„Lśnienie”, czyli adaptacja bestsellerowej powieści Stephena Kinga, to horror. Nie chodzi jedynie o gatunek filmowy. Droga do statusu filmu kultowego była straszniejsza niż sam film Stanleya Kubricka.
Stanley Kubrick nie przepadał za horrorami. Jak jednak wspominała jego żona Christiane, w wieku 38 lat postanowił, iż nakręci „najstraszniejszy film świata„. Ta myśl wykiełkowała w jego głowie, gdy John Calley z Warner Bros. przysłał mu maszynopis nowej powieści Stephena Kinga. Zafascynował go idealny balans, między warstwą psychologiczną, a paranormalną. Kubrick scenariusz „Lśnienia” zaczął pisać już w 1977 roku (także rok premiery powieści), by 23 maja 1980 roku zaprezentować światu swoje dzieło. Był tak pewny sukcesu, iż początkowo chciał je choćby reklamować hasłem „film tak straszny, iż zwrócimy ci pieniądze, jeżeli wytrzymasz cały seans” (żona wybiła mu to z głowy). Dziś jego „Lśnienie”, przerażające studium obłędu i rozpadu, uważane jest za arcydzieło i jeden z najlepszych filmów w historii. Jednak po premierze nie od razu wszystkich olśniło, iż to wybitny film. Co więcej, zanim widzowie mogli obejrzeć horror w kinach, ekipa filmowa pod wodzą perfekcjonisty Kubricka przeżyła niejeden horror na planie. Ten film dosłownie powstawał w bólach.
Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na
Facebooka i
Kubrick perfekcjonista
Kubrick miał obsesję na punkcie najdrobniejszych szczegółów. Skąd się wzięła? Od dziecka fascynował się robieniem zdjęć, a później zawodowo zajmował się fotografią prasową i wykonał 26 tysięcy zdjęć dla czasopisma „Look”. Kręcił filmy dokumentalne. Po ojcu odziedziczył smykałkę do szachów. Już w młodości pokochał jazz (nawet grał na perkusji), co mogło wpłynąć na jego precyzyjne, wręcz aptekarskie planowanie i budowanie kompozycji. Kręcąc „Lśnienie” dał też upust swojej miłości do starych filmów niemych, w których same kadry opowiadały historię zamiast dialogów. Dorzućmy do tego zamiłowanie Kubricka do muzeum sztuki nowoczesnej Museum of Modern Art i możecie sobie wyobrazić jak podszedł do przeniesienia kultowego horroru Stephena Kinga na kinowy ekran.
Stanley Kubrick kręcący film LśnienieLśnienie to 100% Kubricka w Kubricku
Stanley Kubrick kręcąc „The Shining” chciał wreszcie nakręcić „film Kubricka”. Nikt nie miał mu już narzucać zmian jak w przypadku „Spartakusa”. Już sam plan zdjęciowy, zbudowany w angielskim Elstree Studios, musiał wyglądać dokładnie tak, jak zaplanował Kubrick. Nie bez powodu kręcenie „Lśnienia”, zaplanowane na 4 miesiące, przedłużyło się do czternastu. Do tego Kubrick mroczny horror przewrotnie nakręcił w świetle dziennym, więc niczego nie można było zamaskować ciemnością. Liczył się każdy szczegół. Ekipa filmowa miała przed sobą piekło, ale dobrze wiedziała w co się wpakowała. Wiedzieli jak Stanley Kubrick wręcz chorobliwie rozmieszczał statystów w „Spartakusie” oraz jak w „Dr Strangelove” skrupulatnie odtworzył wnętrze bombowca B-52. Tym razem, zanim padł pierwszy klaps, tygodniami szukano odpowiedniego hotelu, by w końcu wybrać budynek Timberline Lodge na zboczach Mount Hood w Oregonie. Mała ekipa została wysłana, by sfilmować z helikoptera krajonraz Glacial National Park w stanie Montana oraz front hotelu Timberline Lodge, oczywiście według wyczerpujących instrukcji Kubricka (ujęcia wykorzystano również w filmie „Bladerunner”). Co więcej, pierwsze zdjęcia Glacial National Park nie zadowoliły Kubricka, więc kazał je wykonać ponownie, ale już nowej ekipie. Była to praca na kolejne tygodnie.
Kubrick wyjaśnił, iż nie mógł nakręcić filmu w Timberline Lodge, bo nad prawdziwym hotelem nie miał pełnej kontroli. Tygodniami robiono zdjęcia jego wnętrz, by na ich podstawie zbudować makietę z modelami. Na niej testowano m.in. oświetlenie. Później na podstawie tych modeli 300 osób zbudowało adekwatną scenografię. Ogrom pracy trzeba było włożyć w idealne odtworzenie frontu hotelu Timberline Lodge na parkingu przed halą filmową EMI Elstree Studios pod Londynem. Udając filmowy hotel Overlook, front musiał wyglądać identycznie jak na ujęciach plenerowych nakręconych z helikoptera w Oregonie. Katorżnicza praca i gehenna? Później miało być już tylko trudniej.
Stanley Kubrick wręczył mi powieść Stephena Kinga 10 miesięcy przed rozpoczęciem zdjęć. Ustalaliśmy najdrobniejsze szczegóły jak miała wyglądać ostateczna scenografia i poszczególne ujęcia, np. czy kominek miał być w tej części pokoju, a schody w tamtej. To była zadziwiająca dbałość o szczegóły w tworzeniu koncepcji wizualnej filmu. Mieliśmy cały czas kontakt podczas pre-produkcji, by wszystko było dopięte na ostatni guzik. Zaczęliśmy od budowy makiety będącej wzorem dla ostatecznej scenografii. Była pomalowana tak samo, miała identyczne dekoracje, tak samo ją oświetlaliśmy przez miniaturowe okna. Mogliśmy sprawdzić jak światło będzie wpadało przez 5 okien, a jak przez 10, oczywiście pod takim samym kątem jak później na prawdziwym planie. Przez kilka miesięcy co tydzień pojawiałem się na miejscu „budowy”, a moi spece od oświetlenia, Lou Bogue i Larry Smith, wykonywali tytaniczną pracę, by wszystko okablować
– kierownik zdjęć John Alcott wspomina przygotowania do kręcenia filmu „lśnienie”
bliźniaczki Grady („Lśnienie)Obsesja Kubricka na punkcie dubli i rekord Guinnessa
Drobiazgowość Kubricka miała swoją cenę. Zdjęcia szły jak po grudzie, a ekipa była sfrustrowana przebywaniem w zamknięciu przez kilkanaście miesięcy, kręcąc sześć razy w tygodniu, choćby po 16 godzin. W sumie wydano 18 milionów dolarów, a więc dwukrotnie przekroczono zaplanowany budżet. Praca przeciągała się również przez awarie sprzętu. Do tego w studiu filmowym Elstree Studios wybuchł pożar. Ucierpiała część scenografii „Lśnienia”. Udało się ją odbudować, ale kosztowało to sporo czasu i dodatkowe 2,5 mln dolarów.
Kubrick kręcił setki dubli. Samo nakręcenie sceny, w której Jack ściga swojego syna w labiryncie, zajęło ponad miesiąc. Scenę, w której Jack Nicholson zabija Scatmana Crothersa (Dick Halloran), powtarzano 40 razy. Halloran niektóre sceny powtarzał tak wiele razy, iż w końcu zalewał się łzami. Ujęcie, gdy Wendy Torrance broni się przed Jackiem z pomocą kija bejsbolowego, powtarzano 127 razy. Scenę, w której Dick Hallorann wyjaśnia Danny’emu, czym jest tytułowe lśnienie, nakręcono ponad 140 razy. Trafiła do księgi rekordów Guinnessa w kategorii „Most Retakes for One Scene With Dialogue” (Najwięcej dubli pojedynczej sceny z dialogiem).
Kubrick finalnie na „Lśnienie” zużył 400 tysięcy metrów naświetlonej taśmy filmowej. Stosunek nakręconego materiału do długości zmontowanego filmu wynosił 102:1
jak powstawał film Lśnienie„Here’s Johny!” – drzwi do wielkiej kariery
Rola w „Lśnieniu” otworzyła Jackowi Nicholsonowi wiele drzwi. Jednak najpierw musiał sporo drzwi rozwalić. By powstała kultowa scena w „Lśnieniu” („Here’s Johny!”), zużyto 60 drzwi. Początkowo Jack Nicholson bez trudu obracał w drzazgi liche drzwi. Stanley Kubrick dowiedział się, iż aktor pracował niegdyś jako strażak i kazał zamontować znacznie solidniejsze drzwi, by aktor wypadł wiarygodnie. Podobno, aby wprowadzić Nicholsona w odpowiedni nastrój, Kubrick tygodniami karmił go kanapkami z serem, a tych gwiazdor nienawidził. Po latach, Lee Unkrich (reżyser nagrodzony Oscarem za „Toy Story 3” i „Coco”) zdradził, iż to była jedynie kanapkowa legenda. Unkrich wyjaśnił również, iż Kubrick wcale nie kręcił aż tak wielu dubli. Niektórzy po prostu mylili niezliczoną ilość ujęć próbnych z adekwatnymi ujęciami.
Kubrick był perfekcjonistą, który bezkompromisowo realizował swoją wizję „Lśnienia” i kurczowo trzymał się scenariusza. Jednak dla Jacka Nicholsona robił wyjątki i pozwalał mu choćby na własną inwencję. Słynna kwestia „Here’s Johny” była przez aktora zaimprowizowana i nawiązywała do telewizyjnych wejść Johnny’ego Carsona.
Film Lśnienie (The Shining)Stanley Kubrick innowator
Stanley Kubrick lubił eksperymentować i implementować nowinki techniczne. Stosował m.in. obiektywy pierwotnie opracowane dla NASA przy produkcji „Barry’ego Lyndona„. Tworzenie „Lśnienia” wymagało zupełnie nowego podejścia do kręcenia kamerą „z ręki” na żyroskopowym ramieniu (system stabilizacji kamery Steadicam z 1975 roku). Kubrick chciał, by kamera Arriflex BL była umieszczona nisko, blisko podłogi, pokazując świat z perspektywy Danny’ego. Upierał się, iż „obiektyw kamery miał śledzić akcję i bohaterów jak oko widza”. Ekipa musiała się nagimnastykować, by kamerowanie w trybie „low mode” w ciągłym ruchu było płynne. Co ciekawe, ze Steadicamem po planie „Lśnienia” poruszał się sam Garrett Brown, czyli twórca tego rozwiązania (kręcił też Rocky’ego wbiegającego po schodach). Brown stwierdził, iż u Kubricka czuł się jakby „przesuwał pianino i jednocześnie na nim grał”. Dodał, iż była to dla niego idealna okazja, by dopracować wciąż nowatorską wówczas technikę Steadicamu, bo SKubrick miał skłonność do kręcenia wyjątkowo dużej liczby ujęć. W scenie, w której Danny przemierza na rowerku korytarze hotelu Panorama, Garrett Brown ze Steadicamem jechał za nim na wózku inwalidzkim. Kubrick na wózku zainstalował prędkościomierz, by w każdym ujęciu prędkość wózka z kamerą była identyczna. Jak podsumował Brown, „w posługiwaniu się Steadicamem dzięki Kubrickowi osiągnąłem poziom perfekcji Zen”.
Danny Torrance/Danny Lloyd
O rolę Danny’ego Torrance’a ubiegało się ok. 5 tysięcy chłopców, a casting trwał pół roku. Przesłuchania odbywały się w Chicago, Denver i Cincinnati, bo Kubrick szukał dziecka z konkretnym akcentem, będącym wypadkową tego jak mówili Shelley Duvall i Jack Nicholson. 6-letni Danny Lloyd z Illinois nie był pierwszym wyborem Kubricka. Reżyser chciał, by chłopca zagrał Cary Guffey – chłopczyk biegnący za 'lodami’ w „Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia” Stevena Spielberga. Nie dość, iż Lloyd dostał rolę, to jeszcze zdołał wprowadzić swój pomysł do filmu. Chodzi o „mówienie do palca”. Zrobił to podczas castingu, co bardzo spodobało się reżyserowi.
Mieliśmy z nim problem, bo w Anglii dzieci mogły pracować na planie maksymalnie przez 3 godziny dziennie i tylko przez kilka dni w roku kalendarzowym. Na szczęście sama obecność na planie według prawa nie liczyła się jako praca i stricte kręcenie filmu. W jeden dzień robiliśmy próby, a w kolejny kręciliśmy sceny. Zawsze znał swój tekst i chociaż był rozpieszczany na planie, był zdyscyplinowany i skupiony
Stanleu Kubrick o pracy z Dannym Lloydem na planie „Lśnienia”Jak Danny Lloyd zniósł granie w horrorze? Okazuje się, iż choćby nie wiedział, iż kręcony był straszny film. Stanley Kubrick zapewnił chłopca, iż gra w dramacie. Danny nie brał również udziału w kręceniu sceny, w której Wendy ucieka przed Jackiem z dzieckiem na rękach. Lloyd „Lśnienie” obejrzał dopiero, gdy miał 17 lat.
Danny Lloyd w filmie LśnienieCIEKAWOSTKI O FILMIE „LŚNIENIE”:
- Film „Lśnienie” był w USA najczęściej wyświetlanym obrazem w tzw. „kinach dla zmotoryzowanych”
- Scenę, w której krew wylewa się z windy, kręcono 4 kamerami. Operatorzy, byli ukryci w drewnianych skrzyniach, aby uniknąć obryzgania
- Śnieg w finale filmu to tak naprawdę 900 ton styropianu i soli
- Film, który oglądają Wendy i Danny, to „Summer of ’42” z 1971 roku
- Kubrick nakazał manualne zapisanie wszystkich kartek z frazą „All work and no play makes Jack a dull boy”, które Shelley Duvall odkrywa na stoliku. W wersji włoskiej, niemieckiej, polskiej i hiszpańskiej każdorazowo powtórzono ten manewr w języku danego kraju
- Reżyser, by wprawić aktorów w dziwne samopoczucie, kazał im oglądać film ” Eraserhead ” Davida Lyncha.
- W finałowej scenie mgła to tak naprawdę szkodliwy dym olejowy
- Książkowy pokój 217 zamieniono w filmie na 237. Właściciele hotelu Timberline Lodge bali się, iż klienci będą unikali istniejącego pokoju 217, a pomieszczenie nr 237 było fikcyjne
- Zdjęcie w finałowej scenie naprawdę pochodzi z 1921 roku. Poświęcono sporo pracy, by wiarygodnie wmontować Jacka Nicholsona w fotografię
- W finale utwór „Midnight, the Stars and You” gra zespół Raya Noble’a, a śpiewa Al Bowly. To melodia popularna w Anglii w latach 20. XX wieku
Jack Nicholson w filmie LśnienieKrew go zalała… dosłownie
Dzisiaj scena, w której fala krwi eksploduje z windy, powstałaby w kwadrans. Magia CGI. Chociaż Kubrickowi udało się ją nakręcić w zaledwie trzech ujęciach (po każdym mnóstwo czasu zajmowało czyszczenie korytarza), to samo planowanie zajęło rok. Podobno zużyto 1100 litrów sztucznej krwi! Zbudowano specjalny system, który odpowiadał za efektowne chluśnięcie, ale płyn oraz ogromne ciśnienie raz za razem niszczyły elektronikę. Do tego reżyser długo nie był usatysfakcjonowany gęstością i kolorem krwi. Jak wspomniał asystent reżysera Leon Vitali, Kubrick miał wyjść w trakcie kręcenia i powiedzieć „nie mogę na to patrzeć, dajcie mi znać po wszystkim”.
Warto przypomnieć, iż w tamtych latach zakazane było pokazywanie krwi w zwiastunach filmowych dopuszczonych dla wszystkich przedziałów wiekowych. Kubrick przekonał jednak członków komisji MPAA, iż tak naprawdę była to woda zabarwiona rdzą.
Najtrudniejsza rola w życiu Shelley Duvall
Shelley Duvall przeżyła 9-miesięczny horror na planie horroru. Rolę od razu miała w kieszeni, bez castingu, bo Kubrick zachwycił się nią w filmie „Trzy kobiety” Roberta Altmana. Castingowa decyzja zapadła zanim jeszcze powstał scenariusz do „Lśnienia”. Później już tak pięknie nie było. Krążą legendy o tym jak Jack Nicholson dręczył aktorkę psychicznie. Z nerwów miały wypadać jej włosy. Nie dość, iż dochodziła do siebie po rozstaniu z partnerem, to Kubrick prowokował ją do skrajnych emocji, by lepiej weszła w rolę. Na nagraniach z planu widać jaki ganił ją np. za zepsute ujęcia. W scenach z nożem kazał jej używać prawdziwego ostrza, co dodatkowo ją stresowało. Doprowadził ją do takiego stanu, iż „płakała bez konieczności wymuszania łez”. Gdy zapytano ją, czy Kubrick był okrutny i psychicznie ją torturował, odpowiedziała jedynie, iż „to była najtrudniejsza rola w życiu”. Po latach przyznała, iż krzywdził ją, ale wybacza mu, bo dzięki ekstremalnym przeżyciom rozwinęła się jako aktorka.
Nakręcenie sceny, w której Jack Nicholson walczy z Shelley Duvall na schodach, wymagało wielu prób. To był jeden z największych problemów, by Shelley stworzyła i utrzymała stan histerii przez całą scenę. Sporo zajęło jej opanowanie tej umiejętności, ale gdy już się udało, wystarczyło tylko kilka dubli, chyba 5, a dwa ostatnie były naprawdę dobre. zwykle ujęcia powtarzam wiele razy, bo aktorzy nie pamiętają tekstu. Aktor jest w stanie świadomie skupić się tylko na jednej rzeczy naraz. jeżeli opanował tekst jedynie do tego stopnia, iż potrafi go mówić tylko wtedy, gdy nieustannie o nim myśli, to zacznie mieć problemy w chwili, gdy będzie musiał jednocześnie przeżywać emocje albo trafiać w wyznaczone miejsca przed kamerą. W przypadku scen o silnym ładunku emocjonalnym najlepiej jest kręcić całe ujęcia od początku do końca, ponieważ daje to aktorowi możliwość zachowania ciągłości emocji. Większość aktorów rzadko osiąga swój szczyt możliwości więcej niż raz lub dwa razy. Zdarzają się jednak sceny, które zyskują na dodatkowych dublach, choć choćby wtedy nie jestem pewien, czy te pierwsze ujęcia nie są po prostu próbami „na bogato”, z dodatkowym zastrzykiem adrenaliny wynikającym z tego, iż kamera już nagrywa
Stanley Kubrick o kręceniu „Lśnienia”Czy ta gehenna się opłacała? Rolę Duvall krytykował Stepehn King, twierdząc, iż „jedynie krzyczy i jest głupia”, a do tego jej Wendy Torrance to nie postać, którą stworzył. Aktorka dostała też za „Lśnienie” nominowana do Złotej Maliny. Co ciekawe, ta nominacja została wycofana w 2022 roku. Uznano, iż zgrała kiepsko, ponieważ była na planie gnębiona przez Kubricka.
Shelley Duvall w filmie LśnienieNa początku XXI wieku Shelley Duvall wycofała się z branży filmowej. Jej ostatni film to „Manna z nieba” z 2002 roku. Wyprowadziła się na farmę w Teksasie i odcięła się od świata. W 2016 roku wystąpiła w programie Dr. Phila, w którym wyznała, iż cierpi na chorobę psychiczną i walczy z urojeniami. Mówiła m.in., iż widuje Robina Williamsa, który zmarł dwa lata wcześniej.
Zakończenie filmu „Lśnienie” i zniszczone taśmy
„Lśnienie” krytykowano m.in., za zakończenie odbiegające od książkowego pierwowzoru. Producent Jan Harlan oraz współscenarzystka Diane Johnson po latach wyznali, iż finał filmu miał pierwotnie być znacznie mroczniejszy. Kubrick wysadzenie hotelu Panorama w powietrze uważał za banalne. Postanowił więc – nomen omen – dołożyć do pieca. Chciał, by finał ekranizacji był bardziej metaforyczny i by zginął nie tylko Jack Torrence. Rozważał również śmierć Danny’ego. Chciał pokazać na ekranie żółty wzór narysowany kredą na podłodze, tak jak wtedy, gdy obrysowuje się ciała na miejscu zbrodni. Uznał jednak, iż „to zakończenie zbyt chwytające za serce i zbyt drastyczne, aby je wprowadzić”. Kubrick chciał również, by Wendy zabiła Jacka.
tak Stanley Kubrick kręcił film LśnienieCzy istnieje alternatywne zakończenie „Lśnienia”? Zdecydowanie NIE. Jan Harlan zdradził, iż wszystkie niewykorzystane sceny, duble itp. zostały zniszczone przez Stanleya Kubricka. Reżyser chciał mieć pewność, iż nikt nigdy nie stworzy alternatywnej wersji filmu. A jeżeli ktoś chce zobaczyć zakończenie książki Stephena Kinga wiernie przeniesione na ekran, powinien obejrzeć miniserial „Lśnienie” z 1997 roku.
Kultowa scena z filmu Lśnienie„Lśnienie” Kubricka kontra Stephen King
„Lśnienie” dziś uważamy za klasykę kina. Znajduje się wśród 100 najlepszych filmów wszech czasów w rankingu IMDb. Ale początkowo film przyjęto chłodno. Chociaż w box office nie był klapą, zarobił kilka ponad 45 milionów dolarów, a więc mniej niż takie klasyki kina grozy jak „Obcy: ósmy pasażer Nostromo”, „Omen” i „Halloween”. Krytycy utyskiwali, iż tak wspaniały reżyser wziął się za pogardzane przez nich kino grozy. Jim Harwood z amerykańskiego tygodnika „Variety” napisał, iż „Stanley Kubrick współpracował z Jackiem Nicholsonem, aby zniszczyć wszystko, co było tak przerażające w bestsellerze Stephena Kinga”. „Lśnienie” nominowano do dwóch Złotych Malin: dla najgorszego reżysera i aktorki pierwszoplanowej.
Sam Stephen King nie cierpi filmowej wersji „Lśnienia” nazywając ją rozczarowaniem. Nie podobają mu się artystyczna wizja Kubricka oraz kreacja Nicholsona. Krytykował zmienione przesłanie filmu, odarcie historii z elementów paranormalnych, pozostawienie zbyt dużego pola do interpretacji oraz metaforyczne przedstawienie zła. W powieściach Kinga, np. w „Outsiderze”, można znaleźć prztyczki do kubrickowskiej adaptacji. W 1997 King roku stworzył choćby własną ekranizację.
Choć z biegiem lat widzowie i krytycy zmienili zdanie o „Lśnieniu”, to Stephen King do dziś stoi przy swoim. A może po prostu wciąż jest obrażony za to, iż Kubrick całkowicie odrzucił jego draft scenariusza „Lśnienia” i wybrał współpracę z pisarką Diane Johnson? A może ugodziły go wypowiedzi Kubricka, który miał liczne zastrzeżenia do samej powieści? Przecież Kubrick nie ukrywał, iż „zakończenie książki było oklepane” i dlatego zmienił je w filmie.
Problem z „Lśnieniem” był taki, iż pisząc scenariusz trzeba było wyciągnąć esencję z powieści i napisać od nowa elementy historii, które były słabe. Niektórych bohaterów trzeba było rozwinąć inaczej niż w książce. To właśnie na etapie skracania materiału najczęściej dochodzi do „rozmontowania” wielkich powieści, ponieważ o ich wartości w dużej mierze decyduje kunszt języka, przenikliwość autora, a często także gęstość i złożoność fabuły. Jednak w przypadku „Lśnienia” było inaczej. Jego największe zalety tkwiły niemal wyłącznie w samej fabule, dlatego adaptacja do formy scenariusza filmowego nie okazała się szczególnie trudna. Diane i ja długo rozmawialiśmy o książce, a następnie sporządziliśmy szkic scen, które naszym zdaniem powinny znaleźć się w filmie. Tę listę scen wielokrotnie przestawialiśmy i porządkowaliśmy, aż uznaliśmy, iż ma adekwatny układ. Dopiero wtedy przystąpiliśmy do pisania. Powstało kilka wersji scenariusza, który później był jeszcze poprawiany na różnych etapach – zarówno przed rozpoczęciem zdjęć, jak i w trakcie ich realizacji
mówił Stanley Kubrick o pisaniu scenariusza do filmu „lśnienie”
Stephen King „Lśnienie”Ujmijmy to tak – ten film mi się nie podoba. Zawsze mi się nie podobał. Podziwiam go i podziwiam Kubricka jako reżysera, co czasami sprawia, iż ludzie, którzy absolutnie kochają ten film, nie rozumieją, o co mi chodzi. Kocham Kubricka jako filmowca, ale po prostu czułem, iż nie do końca jest przekonany, żeby zrobić ten film. Nie podoba mi się historia, którą Jack Nicholson wykreował w roli Jacka Torrance’a, ponieważ tak naprawdę nie jest historią – to płaska opowieść. Jest szalony od samego początku
– Stephen King o „lśnieniu” (the new york times)Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na
Facebooka i
Źródło: The Guardian, Santa Barbara International Film Festival, All The Right Movies, Visual Memory, Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Far Out Magazine, Guinness World Records, Mental Floss
















