wydarzy. Myślę, iż to przyjemnie się ogląda w tym dzisiejszym trudnym świecie. Oglądamy także pozostałych bohaterów, postacie drugoplanowe są w tym wszystkim bardzo ważne. Serce serialu naprawdę tkwi w przyjaźni i być może właśnie to pomogło mu trafić do widzów.
Czy mógłbyś opowiedzieć o procesie tworzenia tych postaci, a zwłaszcza Astrid? Jak stworzyć bohaterkę tak autentyczną, by widzowie mogli się z nią utożsamić?
- Zacznę od tego, jak w ogóle narodził się pomysł na serial. Bardzo lubię Sherlocka Holmesa, dużo go czytałem. To postać, którą można nazwać archetypem; była powielana tysiące razy, od "Dr. House’a" po wiele innych. To typ bohatera gwałtownego, trudnego w relacjach, niezbyt przystępnego. Wiadomo też, iż Arthur Conan Doyle, tworząc Sherlocka Holmesa, inspirował się lekarzem z XIX-wiecznej Anglii, u którego później podejrzewano spektrum autyzmu. Początkowo pomyślałem więc: wróćmy do źródła archetypu i spróbujmy stworzyć postać w spektrum autyzmu - nie tylko jako wariację na temat archetypu, ale jego pierwotną formę, sam rdzeń. Im więcej czytałem o autyzmie, tym bardziej uświadamiałem sobie, iż wiele postaci w spektrum w fikcyjnych historiach to karykatury. Jednocześnie coraz mocniej czułem, iż stworzenie takiej postaci w całej jej złożoności, bez uproszczeń, może zaowocować naprawdę silną bohaterką.
- Bardzo szybko, już na wczesnym etapie projektu, poczuliśmy też ogromną odpowiedzialność związaną z opowiadaniem o autyzmie. Gdy coś pojawia się na ekranie, widz ma tendencję traktować to jak obiektywną prawdę, dlatego przy takich tematach trzeba mieć szczególną świadomość tej odpowiedzialności. W pracy nad Astrid czytaliśmy więc bardzo dużo o autyzmie - wiele książek, między innymi autorstwa Temple Grandin, Amerykanki w spektrum, która napisała na ten temat wiele ważnych publikacji. Spotykaliśmy się także z osobami w spektrum autyzmu, w tym z kobietami. Zależało nam na stworzeniu postaci, która nie byłaby "tylko autystyczna", bo zbyt często takie bohaterki i bohaterów definiuje wyłącznie jedna cecha. Chcieliśmy, żeby Astrid była kimś więcej: mogła być nieśmiała, wrażliwa, mieć różne cechy niezależne od autyzmu. Oczywiście obie główne postacie musiały się kontrastować, być jak czerń i biel; Raphaëlle jest zresztą w pewnym sensie trochę podobna do mnie. Dlaczego te postacie stały się uniwersalne? Trudno powiedzieć. Myślę, iż dlatego, iż od początku tworzyliśmy je razem, równolegle. A potem, gdy aktorki przejęły te role i między nimi zaiskrzyło już od pierwszego dnia zdjęciowego, bardzo to wszystko wzmocniło i ogromnie pomogło.
To dość odważne stworzyć serial dla tak szerokiej widowni i włączyć do niego temat autyzmu. Zastanawiam się, czy na przykład dwadzieścia lat temu byłoby to w ogóle możliwe. Mam wrażenie, iż dopiero niedawno telewizja otworzyła się na bardziej specyficzne tematy. A poza tym, ten serial nie jest przecież o autyzmie.
- To mógłby być każdy serial kryminalny. Robimy go po swojemu, ale wciąż jest to przede wszystkim kryminał. W tym kryminale jedna z bohaterek jest w spektrum autyzmu, ale to nie jest serial o autyzmie. I myślę, iż to bardzo pomogło. Jest też coś, co świetnie łączy sposób, w jaki Astrid funkcjonuje, z tym, jak bohaterki rozwiązują sprawy. Astrid doskonale rozumie mechanizmy, ale nie emocje, a zbrodnia jest w gruncie rzeczy opowieścią o emocjach. Raphaëlle z kolei rozumie emocje, choć czasami jest ich wręcz zbyt blisko, za bardzo się w nie angażuje. To połączenie okazało się bardzo dobrym mechanizmem dramaturgicznym dla kryminału. Kiedy zobaczono postać Astrid i przyjaźń między bohaterkami, stało się jasne, iż autyzm jest jednym z elementów serialu, a nie jego całością.
Jak udaje wam się zachować równowagę? Mamy tu zagadkę kryminalną, sceny zbrodni, dużo humoru, a jednak wszystko pozostaje subtelne i nienachalne.
- Dokładnie do tego dążymy. Proces pisania przebiega warstwami. Na początku powstaje kilka stron z głównym pomysłem odcinka, potem rozwijamy go do kilkunastu czy kilkudziesięciu stron, a następnie zagłębiamy się w dialogi. To właśnie z dialogów i sytuacji często naturalnie rodzi się komedia. Przez pierwszy rok lub dwa tapetą na ekranie mojego komputera było jedno zdanie: "Wszystko w serialu powinno charakteryzować postacie". Wszystko ma pozwalać Astrid być Astrid, a Raphaëlle - Raphaëlle. Każda sytuacja powinna pokazywać, kim są i jak reagują w swój własny, specyficzny sposób. W gruncie rzeczy patrzymy na wszystko przez pryzmat bohaterów. Na przykład w szóstym sezonie pojawił się odcinek o diable. Pierwszy pomysł brzmiał: "Zróbmy odcinek o diable". Ale bardzo gwałtownie pojawiło się pytanie: kto z bohaterów czułby się w takiej sytuacji najbardziej niekomfortowo? Oczywiście Nicolas, bo jest skrajnie racjonalny. I wtedy historia stała się naprawdę interesująca. Początkowo w ogóle nie wierzy, ale ponieważ jest bardzo inteligentny i zna Biblię, gdy "diabeł" zaczyna mówić pewne rzeczy, pojawiają się w nim wątpliwości. Bardzo gwałtownie więc skupiamy się na dynamice między postaciami, to ona nadaje sens całej historii.
- jeżeli chodzi o humor, szczerze mówiąc, nie potrafimy się od niego powstrzymać - po prostu jest obecny. To kwestia poczucia humoru, które dzielimy z innymi scenarzystami; to nasz sposób pracy. Często mówimy, iż "Astrid i Raphaëlle" to bardzo poważna praca, której nie traktujemy zbyt poważnie. Oczywiście równowaga jest kluczowa. jeżeli potraktujemy coś zbyt lekko, widz przestaje wierzyć w historię. W jednym z wcześniejszych sezonów był odcinek o porwaniu przez kosmitów. Od początku było jasne, iż to nieprawda, ale zabawa konwencją była bardzo kusząca. Na etapie montażu okazało się jednak, iż bohaterowie żartują z tego zbyt otwarcie, przez co widz nie mógł już uwierzyć w opowieść. Musieliśmy więc usunąć część scen, aby zachować adekwatny balans: nie traktować historii zbyt serio, ale jednocześnie wystarczająco poważnie, by widz ją zaakceptował. Tę równowagę staramy się utrzymywać przez cały czas.
Ile osób pracuje nad takim serialem? Kto jest zaangażowany w tworzenie fabuły, pisanie scenariusza i dialogów?
- To zależy od sezonu. W pierwszym sezonie była nas dwójka - ja i Laurent Bertin, współtwórca serialu. Później bywało nas trochę za dużo, czasem dwóch scenarzystów na odcinek, co nie do końca działało. W szóstym sezonie było nas pięciu lub sześciu, maksymalnie sześciu-siedmiu. Mamy trzech scenarzystów zajmujących się głównie fabułą, a do tego kilku nowych autorów, którzy wnoszą świeżą perspektywę. W sumie około siedmiu osób pracuje nad fabułą. Nad samym scenariuszem i dialogami pracujemy natomiast w dwie osoby, przy czym każdy z nas współtworzy cztery odcinki. Wspólnie omawiamy wszystkie odcinki, zastanawiamy się, jak wyróżnić je w porównaniu z poprzednim sezonem, ale zawsze tak, aby zachować ducha "Astrid i Raphaëlle", ich inteligencję i tożsamość postaci.
Czy docierają do ciebie reakcje fanów na serial?
- We Francji szósty sezon oglądało średnio około 6 milionów widzów na odcinek. To ogromna liczba. Zwłaszcza jeżeli doliczyć powtórki. Wiem, iż postacie są bardzo popularne. Myślę, iż fani je lubią, bo w pewien sposób czują się ich przyjaciółmi. Każdy może się utożsamić z tą historią, ponieważ bohaterowie nie są idealni. Przez co są ludzcy. choćby jeżeli sam nie jesteś w spektrum, możesz całkowicie zrozumieć i odnieść się do tego, przez co przechodzi lub o czym myśli Astrid.
Czytaj więcej: Intymny, poruszający, refleksyjny. Na ten serial warto czekać













