Z Moonspellkiem to na początku miałem takie "A komu to potrzebne?", ale jakoś się złożyło, iż pierwsza płyta wpadła w ręce, dało się posłuchać na lekko i melodyjnie, (akurat wcześniej miałem fazę na granie w Castlevania: Symphony of the Night), ale wciąż ciekawie, później widziani na Castle Party w tym roku pozostawili całkiem ok wrażenie - dobry kontakt frontmana z publiką i ogólne zaangażowanie na plus, teraz jakoś mnie nachodzi na Full Moon Madness i słucham któryś raz
Irreligious. Można posłuchać bez zgrzytu odbytu i premature ejaculationa. Zespół powoli, acz konsekwentnie toruje sobie drogę ku mojej sympatii. Dalsze poczynania nie są mi znane.
Statystyki: autor: blue_calx — 13 min. temu