Literackie disco polo?

gazetafenestra.pl 1 tydzień temu
Remigiusz Mróz w 2025 po raz szósty został najpopularniejszym pisarzem w Polsce. / Źródło: Kacper Lawiński (archiwum prywatne)

Odwiedzając stronę internetową Remigiusza Mroza, wzrok pada od razu na wyrazisty napis „najpopularniejszy autor w Polsce”, przywodzący na myśl slogany z telewizyjnych reklam supermarketów. Pod kątem liczb nie ma sobie równych – z każdym rokiem spirala jego popularności napędza się coraz bardziej. Mimo dziesiątek nagród, ponad 50 wydanych książek i 13 milionów sprzedanych egzemplarzy, wielu nazywa go grafomanem i… Zenkiem Martyniukiem polskiego pisarstwa.

Na próżno pytać go o sekrety pokaźnego dorobku. Wstaje wcześnie rano i parzy zieloną herbatę, bo – jak mówi – zamiast kawy napęd do działania daje mu pisanie. Mniej więcej do godziny 14 siedzi przy laptopie, wystukując kolejne rozdziały, czasem kilku książek jednocześnie. Potem idzie pobiegać, by znów wrócić do pracy. I tak dzień za dniem, według jednego utartego schematu. W taki też sposób prawdopodobnie powstała najnowsza „Arachnia”, która zaczyna kolejną serię książkową tego autora. Tym sposobem tworzy zwykle pięć książek rocznie, każda standardowo po 400–500 stron. Dla porównania napisanie 300-stronicowego „Pana Tadeusza” zajęło Mickiewiczowi dwa lata. Wiadomo, iż obaj autorzy tworzyli zupełnie innego gatunku książki, ale jeden i drugi musiał w całości je napisać. Do tego Remigiusz Mróz prowadzi swoją stronę autorską i fanpage w social mediach, gdzie na komentarze internautów zdarza mu się odpowiadać po kilku minutach. Wokół jego osoby urosło sporo sprzeczności. Młody wiek – 39 lat – zdaje się stać w opozycji do pisarskiego dorobku, liczącego ponad 50 książek. Choć kreuje się na skromnego, domorosłego twórcę, zyski za sprzedane egzemplarze kolejnych kryminałów liczy już nie w tysiącach, ale w milionach złotych.

Młody, schludny i bogaty

Remigiusz Mróz nie unika występów publicznych – pojawia się w podcastach i wywiadach. Zawsze wygląda podobnie – pokazuje się w nienagannej fryzurze i starannie wyprasowanej marynarce. Wszystko sprawia wrażenie, jakby otaczał się szklanym kloszem, skrywając pod nim wszystkie mniej wygodne fakty o sobie. Jego medialne alter ego jest nieskazitelne – nie ma się do czego doczepić. O życiu prywatnym nie mówi wcale. Wyjątkiem był okres jego związku z Katarzyną Bondą, również znaną autorką kryminałów. „Ta miłość to tylko trik marketingowy, aby podbić sprzedaż” – komentowali internauci. Rzeczywiście, relacja odbiła się dużym echem, co z pewnością znalazło odzwierciedlenie w wynikach sprzedaży książek. Mróz i Bonda dementują plotki, jakoby wiązali się jedynie dla medialnego szumu. Zastanawiające jest, czy pisarz w swoim grafiku może w ogóle uwzględnić coś takiego jak związek, biorąc pod uwagę, iż nad nowymi książkami spędza 365 dni w roku – choćby w Wigilię i urodziny. Tworzy minimum 10–15 stron dziennie. Opowiada często, jak porzucił życie w Warszawie, gdzie pracował jako prawnik, aby na wyłączność poświęcić się twórczości w małej miejscowości pod Opolem. „Istota pisząco-biegająco-czytająca. To z grubsza ja.” – pisze o sobie na oficjalnej stronie internetowej.

Ile zarabia ta istota pisząca? Przyjmując, iż czysty zysk dla pisarza to około 15% ceny okładkowej danego tytułu, według szacunków „Wprost” Remigiusz Mróz mógł w 2024 roku zarobić ponad 2 015 100 złotych. Mało tego – nie jest to wcale rekord. Rok wcześniej zarobki z książek sięgnęły ponad 3 000 000 złotych. Choć niedługo skończy 40 lat, pierwszy milion za literaturę na jego konto trafił już zanim skończył trzydziestkę. Warto zauważyć, iż na sukces, jakim niewątpliwie można nazwać karierę Mroza, nie składa się wyłącznie jego literacki talent. Ma on perfekcyjnie działające zaplecze marketingowe. Chociaż każdą premierą nowej powieści w pewien sposób wręcz „zalewa” polski rynek, sam autor zjawił się znikąd, trafiając w odpowiedni moment. Zanim zadebiutował w 2013 roku powieściami „Wieża milczenia” i „Prędkość ucieczki”, rozsyłał swoje rękopisy do różnych wydawców. I tutaj 26-latkowi talentu nie można było odmówić – wkupił się w łaski edytorów, co błyskawicznie pomogło mu stać się obiecującym, a w końcu czołowym nazwiskiem polskiej literatury.

Niewolnicy w piwnicy

Zadziwiające tempo pisania jednych zadziwia, a u innych budzi wątpliwości. Nie brak w internecie spekulacji, iż tworzenie w tak krótkim czasie jest zwyczajnie niemożliwe. Pojawiają się choćby żartobliwe teorie, iż Remigiusz Mróz zatrudnia ghostwriterów, których trzyma w piwnicy i zmusza do pisania. Niektórzy insynuują, iż autor został sklonowany albo iż pod nazwiskiem Mroza kryje się grupa pisarzy na jego usługach. „Prawda niestety jest nieco mniej atrakcyjna: wszystko sprowadza się do samodyscypliny” – ukrócił zarzuty autor w rozmowie z „Twoim Stylem”. Jak wyjaśnia, sekret kryje się w rutynie, której nauczył się od Stephena Kinga – nie można czekać na przyjście weny, po prostu trzeba usiąść i pisać. Sporym szokiem okazał się moment, kiedy Ove Løgmansbø, rzekomy pisarz mieszkający na Wyspach Owczych, okazał się być ukrytym pod pseudonimem Remigiuszem Mrozem. Tu znów pojawiły się głosy sprzeciwu, wskazujące, iż podszywając się pod lokalnego mieszkańca Wysp, nie posiada podstawowej wiedzy – na przykład na temat stosunków duńsko-farerskich. „Robi to nie mając o nich pojęcia, ponieważ jego research to zaledwie kilka tekstów w necie” – czytamy na blogu Leonzabookowiec.

Discopolo

Obiekcji wobec twórczości 39-latka jest jednak więcej. Wytyka mu się naiwne stylizacje językowe, nielogiczne działania bohaterów, płytką konstrukcję świata przedstawionego. „To trochę takie literackie disco polo. (…) może i słabe, może przeciętnie napisane, ale na lekturę z doskoku, niewymagającą intelektualnego wysiłku, skrajnie rozrywkową – w sam raz” – pisze Mariusz Wojteczek w recenzji powieści „Osiedle RZNiW”. „Nie ma tu rozkoszowania się czytaniem, nie ma szukania drugiego dna. Po co, skoro jest tylko jedno, dość płytkie zresztą? I współczesny czytelnik to lubi.” – dodaje recenzent. O problemach z twórczością Mroza opowiedział mi Flo Loter, prowadzący na Instagramie profil „Flovdra” o książkowej tematyce.

– jeżeli chodzi o typ człowieka, są to ludzie poszukujący rozrywki nieskomplikowanej, a po prostu czegoś odmóżdżającego. Warto dodać, iż jak wejdziesz już w to uniwersum, to trudno jest z niego wyjść. Co do stylu, te książki są na pewno przegadane. Bohaterowie prowadzą dużo dialogów. Zauważyłem też, iż punkt kulminacyjny następuje zwykle w tym samym momencie; jest to jakby schemat. Mróz jest trochę gawędowy, nie znajdziemy u niego misternie skonstruowanej zbrodni. Z drugiej strony te książki to coś fajnego, co w formie audiobooka może lecieć w tle, na przykład w trakcie sprzątania. Uważam, iż dobrym porównaniem będzie stwierdzenie, iż ta literatura jest jak „M jak Miłość” – bez polotu, ale wciąga. Robi się też z tego taka telenowela, jest to wręcz przytłaczające, iż nie wiesz kiedy to się skończy – charakteryzuje twórczość Mroza mój rozmówca. – Większość moich znajomych w ogóle nie czyta Mroza, bo to zupełnie nie jest to coś, co by ich przyciągnęło. Ale wiadomo, zdobywa nagrody i tak dalej. W moim środowisku jest poczucie, iż mógłby troszeczkę zwolnić tempo i się opanować. Te historie naprawdę byłyby lepsze, gdyby posiedział nad nimi chwilę dłużej” – kwituje mój rozmówca, zapytany o stosunek „książkarskiego” środowiska ludzi w wieku 20 lat wobec twórczości Mroza.

Remigiusz Mróz chce być jak Stephen King. Wieczorami, gdy odchodzi od komputera, rozkoszuje się jego powieściami. choćby ten jeden z najbardziej poczytnych autorów kryminałów na świecie bywa nazywany grafomanem. Takie miano to często zwykły przejaw zazdrości z ust domorosłych twórców aspirujących do bycia pisarzami. Niezależnie od opinii trzeba przyznać, iż trwający już ponad dziesięć lat przyMROZek na dobre zawładnął Polską. I choć dla niektórych książki Mroza są jak disco polo, parafrazując znane powiedzenie: nieważne, co czytają. Ważne, iż w ogóle czytają.

Kacper LAWIŃSKI

Idź do oryginalnego materiału