Zadanie jest proste. Mike musi tylko zapukać do wskazanych przez Nicka drzwi i uśpić chloroformem osobę, która mu otworzy. Potem będzie mógł już na zawsze porzucić życie gangstera. Tylko zaraz… Czemu Nick kazał mu podejść pod swoje własne drzwi? I czemu w ich progu stanął… drugi Nick?
Mike & Nick & Nick & Alice to komediowy akcyjniak w dystrybucji Hulu. Za jego scenariusz i reżyserię odpowiedzialny jest Ben David Grabinski – twórca, dla którego była to dopiero druga okazja, aby zasiąść na stołku reżysera filmu pełnometrażowego, co niestety widać.
źródło: kadr z filmu „Mike & Nick & Nick & Alice”Fabuła, chociaż może wydawać się chaotyczna, jest w gruncie rzeczy dość banalna. Mike i Nick to dwójka gangsterów i współpracowników. Różni ich jednak to, iż Mike ma dość życia kryminalisty i jest zakochany w Alice, a Nick, chociaż nie przeszkadza mu jego zawód, ma problem ze swoją żoną, Alice, i uczuciem do niej, które już dawno wygasło. Cała zabawa polega jednak na tym, iż dość typowy film akcji z romansem w tle zostaje urozmaicony przez podróże w czasie. Okazuje się bowiem, iż tak naprawdę jest dwóch Nicków – jeden z teraźniejszości i jeden z przyszłości. Ten drugi użył wynalazku nieortodoksyjnego geniusza, aby uratować Mike’a przed czekającą go dzisiaj śmiercią z rąk mordercy na zlecenie, który jest również pasjonatem jedzenia ludzi żywcem. Taki pomysł na historię ma prawo się obronić, jeżeli wszystkie elementy są dobrze poprowadzone. Grabinski jednak, chociaż w jego pomyśle tkwi potencjał, nie zawsze potrafi sprawić, aby tak było.
Do mocnych stron produkcji należy to, iż nie traktuje się ona poważnie. Punkt wyjścia Mike & Nick & Nick & Alice jest absurdalny i twórca zadbał o to, aby widownia nie wątpiła, iż ma być to cokolwiek innego, niż komediowe kino akcji. Maszyna do podróży w czasie i kanibal-morderca na zlecenie brzmią głupio? Świetnie. Tak właśnie mają brzmieć i film nie próbuje ani przez chwilę udowodnić widzowi, iż jest inaczej. Umieszcza w swojej fabule jeszcze więcej tego rodzaju „głupotek”, przez które sama kilka razy parsknęłam śmiechem. prawdopodobnie ten efekt byłby jeszcze lepszy, gdyby nie nierówny humor.
I tu pojawia się jeden z większych problemów tego tytułu. Mianowicie, iż chociaż chce być śmieszny, to nie zawsze mu to wychodzi. Najzabawniej jest wtedy, gdy sceny walki mieszają się ze slapstickiem. Gorzej natomiast wypadają próby przemycenia humoru w dialogach, gdyż ten opiera się głównie na kilku powtarzających się żartach. Co chwila więc okazuje się, że jeden z bohaterów nie rozumie jakiegoś „mądrzejszego” słowa, a druga postać próbuje wytłumaczyć mu, co ono znaczy w zdecydowanie zbyt długiej rozmowie. Ma tu również miejsce podobnie długa dyskusja o terminie ważności męskiego przyrodzenia. A także jeszcze dłuższe rozważania na temat tego, z kim powinna skończyć główna bohaterka pewnego serialu z początku dwudziestego pierwszego wieku. Zabrakło tu kilku krótszych, zabawnych dialogów, jak i oryginalniejszego humoru, co jest sporą wadą, kiedy mówimy o filmie bazującym w dużej mierze na komedii.
Podobno czasem nieśmieszna kwestia na papierze, staje się znacznie śmieszniejsza, gdy jest odpowiednio zagrana. Tutaj niestety również gra aktorska nie ratuje tych dialogów, które wypowiadane są bez większej energii. Pomijając jednak aspekt komediowy, to aktorsko film prezentuje się nienajgorzej. Z całej obsady najlepiej wypada wcielający się w rolę Nicka, czy też raczej w rolę dwóch Nicków, Vince Vaughn. Potrafi sprawić, iż gdy tylko pojawia się na ekranie, to jego postać jest tą najciekawszą, nie tylko przez podróże w czasie. Pozostali aktorzy ról pierwszoplanowych, czyli Eiza González jako Alice i James Marsden jako Mike, grają po prostu poprawnie i bez większych problemów.
źródło: kadr z filmu „Mike & Nick & Nick & Alice”Jeśli jest jednak coś, co zasługuje na wyróżnienie, to jest to zdecydowanie muzyka. Już od pierwszej sceny wita nas dobre połączenie piosenek i akcji, za pomocą którego od razu chciałam wiedzieć, co będzie dalej. Tylko iż i tutaj pojawia się problem, bo o ile miejscami tego typu zabieg wypada naprawdę dobrze, o tyle podobnie jak w przypadku żartów, jest tego za dużo. Takim więc sposobem obok sprawnie zrealizowanych scen walki w rytm muzyki, otrzymujemy również kilka przeciągniętych „teledysków”, które pokazują nam bawiących się na imprezie ludzi i nie dodają nic do historii. I to przynajmniej trzy razy. Jest to o tyle bolesne dla widzów, iż nie tylko wyrywa nas to z fabuły, ale i zabiera czas ekranowy, który można byłoby chociaż poświęcić na lepsze przedstawienie nam głównych bohaterów i ich emocji.
Finalnie Mike & Nick & Nick & Alice to film, który można obejrzeć bez większej frustracji i spędzić przy nim miło wieczór, ale niestety, pomimo tego nie jest on w stanie zapewnić widzowi równego poziomu rozrywki. Możliwe, iż to kwestia początkującego reżysera, ale fakt pozostaje taki, iż na niemal każdą zaletę tytułu przypada również jedna wada. Miejscami jest zabawnie, ale miejscami żarty nie dość iż są nieśmieszne, to jeszcze powtarzane do bólu. Akcja świetnie współgra z muzyką, ale co z tego, skoro jednocześnie dostajemy też sceny, które wyglądają, jakby ktoś chciał się po prostu pochwalić swoją (całkiem niezłą) playlistą? W wyniku tego zostaje nam komediowy akcyjniak, który ma problemy zarówno z komedią, jak i z tempem akcji. Czy Mike & Nick & Nick & Alice to tragiczny film? Nie. Czy cierpi na boleśnie niewykorzystanym potencjałem? Zdecydowanie.















