"Martwe zło: Ogień": Wyjaśniamy dwie sceny po napisach

filmweb.pl 1 tydzień temu
Zdjęcie: plakat


W ten weekend na ekrany kin trafia „Martwe zło: Ogień”, najnowsza odsłona kultowej serii horrorów w reżyserii Sébastiena Vanička („Robactwo”). Podczas seansu warto zostać w fotelu do samego końca. Produkcja oferuje zarówno scenę w trakcie napisów, jak i po ich zakończeniu.

Uwaga! Spoilery




Scena w trakcie napisów: co stało się z babcią Polly?

Pierwsza dodatkowa scena pojawia się w połowie napisów końcowych i wraca do losów jednej z kluczowych bohaterek filmu. Widzimy babcię Polly (Maude Davey), która została całkowicie opętana. Mimo utraty ręki i śmiertelnych obrażeń kobieta czołga się poboczem drogi.

Kiedy obok zatrzymuje się samochód, a zaniepokojona kierowczyni pyta, czy potrzebuje pomocy, Polly początkowo udaje bezbronną staruszkę i skarży się na ból nóg. Chwilę później rzuca się jednak na kobietę z demonicznym okrzykiem: „W porządku, wezmę twoje”.



Scena po napisach: powrót bohaterki z „Martwego zła: Przebudzenie”

Znacznie większe znaczenie dla przyszłości całej serii ma scena umieszczona po napisach końcowych. Akcja przenosi się do krematorium, w którym rozgrywała się część wydarzeń filmu. Córka kobiety zarządzającej placówką przegląda nieodebrane urny z prochami. Czytając nazwiska umieszczone na naczyniach, trafia na imię Ellie.

W pomieszczeniu zaczynają dziać się niewytłumaczalne rzeczy. Gdy dziewczynka spogląda w lustro, z odbicia patrzy na nią Ellie (Alyssa Sutherland) – główna antagonistka filmu „Martwe zło: Przebudzenie”. Krótka scena potwierdza, iż choć fizyczne ciało bohaterki zostało zniszczone w finale poprzedniej części, demoniczna siła, która ją opętała, wciąż istnieje. To wyraźna zapowiedź, iż zagrożenie jeszcze nie minęło.



Tak nową odsłonę serii ocenił w swojej recenzji Marcin Pietrzyk:



Bez dwóch zdań Sébastien Vanicek nakręcił niezwykle satysfakcjonującą filmową krwawą orgię. Czy jednak jest to dobry dodatek do uniwersum "Martwego zła"? Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa i w dużej mierze zależy od nastawienia i oczekiwań. Twórca pozostaje wierny mitologii tego świata. Zdarza mu się również parafrazować sceny znane z oryginału. W żadnym momencie nie zapomina więc, iż jego film stanowi część większej całość. Zarazem jednak "Martwe zło: Ogień" mocno różni się od tego, co oferowały wcześniejsze tytuły. Reżyser niemal całkowicie rezygnuje z budowania strefy buforowej między ekranową brutalnością a widzem. Jesteśmy więc w tym samym mrocznym lesie, ale w zupełnie innym jego miejscu, z odmiennym klimatem. Dla niektórych widzów ta zmiana będzie nie do przyjęcia. Mam jednak nadzieję, iż większość widzów zaakceptuje wizję reżysera. Warto.
Idź do oryginalnego materiału