Mąż odszedł do innej 5 lat temu, a teraz prosi, żebym została matką dla jego syna. Moja odpowiedź go…

newsempire24.com 2 dni temu

Postawiłam filiżankę na stole i usłyszałam dźwięk telefonu. Numer nieznany, ale charakterystycznie natarczywy dzwonek jakby ktoś był przekonany, iż po prostu MUSZĘ odebrać. Spojrzałam na wyświetlacz i od razu wiedziałam: to on. Wiktor. Były mąż, który pięć lat temu zostawił mnie dla innej i tam doczekał się syna.

Nie odebrałam od razu. Stałam przy oknie, patrzyłam, jak na podwórku bawią się dzieci i myślałam: po co? Dlaczego znowu?

Telefon na chwilę ucichł, potem zadzwonił ponownie.

Westchnęłam ciężko i podniosłam słuchawkę.

Ola, cześć głos Wiktora był cichy, niemal skruszony. Muszę z tobą porozmawiać. Pilnie.

O czym? usiadłam na parapecie, przycisnęłam telefon do ucha i przygotowałam się na kolejną prośbę. Wiktor miał dar proszenia tak, iż wydawało się, jakby odmowa była czymś nie do pomyślenia.

Spotkajmy się? Nie chcę przez telefon, rozumiesz

Nie rozumiem odpowiedziałam spokojnie. Mów teraz, albo nigdy.

Zapadła cisza, po czym Wiktor westchnął ciężko, z charczeniem, jakby ostatnio jeszcze bardziej przyjaźnił się z papierosem.

Sylwia ma raka. Czwarty stopień. Lekarze mówią dwa miesiące, może trzy.

Sylwia ta, dla której mnie porzucił. Matka jego synka. Poczułam nagły chłód, ale nie z żalu, tylko z przeczucia, iż zaraz padnie jakaś prośba, od której brak mi tchu.

Bardzo mi przykro powiedziałam beznamiętnie. Ale nie rozumiem, po co dzwonisz akurat do mnie.

Ola Potrzebuję pomocy. Nie mam do kogo się już zwrócić.

Milczałam. Za oknem przysiadła na lipie wrona i patrzyła na mnie, jakby chciała powiedzieć: nie daj się nabrać.

Ola, proszę, spotkajmy się. Wytłumaczę wszystko. To ważne. Chodzi o Michała, mojego syna.

O twojego syna, poprawiłam go w myślach. Nie mojego. Nigdy nie mojego.

Dobra powiedziałam krótko. Jutro. Kawiarnia na Piotrkowskiej, o piętnastej.

Rozłączyłam się i długo siedziałam na parapecie, patrząc w pustkę. Herbata wystygła, ogórek na desce zwiędł. Na lodówce wisiało stare zdjęcie ja i Wiktor na działce, uśmiechnięci, trzymamy się za ręce. Już dawno chciałam je zdjąć, ale ciągle mi nie po drodze. Albo może bałam się przyznać, iż ta kobieta na fotografii już nie istnieje.

Następnego dnia przyszłam do kawiarni wcześniej. Zamówiłam herbatę, siadłam przy oknie i czekałam. Wiktor przyszedł po dziesięciu minutach poszarzały, postarzały, z zakolami na głowie. Usiadł naprzeciwko, skinął kelnerce i spojrzał na mnie błagalnie, jakby prosił o wybaczenie, zanim w ogóle otworzył usta.

Dziękuję, iż przyszłaś powiedział cicho.

Mów objęłam dłonią filiżankę, próbując ogrzać zmarznięte palce. Mam mało czasu.

Nie wiem, od czego zacząć

Od powodu, dla którego tu jestem.

Westchnął, przetarł twarz dłońmi.

Sylwia umiera. To już pewne. Chemioterapia nie działa, na operację za późno. Ona nie ma rodziny matka zmarła trzy lata temu, ojca nigdy nie znała. Michał zostanie sam. Ma pięć lat.

Nic nie powiedziałam. W środku ścisnęło, ale nie zamierzałam tego okazywać.

Chciałem prosić cię zawahał się, spuścił wzrok. Czy mogłabyś nam pomóc? Chodzi mi o pieniądze na leczenie, na opiekę. Oddam wszystko, przysięgam, ale teraz nie mam nic.

Ile? spytałam.

Około pół miliona złotych. A może i więcej.

Odłożyłam filiżankę. Herbata się rozlała ciemna plama na obrusie.

Pół miliona? Skąd ja mam tyle pieniędzy, Wiktor?

Mogłabyś sprzedać mieszkanie. To na Słowiańskiej. Kiedyś sama mówiłaś, iż nie jest ci potrzebne, iż tam choćby nie bywasz.

To mieszkanie na Słowiańskiej kawalerka w starym bloku, od rodziców na ślub. Potem podarowałam je Wiktorowi na urodziny, kiedy jeszcze wierzyłam, iż będziemy razem do grobowej deski. Wynajmował je, miał z tego pieniądze. A teraz chce je sprzedać.

Serio? spojrzałam mu prosto w oczy. Chcesz, żebym sprzedała mieszkanie, które kiedyś podarowałam ci sama?

Ola, wiem jak to brzmi, ale

Nie przerwałam stanowczo. Nie, Wiktorze. To moje mieszkanie. Prezent to nie przymus.

Pobladł.

Ale Sylwia umiera! Michał zostanie sierotą!

Michał ma ojca wstałam, chwyciłam torebkę. Ty jesteś jego ojcem. To twoja odpowiedzialność, nie moja.

Ola, zaczekaj

Nie czekałam. Wyszłam z kawiarni i ruszyłam wzdłuż Piotrkowskiej, ściskając w dłoni telefon. Ręce mi drżały. Czy postąpiłam słusznie? pytałam siebie. A może po prostu byłam okropną egoistką?

W domu zadzwoniłam do Marioli. Mariola przyjaciółka od studiów, jedyna, która po rozwodzie nigdy mnie nie oceniała i nie mówiła, iż trzeba było zacisnąć zęby dla dobra rodziny.

On cię poprosił o sprzedanie mieszkania? powtórzyła z niedowierzaniem. Ola, no zwariował doszczętnie?

Mariola, ona naprawdę umiera. A dziecko małe.

No i co? To nie twoja sprawa. Nic mu nie jesteś winna. KOMPLETNIE nic.

Ale czuję się podle przyznałam. Jakby odmawiała komuś w agonii.

Masz prawo powiedzieć nie, choćby jeżeli to dla ciebie trudne powiedziała twardo Mariola. Zapamiętaj, Ola. Nie musisz ratować go przed skutkami własnych decyzji.

Położyłam się na kanapie i zamknęłam oczy. W głowie szumiały mi słowa Wiktora i twarz tej kobiety, którą raz widziałam, przypadkiem, gdy razem pchali wózek. Jasne włosy, uśmiechnięte oczy. Ukradła mi męża myślałam wtedy. Teraz umiera, i ja powinnam jej pomóc?

Nie. Nie muszę.

Dwa dni później znowu zadzwonił Wiktor. Tym razem bez zbędnych ceregieli mówił ostro, z desperacją w głosie.

Ola, wiem, iż jesteś na mnie zła. Ale pomyśl o Michale. On nie jest niczemu winien.

Nie jestem zła powiedziałam spokojnie. Po prostu nie chcę w tym uczestniczyć.

Mam jeszcze jedną prośbę zawahał się. jeżeli Sylwia umrze Czy zgodziłabyś się tymczasowo zostać opiekunką Michała? Na czas, aż ja stanę na nogi.

Nie od razu zrozumiałam.

Słucham?

No bo jesteś kobietą. Masz doświadczenie wychowałaś Natalię. Michał potrzebuje matki, a ja sam nie dam rady

Wiktorze przerwałam mu, lodowatym głosem. Chcesz, żebym została matką twojego dziecka? Tego, które urodziła kobieta, z którą mnie zdradzałeś?

Ola, wiem, iż to trudne

Nie przerwałam. Nie, nie i jeszcze raz nie. Wykreśl mnie ze swoich planów. Nie będę częścią twojego nowego życia. Zrozumiałeś?

Odłożyłam telefon i osunęłam się po ścianie na podłogę. Serce waliło mi jak młot. W głowie szumiało.

Jak on śmie?

Wieczorem przyszła Natalia. Moja córka dwadzieścia osiem lat, piękna, mądra, samodzielna. Pracuje w agencji reklamowej, wynajmuje mieszkanie w centrum, ma swoje życie. Widzimy się rzadko, ale zawsze ciepło.

Mamo, dzwonił do mnie tata powiedziała od progu. Opowiadał o Sylwii i Michale.

Pokiwałam głową, nastawiłam czajnik.

I co ci powiedział?

Że odmówiłaś pomocy. Że jesteś zimna.

Odwróciłam się, spojrzałam na nią stała w przedpokoju, ramiona skrzyżowane na piersi, patrzyła na mnie z wyrzutem.

Zimna? powtórzyłam. interesujące określenie.

Mamo, jak możesz być taka? Przecież to dziecko. Michał nie jest winien.

Masz rację nalałam wodę do filiżanek. Ale to nie czyni go moją odpowiedzialnością.

Ale mogłabyś pomóc! Chociaż trochę!

Natalio, nie sprzedam mieszkania. I nie zostanę opiekunką cudzego dziecka. To nie jest MOJA historia. To historia twojego ojca.

Jesteś egoistką powiedziała cicho, z rozczarowaniem w głosie.

Zabolało. Ale nie tłumaczyłam się.

Może powiedziałam. Ale mam do tego prawo.

Wyszła po pół godzinie, nie skończywszy herbaty. Zostałam sama. W mieszkaniu zrobiło się cicho jak w muzeum.

Potem zaczął się istny horror. Wiktor wydzwaniał, słał wiadomości raz błagał, raz groził. Groził sądem, opowiadał, iż Natalia mnie znienawidzi, rozpowie wszystkim, jaka jestem bezduszna.

Nie odpowiadałam. Czytałam i kasowałam.

Któregoś wieczoru na progu stanęła sama Sylwia. Chudziutka, blada, z chustką na głowie. Stała i patrzyła zmęczonymi oczami.

Mogę wejść? spytała cicho.

Wpuściłam ją. Usiadłyśmy przy kuchennym stole. Sylwia przez długi czas wpatrywała się w kubek wody, który jej podałam.

Nie proszę, by pani pokochała Michała odezwała się w końcu. Proszę tylko dać mu szansę. On jest taki mały. Potrzebuje kogoś po mnie.

A ojciec? zapytałam.

Wiktor nie da sobie rady sam. Pani to wie.

Wiedziałam. Był czarujący, sympatyczny, ale odpowiedzialność to dla niego kosmos. Umiał tylko prosić.

Nie mogę powiedziałam. Bardzo mi przykro, ale nie mogę.

Sylwia skinęła głową, podniosła się powoli.

Jest pani bardzo silną kobietą powiedziała na odchodnym. Zawsze pani zazdrościłam. Wiktor dużo opowiadał Ale dzisiaj widzę, iż ta siła bierze się z chłodu w środku.

Drzwi się zamknęły. Ja zostałam w korytarzu, nieruchoma.

Od chłodu w środku.

Nie spałam tej nocy. Patrzyłam w sufit, myślałam o Michale, o Wiktorze, o Sylwii. Myślałam, iż faktycznie stałam się chłodna. Kiedyś byłam miękka, gotowa wybaczać, gotowa się poświęcać dla innych.

Potem Wiktor mnie zdradził. Odszedł. I dotarło do mnie, iż ofiary nie mają sensu, jeżeli i tak zostajesz zdradzona.

Ale czy naprawdę mam rację?

Wstałam, podeszłam do okna. Dookoła ciemno, tylko latarnie tlą się w oddali. Gdzieś szczekał kundel.

Mam prawo powiedzieć NIE, powtórzyłam sobie słowa Marioli. choćby jeżeli jest ciężko. choćby jeżeli mnie ocenią.

Nie jestem od ponoszenia konsekwencji cudzych błędów. Nie muszę być bohaterką nie swojej telenoweli.

Rano zadzwoniłam do Wiktora.

Spotkajmy się. Dzisiaj. Ta sama kawiarnia.

Przyszedł z nadzieją w oku. Usiadł naprzeciwko, złożył ręce na stole.

Ola, wiedziałem, że

Nie mów ucięłam. Słuchaj mnie uważnie. Nie sprzedam mieszkania. Podarunek to wolność, nie dożywotni dług. I nie zostanę matką twojego dziecka. To nie moja historia i nie moje cierpienie.

Ale

Sam decydowałeś mówiłam spokojnie. To ty sobie tę sytuację stworzyłeś. Zostawiłeś mnie, miałeś syna gdzie indziej. I teraz sam ponosisz za to odpowiedzialność. To nie ja mam cię ratować.

Wiktor pobladł.

Chcesz, żeby Michał cierpiał?

Chcę, żebyś przestał wykorzystywać go do emocjonalnego szantażu powiedziałam stanowczo. Masz rodzinę, przyjaciół. Sylwia miała znajomych. Szukaj pomocy gdzie indziej. Ale nie u mnie.

Jesteś okrutna wyszeptał. Bez serca.

Wstałam, zabrałam torebkę.

Może i tak powiedziałam. Ale to moje życie. I już nie pozwolę ci w nim grzebać.

Wyszłam z kawiarni i powędrowałam dalej. Krok miałam lekki, plecy proste. Nie obejrzałam się za siebie.

Minęły dwa tygodnie. Wiktor już nie dzwonił. Natalia także milczała. Mariola przychodziła jak zwykle, piła herbatę, rozmawiałyśmy o wszystkim, tylko nie o Michale i Sylwii.

Wróciłam do swojego życia. Chodziłam do pracy, gotowałam, czytałam powieści. Wieczorami siadałam przy oknie i patrzyłam, jak dzieci na podwórku ganiają się w berka.

Czasem myślałam o Michale. Ciekawe, do kogo jest podobny? Ale te myśli przychodziły i odchodziły jak chmury na niebie. Nie chwytałam ich.

Pewnego ranka dostałam SMS od Natalii: Mamo, wybacz. Zrozumiałam. Masz rację.

Uśmiechnęłam się i napisałam: Dziękuję, kochanie. Kocham cię.

Usiadłam przy oknie z filiżanką herbaty i spojrzałam na swoje mieszkanie. Małe, przytulne, pełne światła. To było moje miejsce. Mój dom. Moje życie.

Nie zostałam bohaterką. Nie uratowałam dziecka. Nie poświęciłam się.

Uratowałam siebie. I to też była wygrana.

Cicha, bez fajerwerków. Ale prawdziwa.

Wzięłam łyk herbaty i sięgnęłam po książkę. Za oknem świeciło słońce, a świat dalej się kręcił.

I pierwszy raz od dawna nie czułam już winy, iż wybrałam siebie.

Idź do oryginalnego materiału