1 listopada to dzień szczególny. I nie mam namyśli podróżowania i odwiedzania grobów bliskich. jeżeli zapomnimy na chwilę o gonitwie i konieczności zapalenia znicza u wszystkich… czas nieco zwalnia. I to jest dobry moment na wspomnienia. Na snucie historii i opowieści.
Lubię opowiadać o tacie. Dzieciaki nigdy go nie poznały, bo odszedł młodo. On też nie wiedział, iż ma wspaniałe wnuki. Dziś z rozmowy wyszło, iż Maciek był przekonany, iż Krzysiu dziadka poznał. Niestety nie. Ale cała sytuacja stała się pretekstem do rozmowy o dziadku.
Są rzeczy, czasami zupełnie wydawałoby się nieistotne – które zapadają w pamięci.
Dziadek budował modele samolotów zdalnie sterowanych. Mieliśmy w domu RWD9 i Osę. Ten drugi trafił do szkoły (mojej podstawówki), gdzie stanowił wystrój harcerki. I kto wie, może w szkole jest do dzisiaj?
Dziadek był zdolniachą. Nie tylko takie rzeczy robił. Był fizykiem i elektronikiem. Mieliśmy w domu telewizor, który zbudował od podstaw, a ja miałem pierwszego ZX Spectrum, którego także zbudował. Wyglądał zupełnie inaczej od oryginału, miał wbudowany magnetofon i wiele godzin spędziliśmy przy nim z kolegami.
W ramach pracy mój tata zrobił system sterowania gwiazdami w Planetarium Śląskim. Z kolegą zaprojektowali, zbudowali i uruchomili sterowanie. To był nowoczesny system, który później montowali później w innych obiektach w Polsce.
Zawsze kiedy przejeżdżam koło wieży zegarowej w Chorzowie przypominam sobie, iż tutaj także mój tata przygotowywał system sterowania. Dziś pewnie już zastąpiony współczesnymi rozwiązaniami, ale pamięć o tych drobiazgach została.
Opowiadałem chłopakom o dziadku.
O tym jak graliśmy całymi nocami w Chuckie Egg 2. Później były Tomb Ridery i Indiana Jones. Niestety, tych gier było kilka – nie to co teraz. Żałuję, iż nie mogliśmy zagrać wspólnie w wiele współczesnych tytułów – na pewno byłby zachwycony zmianami jakie zaszły.
Kiedyś nie można było wypożyczyć kajaka, jak się nie miało karty pływackiej. Uwierzycie? Tata nie miał. Ale chciał dzieciakom zrobić przyjemność. Umieć pływać to nie to samo co zdać egzamin. Pamiętam jak próbował, ćwiczył i w końcu zaliczył egzamin na wakacjach, żebyśmy mogli wypłynąć.
Pamiętam jak łowiliśmy ryby. Kiedyś trafiliśmy na ławicę i przywieźliśmy całą łódkę okoni. Mama była nieszczęśliwa, chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego.
Oj, pamiętam też wiele wspólnych wyjazdów. Nasze żeglowanie we dwójkę zapadło mi w pamięci. Byłem z ojcem na Mazurach, kiedy runęły wieże Word Trade Center. Rozmowy, zaskoczenie, strach.
Pamiętam moją osiemnastkę, kiedy zepsuł się sprzęt muzyczny i tata przyjechał go naprawić. Cholerą, on naprawdę potrafił wszystko.
Dziadek miał kamerę i dużo kręcił filmów. Na taśmach, szpule później przegrywaliśmy na VHS, a potem CD, żeby ocalić od zapomnienia. To były zupełnie inne czasy niż dziś.
Każda historia przywołuje wspomnienia, kolejne historie. I powiem Wam lubię opowiadać o tacie. Dzięki temu czuję, iż wciąż jest tu z nami.
Czasami patrzę w lustro i wydaje mi się, iż gdzieś tam widzę go w sobie. Ale prawda jest taka, iż mój brat jest bardziej do niego podobny.
Wiecie, powoli zbliżam się do wieku, w którym odszedł. Wtedy wydawało mi się, iż miał swoje lata. Dziś wiem, iż to był młody człowiek. Takie jednak życie jest – niesprawiedliwe.
Żałuję, iż chłopaki nie poznały dziadka. Wiem, iż byłby świetny. I pewnie wiele nocy zarwaliby przed komputerem czy PS4. Szkoda, iż tak się ułożyło.
Za to im jestem starszy – tym więcej historii zaczynam sobie przypominać. Tym bardziej mi taty brakuje. Widzę ile zostało nam odebrane.
Co tu dużo mówić, tęsknię Tato.












