Michel Franco, reżyser „Dreams”: USA zbudowano na wyzysku. jeżeli nie ma równości, nie ma nadziei | Atakuję system

polityka.pl 17 godzin temu
Zdjęcie: Bestfilm


Jak mam robić grzeczne filmy? Kino nie jest po to, żeby uspokajać – mówi meksykański reżyser Michel Franco, autor filmu „Dreams”. JANUSZ WRÓBLEWSKI: – Można pomyśleć, iż nierówna relacja miłosna bogatej Amerykanki i meksykańskiego imigranta w „Dreams” to alegoria napiętych stosunków między tymi krajami.
MICHEL FRANCO: – Bohaterów łączy mieszanka fascynacji, pożądania i chęć dominacji. Niebezpieczna zależność. Tak też w uproszczeniu wygląda toksyczna relacja USA i Meksyku: poczucie bliskości, a z drugiej strony wzajemne uzależnienie. Kiedy Ameryka patrzy na Meksyk, widzi coś, czego pragnie, ale jednocześnie boi się dopuścić do głosu.

A co widzi Meksyk?
Wszechobecną kontrolę. Mecenaska sztuki grana przez Jessikę Chastain ofiarnie stara się pomagać meksykańskiemu tancerzowi, ale jest bezwzględna, wykorzystuje uprzywilejowaną pozycję, by nim manipulować. Pierwotnie mężczyzna miał pracować w firmie na etacie – czegoś mi w tym układzie brakowało, a kiedy pomyślałem o balecie i Isaacu Hernándezie, pojawił się interesujący kontekst. Otwierający dyskusję o filantropii, sponsorach sztuki, pokazujący, jak utalentowani bywają obcy, którzy często wnoszą odmienny punkt widzenia i swoje wartości kulturowe. Niestety rzadko miewają bezpieczną przestrzeń, żeby się realizować – i to też jest częścią tej historii.

Pan ją sam wymyślił czy ta historia się naprawdę wydarzyła?
„Dreams” jest inspirowany faktami, ale też moimi zapiskami i biografią urodzonego w Guadalajarze Hernándeza, jedynego meksykańskiego tancerza, który zrobił zawrotną karierę w Stanach, zdobywając niedawno m.in. tytuł pierwszego baletmistrza w prestiżowym American Ballet Theatre. Dzięki niemu balet stał się szalenie popularny w Meksyku. Isaac zagrał też w jakimś serialu, ale jako aktor filmowy praktycznie był nowicjuszem.

Idź do oryginalnego materiału