„Ludzie z bagien” – horror zbyt ekstremalny?

panodkultury.com.pl 3 godzin temu
Read Time:3 Minute, 27 Second

„Ludzie z bagien” (w oryg. „Creekers”) to powieść z tytułem adekwatnym do treści. To niezłe bagno.

„Ludzie z bagien” to horror ekstremalny. Rozumiem, iż literatura nie zawsze musi piękna. Nie w każdej powieści musi zachwycać bursztynowy świerzop tańczący wśród fal burzanów, ale Edard Lee przegiął pałę. Przegiął, połamał, wyrwał, zrobił nią sobie dobrze i rzucił mutantom na pożarcie. To jest tego typu horror, którego czytania będziecie się wstydzić jadąc tramwajem.

Phil Straker, czyli strudzony gliniarz po przejściach, wraca do rodzinnego miasteczka Crick City. Amerykańskie zapyziałe zadupie do kwadratu (o czym autor uparcie przypomina), gdzie centralnym punktem jest burdel z paniami wijącymi się wokół asortymentu hydraulicznego. Nasz protagonista za za zadanie rozpracować miejscową szajkę handlującą prochami. Przy okazji odkrywa, iż jego dawna dziewczyna zmieniła profesję i handluje swoimi przymiotami płciowymi. Za mało problemów? Okolicą trzęsą Bagnowi, czyli zmutowana kazirodczo-kanibalistyczna społeczność z lasu. Dobra, nie oszukujemy się, fabuła i wątek kryminalny to tylko pretekst to kolejnej rzezi, makabry i kopulacji z piekła rodem.

Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i

Edward Lee, Ludzie z Bagien, recenzja książki

„Ludzie z bagien” – typowy dzień w Crick City

Wyobraź sobie randkę, na której ktoś zamiast się przedstawić od razu rozpina rozporek i wyciąga dziabonga. Edward Lee tak właśnie pisze. Już na pierwszych stronach „Ludzi z bagien” dostajemy imponujący męski organ, bolesną miłość i kanibalizm. A dalej jest już tylko mocniej, bo przecież zgodnie z zasadą Hitchcocka, zaczynasz od trzęsienia ziemi, a później napięcie ma rosnąć. Zdeformowane nierządnice, wkładanie przedmiotów we wszystkie otwory ciała (jeśli ich brakuje, robi się nowe), absurdalna przemoc, no i słowo „cyce” odmieniane przez wszystkie przypadki. Poznacie też takie słowa i zwroty jak np. „zakutasić”, „bryknąć wacka”. Dowiecie się, iż można kogoś „kochać od „zaplecza” tak mocno, iż ekskrementy wystrzelą mu nosem. Do tego Bagnowi, ohydne wieśniaki, mówią swoim amerykańskim wieśniackim językiem, ale w polskim tłumaczeniu brzmi jak śląska gwara.

Zdeformowana przez kazirodztwo nastoletnia niewolnica, obnażająca się przez napaleńcami w klubie to mało? Dziewczyna wyłamuje sobie nogi i robi sobie nimi dobrze. Szokujące? W Crick City to dzień jak każdy inny. Idziesz rano po kajzerki, po drodze jakiś gwałcik i tortury, może kreska prochów, po drodze mijasz obdarte ze skóry trupy, a później można spokojnie wypić pierwszą kawę.

Ludzie z bagien, książka horror

Gdy horror próbuje cię zdeformować…

Uwielbiam horrory, także te mocne i bez znieczulenia. Jednak deformacje w „Substancji” miały przesłanie. Jack Ketchum w swoich powieściach dla przemocy potrafił znaleźć usprawiedliwienie. Uczucie dyskomfortu miało cel. Edward Lee stosuje ekstremalną przemoc dla samej przemocy. Wyłamywane kończyny, bezkarnie katowane dziewczyny, brutalnie wymuszone zbliżenia. Szok dla szoku. Nic więcej. Gdy w epatowaniu okrucieństwem Jack Ketchum zachowywał pewną grację, Edward Lee jest po prostu topornym i ociężałym rębajłą. Potwornie upokarza swoich bohaterów, a także czytelnika.

„Ludzie z bagien” to samo zło? Jest w tej książce coś dobrego, czego można się złapać? Świat wykreowany przez Lee jest wysterylizowany z wszelkiego dobra, nadziei czy ciepła. To co pozytywne zostało zakopane głęboko pod stosem wychędożonych nieboszczyków. Cały świat wydaje się zdeformowany jak ludzie z Bagien i próbuje zdeformować ciebie. Jak przetrwać w tej przygnębiającej grotesce? Ja próbowałem się chwycić relacji Phil-Susan. To naprawdę niezła chemia, od kwasów po interesujące związki i reakcje wybuchowe. Ta iskrząca relacja powinna być osią opowieści. Niestety, zamiast podtrzymywać damsko-męskie napięcie, Edward Lee gwałtownie spłaszcza znajomość pary i kończy się na pospolitym grzmoceniu. I niestety, ta intrygująca relacja ginie w zalewie krwi, flaków i przemocy. Staje się tylko dodatkiem do sieczki, makabry, bezczeszczenia i krwawej łaźni.

horror Ludzie z bagien, recenzja książki

Jeśli lubicie horrory z kategorii „im gorsze tym lepsze”, przy których horrory klasy B są jak wizyta w filharmonii tfu jego mać, przeczytajcie „Ludzi z bagien”. jeżeli marzy wam się „Cannibal Holocaust” w wersji ero, będziecie ślinić się z ukontentowania. jeżeli rajcuje was ekstremalna przemoc, to książka dla was. Nie kupuję natomiast często powtarzanych rekomendacji, iż „Ludzie z bagien” to powieść dla czytelników, którzy lubią przekraczanie granic. To literatura dla osób, które już dawno przekroczyły wszelkie granice. A może jeżeli podobają ci się „Ludzie z bagien”, to sygnał ostrzegawczy, iż zabrnęło się za daleko i czas wrócić?

Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na Facebooka i

About Post Author

Pan Od Kultury - Wojciech Kozicki

Miłośnik dobrych historii, gitarzysta, fan "Misia" i starych komiksów
http://panodkultury.com.pl
Idź do oryginalnego materiału