Tydzień po wielkim finale 2. sezonu serialu "Daredevil: Odrodzenie" Jon Bernthal, czyli nasz ulubiony twardziel Frank Castle, wraca do uniwersum Marvela w specjalnym odcinku "Punisher: Ostatnie starcie". Punisher znów wpada tu w wir walki, co sprawi, iż jego fani – jak przeczytacie w naszej recenzji – będą suszyli zęby przez całe trzy kwadranse.
"Punisher: Ostatnie starcie" to wspólne dzieło Reinalda Marcusa Greena i oraz Jona Bernthala. Odcinek można już oglądać w Disney+.
Czego spodziewać się po tym specjalnym odcinku? Bartek Czartoryski widział już "Punishera: Ostatnie starcie" i dzieli się dla nas swoimi wrażeniami. Jego recenzję znajdziecie POD LINKIEM TUTAJ, a jej fragmenty można przeczytać poniżej.
W recenzji Bartka przeczytacie:
Średniometrażowy odcinek specjalny skonstruowany jest na skojarzeniu z indonezyjskim akcyjniakiem "Raid" – ale na opak. Bo Castle toruje sobie drogę ze swojego mieszkania położonego na jednym z wyższych pięter na sam dół, chcąc ujść z życiem. Ile ono dla niego znaczy to kwestia osobna, bo wydaje się, iż napędza go nie żadne tam "joie de vivre", ale czysty instynkt, pamięć mięśniowa każąca mu mechanicznie, aż do znudzenia powtarzać pewne sekwencje.
Autor pisze również:
Nowy Jork wygląda tu bowiem jak z pamfletu dystrybuowanego przez politycznych rywali urzędującego obecnego burmistrza, krzyczących głośno o bezprawiu i degrengoladzie panujących na tamtejszych ulicach. Ale Castle’a to nie rusza, odwraca się plecami do jawnej niesprawiedliwości, nie jest już bojownikiem tylko cierpiętnikiem. Mętne oczy dostrzegają jedynie zjawy z przeszłości, reszta to biały szum.
A także:
Ciekawy to przypadek, ten cały Punisher, który należy do zupełnie innego porządku niż pozostałe postacie z MCU. I nie chodzi choćby o brutalność, z jaką rozprawia się z intruzami, penetrując labiryntowe korytarze i klatki schodowe swojego budynku, ale o konstrukcję psychologiczną tej postaci.
Cała recenzja odcinka "Punisher: Ostatnie starcie" dostępna jest już na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.
"Punisher: Ostatnie starcie" to wspólne dzieło Reinalda Marcusa Greena i oraz Jona Bernthala. Odcinek można już oglądać w Disney+.
Czego spodziewać się po tym specjalnym odcinku? Bartek Czartoryski widział już "Punishera: Ostatnie starcie" i dzieli się dla nas swoimi wrażeniami. Jego recenzję znajdziecie POD LINKIEM TUTAJ, a jej fragmenty można przeczytać poniżej.
"Punisher: Ostatnie starcie"
Recenzja odcinka "Punisher: Ostatnie starcie" | Disney+
W recenzji Bartka przeczytacie:
Średniometrażowy odcinek specjalny skonstruowany jest na skojarzeniu z indonezyjskim akcyjniakiem "Raid" – ale na opak. Bo Castle toruje sobie drogę ze swojego mieszkania położonego na jednym z wyższych pięter na sam dół, chcąc ujść z życiem. Ile ono dla niego znaczy to kwestia osobna, bo wydaje się, iż napędza go nie żadne tam "joie de vivre", ale czysty instynkt, pamięć mięśniowa każąca mu mechanicznie, aż do znudzenia powtarzać pewne sekwencje.
Autor pisze również:
Nowy Jork wygląda tu bowiem jak z pamfletu dystrybuowanego przez politycznych rywali urzędującego obecnego burmistrza, krzyczących głośno o bezprawiu i degrengoladzie panujących na tamtejszych ulicach. Ale Castle’a to nie rusza, odwraca się plecami do jawnej niesprawiedliwości, nie jest już bojownikiem tylko cierpiętnikiem. Mętne oczy dostrzegają jedynie zjawy z przeszłości, reszta to biały szum.
A także:
Ciekawy to przypadek, ten cały Punisher, który należy do zupełnie innego porządku niż pozostałe postacie z MCU. I nie chodzi choćby o brutalność, z jaką rozprawia się z intruzami, penetrując labiryntowe korytarze i klatki schodowe swojego budynku, ale o konstrukcję psychologiczną tej postaci.
Cała recenzja odcinka "Punisher: Ostatnie starcie" dostępna jest już na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.
"Punisher: Ostatnie starcie" – zobacz zwiastun











