Na fali chęci powrotu do klimatycznego metalu z lat 90tych włączyłem sobie po dobrych kilkunastu latach
Dusk... And Her Embrace i zostałem totalnie zdmuchnięty. Ta płyta nic a nic się nie zestarzała. Szczerze powiedziawszy, myślałem, iż jak jarałem się Kredkami za gnoja, to dzisiaj będzie "aha, ok" a tu ciągle rozpierdol. Bębny Barkera masakrują po całości, wokale Grubej Sary niezmiennie nasycone erotyzmem idealnie wpasowują się we wściekły klimat płyty, a niby śmieszne piski Daniego robią doskonałą robotę dopełniając dojebane kompozycje i nadając im straceńczego klimatu zamurowanej we własnym zamku psychopatycznej władczyni. Pokażę paluchem raz jeszcze na Sarah Jezebel Devę, bo to, jak ona wchodzi z monologami w tytułowym kawałku, czy też w
Funeral in Carpathia a już najbardziej jak w
Beauty Slept in Sodom mówi "lightbearing Samael", to włos się jeży na jajach i penis budzi się do nędznego, ale jednak, życia. Do tego wszystkiego niby atmosferyczny, gotycki black, ale jednak w tej muzyce jest wspomniany właśnie straceńczy, wisielczy i trupi jad i to myślę on w 2026 sprawia, iż muzyka ciągle się w pełni broni.
Świetny album i zdecydowanie najlepsza płyta, gdzie na wokalu jest mały Dani, co ma Szatana w krtani.
Statystyki: autor: DiabelskiDom — 14 min. temu