Słuchaj, miałam wtedy 36 lat, kiedy zaproponowali mi awans w firmie, w której pracowałam już prawie osiem lat.
To nie był byle jaki awans miałam przejść z typowej, codziennej pracy na stanowisko regionalnej koordynatorki. Pensja miała pójść mocno w górę, umowa na czas nieokreślony, lepsze warunki, słowem okazja życia. Jedyna zmiana polegała na tym, iż dwa dni w tygodniu musiałabym jeździć do innego miasta, jakieś półtorej godziny pociągiem od Warszawy, przenocować tam, a potem wrócić następnego dnia.
Wróciłam do domu i z mega ekscytacją opowiedziałam mężowi, bo byłam pewna, iż będzie się cieszył razem ze mną.
Oj, jak bardzo się pomyliłam
Usiadł naprzeciwko mnie przy stole i od razu powiedział, iż to kiepski pomysł. Zaczął wyliczać dzieci, mieszkanie, obowiązki, wszystko na mojej głowie. Że kobieta z rodziną nie powinna tak jeździć w tę i z powrotem. Kilka razy powtórzył, iż pieniądze to nie wszystko, a stabilność domu jest ważniejsza od jakiegoś awansu.
Tłumaczyłam mu, iż nie wyprowadzam się, to tylko dwa dni w tygodniu, iż dodatkowa kasa w złotówkach pozwoli nam szybciej spłacić kredyt. Ale on nie dawał za wygraną nie i już. Uważał, iż to rozbije rodzinę.
Przez kilka tygodni przeżywaliśmy w domu regularny konflikt. Codziennie wracałam z pracy i czułam, jak atmosfera robi się coraz bardziej gęsta. W torebce miałam umowę o awans niepodpisaną. W pracy mnie poganiali, czekali na decyzję, a w domu za każdym razem, kiedy wspominałam o awansie, zaczynała się kłótnia. On podnosił głos i obwiniał mnie o egoizm.
W końcu odpuściłam.
Poszłam do działu HR i podziękowałam za awans. Powiedziałam, iż ze względów rodzinnych nie mogę przyjąć tej propozycji. Zostałam na swoim dawym stanowisku ta sama liczba godzin, ta sama pensja, te same złotówki.
Przez kolejne miesiące mój mąż zaczął dziwnie się zachowywać. Przychodził późno do domu, ciągle wisiał w telefonie, zmienił hasła do wszystkiego. Mówił, iż ma zapieprz w pracy. Nie podejrzewałam niczego. Zrobiłam to, o co prosił, miałam nadzieję, iż wszystko się uspokoi.
Po trzech miesiącach odezwała się do mnie koleżanka z biura na Messengerze i prosto z mostu zapytała, czy przez cały czas jestem z mężem. Potwierdziłam. Wtedy wysłała mi zdjęcia.
Na zdjęciach mój mąż był z jedną z naszych współpracownic w restauracji, przytuleni, ewidentnie jak para. Nie było żadnych wątpliwości.
Tego samego wieczoru postawiłam mu kawę na ławę. choćby nie próbował zaprzeczać. Powiedział, iż od dawna go do niej ciągnie, iż przy niej czuje się rozumiany i iż nasz związek już nie działa. Chciał odejść, nie planował już być moim mężem.
W tydzień się wyprowadził. Spakował się, zostawił klucze, przeprowadził się do niej. Zero rozmów, zero wyrzutów sumienia, choćby nie próbował niczego naprawiać.
Zostałam sama, w tym samym mieszkaniu, z tą samą robotą i niską pensją.
Awans już przepadł. Stanowisko objął ktoś inny. Gdy dopytałam później, czy pozostało szansa, usłyszałam tylko: niestety, to już nieaktualne.
Patrząc na to z perspektywy czasu wszystko jest jasne. Odrzuciłam realną szansę na rozwój, żeby ratować rodzinę, która już adekwatnie nie istniała. Zostałam bez męża, który niby chciał chronić dom, i bez pracy, która mogła mi dać bezpieczeństwo.
On sobie ułożył życie z kimś innym.
Ja musiałam zacząć budować swoje od zera z tą jedną myślą, iż podjęłam decyzję, myśląc, iż ratuję coś, czego już tak naprawdę nie było.
Dlatego powiem ci jedno: nigdy nie rezygnuj z własnych marzeń przez faceta.











