Mama jest przekonana, iż moja dziewczyna jest ze mną tylko dla mojego mieszkania w Warszawie

polregion.pl 6 godzin temu

Moja mama jest przekonana, iż moja dziewczyna jest ze mną tylko dla mieszkania. Mieszkam z mamą w przestronnym trzypokojowym mieszkaniu w samym sercu tętniącego życiem Krakowa. To mieszkanie zostało nam po rozwodzie rodziców tata odszedł, zostawiając nam wszystko. Na początku utrzymywał jakiś kontakt, dzwonił czasem, żeby zapytać, jak się mam, ale z biegiem lat te rozmowy się skończyły. Teraz odzywa się tylko zimnymi, mechanicznymi życzeniami świątecznymi.

Mama nigdy nie zbudowała sobie nowego życia uczuciowego. Przez jej życie przewinęło się kilku mężczyzn, ale żaden nie wyszedł poza dwa, trzy randki. Może po prostu nie chciała, a może nie znalazła nikogo, kto mógłby zastąpić tatę.

Ja też długo nie miałem poważnego związku. Były spotkania, randki, ale nic na dłużej. Nie trzymałem się nikogo na siłę, tylko po to, żeby nie być sam. jeżeli nie było tej iskry, mówiłem to wprost. Nie chciałem marnować ani swojego, czyjegoś czasu.

Aż pewnego dnia wszystko się zmieniło.

Poznałem miłość swojego życia. Kiedy pierwszy raz spojrzałem w oczy Zosi, od razu wiedziałem, iż to coś innego. Od pierwszej chwili poczułem między nami tę wyjątkową więź. Tonąłem w niej, chciałem spędzać z nią każdą wolną chwilę.

Zosia przyjechała do Krakowa z małej wsi w Beskidach. Zaczęła studia i walczyła, żeby odnaleźć się w dużym mieście. Jest ambitna, inteligentna, serdeczna i przepiękna. Zbliżyliśmy się do siebie bardzo szybko, zaczęliśmy się spotykać i po raz pierwszy w życiu poczułem prawdziwe, bezgraniczne szczęście.

Ale dla mojej mamy to szczęście stało się otwartą raną, czymś nie do zniesienia.

Odrzuciła mój wybór z furią. Zawsze byłem z mamą szczery. Wiedziała o wszystkich dziewczynach, z którymi się spotykałem, nigdy przed nią nic nie ukrywałem. Więc kiedy opowiedziałem jej o Zosi, spodziewałem się zwykłej reakcji może lekkiej nieufności, ale też ciekawości.

Zamiast tego rozpętała się burza.

Nawet nie chciała słuchać. Ledwo wspomniałem, iż Zosia jest z innego miasta, a mama przerwała mi, krzycząc, iż ta dziewczyna jest ze mną tylko dla mojego statusu, wygody i przede wszystkim dla naszego mieszkania.

Byłem w szoku, jak rażony piorunem.

Skąd jej się to wzięło? Jak mogła oceniać kogoś, kogo nigdy nie widziała, z kim nigdy nie zamieniła słowa?

Mama zamknęła się w nieugiętej wrogości wobec naszego związku. Rozpętała awantury, darła się aż do chrypu, rzucała się w płacz, próbując mi wmówić, iż właśnie popełniam największy błąd w życiu. Jej zdaniem, byłem dla Zosi tylko okazją, sposobem na życie w mieście, a w końcu złamie mi serce i wyrzuci jak stary śmieć.

Próbowałem się bronić, tłumaczyłem, iż Zosia nigdy nie sugerowała, żebyśmy razem zamieszkali. Ma swoje wynajmowane mieszkanie, nie prosi mnie o pieniądze ani pomoc. Jest niezależna, przyzwyczajona do radzenia sobie sama.

Ale mama pozostawała nieugięta, twarda jak skała.

Presja, która mnie zmiażdżyła. Na początku starałem się ignorować jej słowa. Wierzyłem Zosi, wiedziałem, iż nie jest ze mną dla mieszkania. Ale kiedy słyszysz te same oskarżenia dzień w dzień, w końcu zaczynasz wątpić.

Zacząłem nadsłuchiwać tych toksycznych podszeptów.

Analizowałem każdy gest Zosi, szukając ukrytych intencji tam, gdzie ich nie było.

Dlaczego jest taka troskliwa? Może to tylko gra? Dlaczego mi coś kupuje? Może coś knuje?

Doprowadziłem się na skraj obłędu.

Zosia oczywiście zauważyła, iż coś jest nie tak. Pytała, czy wszystko w porządku, czy coś się stało. Chciałem jej wszystko powiedzieć, ale wstyd mnie paraliżował, ściskał za gardło.

Jak mam powiedzieć kobiecie, którą kocham, iż moja własna matka widzi w niej wyrachowaną poszukiwaczkę mieszkania?

Miłość czy rodzina? Konflikt z mamą osiągnął punkt krytyczny.

Postawiła mi ultimatum, zimne i ostre jak nóż albo zerwę z Zosią, albo pożegnam się z normalną relacją z nią.

Byłem zagubiony, na krawędzi, z sercem w kawałkach.

Z jednej strony moja mama. Wychowała mnie, opiekowała się mną, a ja czułem wobec niej ciężki obowiązek, dług, którego nie mogłem zignorować.

Ale z drugiej strony czy nie mam prawa do własnego szczęścia? Czy nie zasługuję na miłość, którą wybrało moje serce?

Mama nie chciała słuchać moich próśb. Jej pewność była jak mur, nie do przebicia.

Zrozumiałem, iż muszę podjąć decyzję.

Ale jaką?

Boję się, iż się pomylę. Drżę na myśl, iż stracę tę, którą kocham ponad wszystko, ale nie jestem też gotowy, żeby odciąć się od mamy.

A może ona po prostu boi się zostać sama, porzucona w ciszy? A może widzi coś, czego miłość zasłania mi oczy?

Jestem rozdarty między obowiązkiem a uczuciem, rozrywany w nieskończonej męce. I na razie nie wiem, jak z tego wyjść

Idź do oryginalnego materiału