Mieszkanie dla dwojga? Nie, dziękuję!
Przejmę mieszkanie Zuzanny i wprowadzę się do ciebie. Przecież i tak mieszkasz sama, wyjaśniła Agnieszka, nie zadając choćby pytania.
Czyj to męski głos przy tobie? brzmiała surowo, jakby Ania miała trzynaście, a nie trzydzieści dwa.
Telewizja, mamo. Co chcesz? Ania próbowała gwałtownie zakończyć rozmowę.
Musimy porozmawiać. Na poważnie, podkreśliła matka i natychmiast odłożyła słuchawkę. Typowe zauważyła, a nie zapytała.
Andrzeju! krzyknęła Ania, rzucając telefon na kanapę.
Co się stało? pojawił się Andrzej z kuchni, niosąc dwie kubki kawy.
Moja mama. Przyjdzie dziś wieczorem.
Mam zostać?
Nie musisz. Chcę to załatwić sam.
**Duchy przeszłości**
Wspomnienia są jak zdjęcia w albumie niektóre wyblakły, ale najważniejsze pozostają. Ania miała jedenaście, gdy rodzice się rozstali. Siostra Zuzanna jeszcze bawiła się lalkami, a Ania już czytała między wierszami dorosłych.
Nie dam rady, Heleno, mówił ojciec. To już nie małżeństwo, to tylko cień tego, czym było.
A co z dziećmi? głos matki brzmiał jak stłuczone szkło.
Po rozwodzie tata cicho pakował rzeczy: ulubione krzesło, poobijany kubek, choćby książki wszystko znikało po trochu.
Ania stała się pomostem między dwiema światami: surową matką i spokojnym ojcem. Zuzanna uznała, iż tata jest zdrajcą, a mama męczennicą.
**Dorosłe życie**
Ania wyjechała na studia do Warszawy. Uczyła się pilnie, pracowała ciężej zdecydowana, by kiedyś mieć własne cztery kąty. Zuzanna wzięła kilka kursów, została stylistką paznokci i prawie od razu wyszła za mąż.
Ojciec odszedł, zostawiając jedynie miłe wspomnienia i pustkę.
Matka dzwoniła tylko po to, by żądać pieniędzy albo narzekać:
Zuzanna jest w ciąży, pomóż jej. Marcin ma małe zarobki, a w salonie nie mają jej choćby prawidłowo zatrudnionych.
Ania westchnęła zmęczona.
Wiedziała, na co się pisze. To była jej decyzja.
**Własne gniazdko**
Po kilku latach Ania kupiła wymarzone mieszkanie zupełnie sama, za kilka tysięcy złotych, z pot i łzami.
Piękne lokum, zauważyła matka, rozejrzawszy się po wnętrzu. To coś, czego Zuzanna by się przydała. Zamiast akademika z dzieckiem A ty siedzisz tu sam w tym pałacu. To niesprawiedliwe.
Zuzanna zawsze myślała, iż jej się coś należy. Ja pracowałam.
Lata później nadeszła niespodziewana wizyta:
Zdecydowałam mieszkanie dostanie Zuzanna. A ja wprowadzę się do ciebie, powiedziała matka z uśmiechem, przyglądając się każdemu kątkowi.
Nie, odparła Ania krótko. To moje mieszkanie.
Co to za nie? Już to zdecydowałam!
To wtedy zamieszkaj u Zuzanny. To nie hotel.
Jesteś tak zimna jak twój ojciec!
Dzięki. Kochał mnie i nigdy nie stawiał warunków.
Drzwi trzasknęły. Została cisza i ulga.
Na telefonie mrugnęła wiadomość:
Jak poszło?.
Ania uśmiechnęła się:
Wpadnij. Nauczę cię, jak zrobić tiramisu.










