Recenzja pierwszych pięciu odcinków serialu.
“Gwiezdne miasteczko” to spin-off popularnego, liczącego już pięć sezonów serialu “For All Mankind”. Założenie macierzystej produkcji jest tyleż proste, co intrygujące – prezentuje alternatywną wizję świata, w której to nie Amerykanie, ale ZSRR jako pierwsze doprowadziło do lądowania człowieka na Księżycu, co całkowicie zmieniło układ sił geopolitycznych na świecie. “For All Mankind” ukazuje wyścig kosmiczny z perspektywy grupy osób zaangażowanych w projekt – osobiste historie astronautów, naukowców, pracowników technicznych i kierowniczych NASA przeplatają się tam z wątkami podboju kosmosu. Kolejne sezony dzielą dekady; pierwszy rozgrywa się na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, drugi w latach 80., trzeci 90. itd. co pozwala twórcom konsekwentnie rozwijać pomysł alternatywnej wizji świata. W “Gwiezdnym miasteczku” robią oni jednak kilka kroków wstecz i postanawiają spojrzeć na temat z innej, bo sowieckiej, perspektywy.
Konstrukcyjnie nowy serial dostępny na platformie Apple TV to bliźniak swojego starszego brata. Założenia są bowiem identyczne – opowiedzieć o misji kosmicznej poprzez prywatne historie osób z nią związanych. Zamknięty ekosystem “Gwiezdnego miasteczka” tworzą naukowcy, kosmonauci, a także przedstawiciele władzy nadzorującej projekt i inwigilującej obywateli. Główną różnicą są realia, w jakich przyszło im pracować. Brak tu naiwnego optymizmu i heroicznej wiary, które cechowały postacie po amerykańskiej stronie. Atmosfera zaszczucia i paranoi gwałtownie wdziera się w codzienność bohaterów, a sukcesy są iluzoryczne i niesatysfakcjonujące (doskonale unaocznia to scena z medalem z pierwszego odcinka, nieprzypadkowo ustanawiająca ton całego serialu) – stłamszone przez ustrój, w którym nie ma miejsca na kult jednostki, a wszystkie wybitne osiągnięcia przypisuje się partii.
W tej wielowątkowej opowieści śledzimy losy kilkorga różnych bohaterów, których jednak łączy pewne pęknięcie. Rozdarcie między pasją do pracy, wiarą w marzenia a opresyjnym traktowaniem ze strony totalitarnej władzy. Główny Konstruktor (Rhys Ifans) musi pracować w tajemnicy, by odkryć kolejne tajemnice kosmosu. Młoda i ambitna Irina Morozova (Agnes O'Casey) zostaje oddelegowana do podsłuchiwania pracowników misji, w czym dojrzy szansę na realizację własnych planów. Kosmonautka Anastasia Belikova (Alice Englert) mówi kilka słów za dużo i jej obiecująca kariera jako pierwszej kobiety w kosmosie zostaje zakończona niczym ucięta nożem. Wszyscy ci bohaterowie tkwią w impasie – między chęcią działania a ograniczeniami narzuconymi przez system. Ta dychotomia tworzy specyficzne napięcie, czego efektem jest polityczny thriller potrafiący trzymać za gardło. Całości dopełniają wątki szpiegowskie, które tylko potęgują paranoiczny klimat, i drobiazgowa stylizacja. Kostiumy, scenografia, wykorzystany filtr, przez który wszystko sprawia jeszcze bardziej depresyjne wrażenie, działają na rzecz osadzenia opowieści w konkretnym miejscu i czasie.
“Gwiezdne miasteczko” po pięciu odcinkach prezentuje się jako niezwykle udany spin-off – zwłaszcza w momencie, gdy serial-matka na etapie najnowszego sezonu zaczyna coraz wyraźniej zjadać własny ogon. Cofnięcie się w czasie i ukazanie sytuacji z całkowicie innej perspektywy tchnęło oddech świeżości w wyeksploatowany pomysł. Nowy zestaw bohaterów jest równie intrygujący, co ich amerykańskie odpowiedniki (z Edem Baldwinem na czele), a całości dodatkowego smaczku dodaje historyczny rys i ukazanie absurdów socjalistycznego państwa.
“Gwiezdne Miasteczko” i “For All Mankind” łączy coś jeszcze – niespieszne tempo, skupienie na osobistych historiach i intryga, która rozgrywa się w tle niemal mimochodem. Twórcy doskonale potrafią uśpić czujność widza, by następnie zaskoczyć go emocjonalnym cliffhangerem; odcinek piąty udowadnia to z nawiązką, sprawiając wrażenie kulminacji kilku równoległych wątków i wchodząc na naprawdę wysokie obroty. Biorąc pod uwagę, iż do końca pierwszego sezonu zostały jeszcze trzy epizody, jestem bardzo ciekaw, gdzie też zabierze bohaterów ta historia. Postacie z “Gwiezdnego miasteczka” są bowiem jak bezwładne marionetki w trybach wielkiej historii. Każdy z nich ma własne ambicje, cele i marzenia – kolejne odcinki pokażą, które z nich uda się zrealizować mimo przeciwności losu.
“Gwiezdne miasteczko” to spin-off popularnego, liczącego już pięć sezonów serialu “For All Mankind”. Założenie macierzystej produkcji jest tyleż proste, co intrygujące – prezentuje alternatywną wizję świata, w której to nie Amerykanie, ale ZSRR jako pierwsze doprowadziło do lądowania człowieka na Księżycu, co całkowicie zmieniło układ sił geopolitycznych na świecie. “For All Mankind” ukazuje wyścig kosmiczny z perspektywy grupy osób zaangażowanych w projekt – osobiste historie astronautów, naukowców, pracowników technicznych i kierowniczych NASA przeplatają się tam z wątkami podboju kosmosu. Kolejne sezony dzielą dekady; pierwszy rozgrywa się na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, drugi w latach 80., trzeci 90. itd. co pozwala twórcom konsekwentnie rozwijać pomysł alternatywnej wizji świata. W “Gwiezdnym miasteczku” robią oni jednak kilka kroków wstecz i postanawiają spojrzeć na temat z innej, bo sowieckiej, perspektywy.
Konstrukcyjnie nowy serial dostępny na platformie Apple TV to bliźniak swojego starszego brata. Założenia są bowiem identyczne – opowiedzieć o misji kosmicznej poprzez prywatne historie osób z nią związanych. Zamknięty ekosystem “Gwiezdnego miasteczka” tworzą naukowcy, kosmonauci, a także przedstawiciele władzy nadzorującej projekt i inwigilującej obywateli. Główną różnicą są realia, w jakich przyszło im pracować. Brak tu naiwnego optymizmu i heroicznej wiary, które cechowały postacie po amerykańskiej stronie. Atmosfera zaszczucia i paranoi gwałtownie wdziera się w codzienność bohaterów, a sukcesy są iluzoryczne i niesatysfakcjonujące (doskonale unaocznia to scena z medalem z pierwszego odcinka, nieprzypadkowo ustanawiająca ton całego serialu) – stłamszone przez ustrój, w którym nie ma miejsca na kult jednostki, a wszystkie wybitne osiągnięcia przypisuje się partii.
W tej wielowątkowej opowieści śledzimy losy kilkorga różnych bohaterów, których jednak łączy pewne pęknięcie. Rozdarcie między pasją do pracy, wiarą w marzenia a opresyjnym traktowaniem ze strony totalitarnej władzy. Główny Konstruktor (Rhys Ifans) musi pracować w tajemnicy, by odkryć kolejne tajemnice kosmosu. Młoda i ambitna Irina Morozova (Agnes O'Casey) zostaje oddelegowana do podsłuchiwania pracowników misji, w czym dojrzy szansę na realizację własnych planów. Kosmonautka Anastasia Belikova (Alice Englert) mówi kilka słów za dużo i jej obiecująca kariera jako pierwszej kobiety w kosmosie zostaje zakończona niczym ucięta nożem. Wszyscy ci bohaterowie tkwią w impasie – między chęcią działania a ograniczeniami narzuconymi przez system. Ta dychotomia tworzy specyficzne napięcie, czego efektem jest polityczny thriller potrafiący trzymać za gardło. Całości dopełniają wątki szpiegowskie, które tylko potęgują paranoiczny klimat, i drobiazgowa stylizacja. Kostiumy, scenografia, wykorzystany filtr, przez który wszystko sprawia jeszcze bardziej depresyjne wrażenie, działają na rzecz osadzenia opowieści w konkretnym miejscu i czasie.
“Gwiezdne miasteczko” po pięciu odcinkach prezentuje się jako niezwykle udany spin-off – zwłaszcza w momencie, gdy serial-matka na etapie najnowszego sezonu zaczyna coraz wyraźniej zjadać własny ogon. Cofnięcie się w czasie i ukazanie sytuacji z całkowicie innej perspektywy tchnęło oddech świeżości w wyeksploatowany pomysł. Nowy zestaw bohaterów jest równie intrygujący, co ich amerykańskie odpowiedniki (z Edem Baldwinem na czele), a całości dodatkowego smaczku dodaje historyczny rys i ukazanie absurdów socjalistycznego państwa.
“Gwiezdne Miasteczko” i “For All Mankind” łączy coś jeszcze – niespieszne tempo, skupienie na osobistych historiach i intryga, która rozgrywa się w tle niemal mimochodem. Twórcy doskonale potrafią uśpić czujność widza, by następnie zaskoczyć go emocjonalnym cliffhangerem; odcinek piąty udowadnia to z nawiązką, sprawiając wrażenie kulminacji kilku równoległych wątków i wchodząc na naprawdę wysokie obroty. Biorąc pod uwagę, iż do końca pierwszego sezonu zostały jeszcze trzy epizody, jestem bardzo ciekaw, gdzie też zabierze bohaterów ta historia. Postacie z “Gwiezdnego miasteczka” są bowiem jak bezwładne marionetki w trybach wielkiej historii. Każdy z nich ma własne ambicje, cele i marzenia – kolejne odcinki pokażą, które z nich uda się zrealizować mimo przeciwności losu.














