Zapytała, dlaczego dzieci w Polsce są "systemowo niekochane". "Są najważniejsze, dopóki się nie urodzą"

gazeta.pl 1 godzina temu
- Dzieci w Polsce są niekochane systemowo - powiedziała w swoim filmie na Tik Toku Julia Wiktoria Machowska, jedna z twórczyń internetowych. Kobieta wywołała prawdziwą burzę w sieci, twierdząc, iż coraz częściej dziecko przedstawiane jest w kategorii "problemu". - Dzieci od początku uczone są, iż nie są ważne, iż ich potrzeby to fanaberia, iż emocje to histeria, iż ich istnienie to ciężar - stwierdza.
Współczynnik dzietności w Polsce to według GUS 1,099. Narracja jest taka, iż to wina kobiet, które nie chcą rodzić dzieci, bo stawiają karierę na pierwszym miejscu, są wyrahowane, a może choćby i "wygodnickie", bo wolą przygarnąć kota lub psa, niż urodzić dziecko. Ta narracja nie zmienia się choćby wtedy, gdy kobieta zachodzi w ciąże. Nie ma już komentarzy sugerujących egocentryzm i arogancję, ale pojawiają się te, które zarzucają jej lenistwo, bo "zaraz idzie na ciążowe L4, bo nie chce jej się pracować". Po urodzeniu dziecka też nie jest lepiej, bo z czułej i troskliwej matki, staje się "madką, która chce wszystko dostać za darmo". "W Polsce dzieci są najważniejsze, dopóki się nie urodzą" - pisze jedna z komentujących osób pod tiktokowym filmem.

REKLAMA







Zobacz wideo Aneta Zając: o ile jeden rodzic obraża drugiego, to tak naprawdę obraża dziecko



Systemowo nie kochamy dzieci? Gorzkie słowa, które dają do myślenia
Ten film porusza, daje do myślenia i sprawia, iż dyskusja na temat posiadania i nie posiadania dzieci w Polsce nabiera większego znaczenia. Przyczyny niskiej dzietności są bowiem bardzo zróżnicowane, a każdy z powodów jest z pewnością wart zastanowienia się i pochylenia nad nim. Jednak wraz z pojawieniem się dziecka na świecie, problem nie znika, a przybiera na sile. Wyczekany przez wszystkich maluch, staje się pewnego rodzaju "utrapieniem" - nie dla rodziców - a dla całego bezdusznego systemu.
Dlaczego dzieci w Polsce są niekochane systemowo? W Polsce mówi się: najważniejsze są dzieci, a potem? Nie ma żłobka, nie ma przedszkola, nie ma zajęć, nie ma wsparcia, nie ma opieki, nie ma miejsc w szpitalu, nie ma windy na peronie, nie ma kasy na terapię, nie ma nic
- zaznacza w swoim filmie tiktokerka i dodaje, iż w tym całym systemie, są tylko "hasła i wymagania". - Dziecko ma być ciche, czyste, zdrowe, spokojne, posłuszne, wyedukowane, bezproblemowe. Jak nie jest, to problem dziecka albo matki. W restauracji przeszkadza, w sklepie zawadza, w samolocie irytuje. W tramwaju za głośne, w szkole za wolne albo za szybkie, za bardzo swoje - wylicza.


Kolejne jej słowa również są są bardzo dosadne. Autorka nagrania twierdzi, iż wymagamy od najmłodszych, by te były idealne i bezproblemowe, ale "system nie daje im warunków, żeby być po prostu dziećmi".
Dziecko z niepełnosprawnością: brak specjalistów, brak terapii, brak asystentów, brak dojazdu, brak szkoły, która go przyjmie z godnością. Dziecko z biedniejszej rodziny: na obiad zupka i suchy chleb. Zajęcia dodatkowe? Zapomnij. Wycieczki? Wstyd. Wakacje? Pusty balkon. A potem społeczeństwo pyta: czemu młodzież jest taka? Bo dzieci od początku uczone są, iż nie są ważne, iż ich potrzeby to fanaberia, iż emocje to histeria, iż ich istnienie to ciężar. Jak ty się zachowujesz? Ale nikt nie pyta: dlaczego ty się tak zachowujesz?
- mówi influencerka.



"To nie dzieci są problemem". W komentarzach burza
Autorka filmu z Tik Toka w swoim monologu zaznacza, iż wcale nie chodzi jej o to, by dzieci były "święte i nietykalne".
Chodzi o to, żeby były widziane, szanująco traktowane, systemowo wspierane. Bo dziś dzieci w Polsce są uczone jednej rzeczy: nie przeszkadzaj. A my się potem dziwimy, iż jako dorośli też nie potrafimy prosić o pomoc, mówić, czego chcemy, wyrażać złości i smutku, bo nikt nam na to nie pozwolił. Nikt nie nauczył. To nie dzieci są problemem. To system nie wie, co to znaczy kochać dzieci przez działanie, nie przez gadanie
- podkreśla w końcówce swojego filmu.






Pod nagraniem pojawiła się masa komentarzy osób, które zgadzają się z opinią influencerki. "Najważniejsze są w brzuchu matki. Potem to już inna historia"; "Pierwsze schody zaczynają się już gdy z dwiema kreskami szukasz ginekologa na NFZ. Dwa miesiące sobie poczekasz, a potwierdzenie ciąży, badania krwi itd.?"; "A po wychowaniu dziecka w domu nie możesz znaleść pracy, bo za długa przerwa"; "Społeczeństwo krzyczy 'dzieci', a jak już są, to są napiętnowane. Nie rozumiem tego, co się teraz odwala" - piszą poruszeni internauci.
A Ty co myślisz o tym, iż jak się dziecko rodzi "trafia do syatemu", gdzie nie ma miejsca na indywidualne podejście? Napisz: [email protected]. Gwarantuję anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału