Czarowanie czasem i przestrzenią
Epoka tanich lotów i zdjęć satelitarnych upowszechniła i w jakimś stopniu strywializowała niezwykłość doświadczenia, jakim jest przyglądanie się światu z wysokości. W samolocie coraz częściej spoglądamy z obojętnością przez okno, poruszenie budzi dopiero zbliżanie się do celu, wypatrywanie jak wygląda miejsce, do którego lecimy. Część pasażerów śpi. Zdjęcia satelitarne służą nam najczęściej do wyszukiwania dróg dojazdu, interesujących miejsc po drodze, sprawdzenia jak wygląda otoczenie wokół wybranej lokalizacji. Możemy jednak na to co poniżej spojrzeć uważniej i dostrzec rzeczy wymagające głębszej refleksji. Widok za oknem samolotu lub zdjęcia satelitarne ujawniają nam niezwykłe struktury i porządki natury oraz te, które są wynikiem mniej lub bardziej harmonijnej koegzystencji człowieka i przyrody. Rzeki, lasy, morza, wypiętrzenia górskie, pola i miasta, ich wyrafinowana architektura, ślady minionych cywilizacji, wszystkie one zdają się być niemymi świadkami historii.
Przywołując termin historia nie sposób nie łączyć go z pojęciem jakim jest czas. Historia jest próbą opisania tego co minione najczęściej dzięki słów niekiedy ilustrowanych obrazami. Obserwowanie świata z góry dodaje nam jednak wymiar dodatkowy - przestrzeń. W efekcie mamy do czynienia z dystansem i czasu, i przestrzeni. To doznanie jest w istocie czymś niezwykłym, w jakiejś mierze mamy do czynienia z przejawem Einsteinowskiej teorii względności i konceptem czasoprzestrzeni, czyli nierozerwalności wymiarów czasu i rzeczywistości trójwymiarowej. Nie musimy jednak sięgać po zagadnienia z fizyki. Przez wiele lat toczyła sie zapoczątkowana przez Benjamina Whorfa, głośna wśród językoznawców, dyskusja nad fenomenem języka Indian Hopi, który nie posiada znanych nam pojęć czasu w odniesieniu do przeszłości i teraźniejszości. Zamiast tego ich język oferuje słowa, które znaczą jednocześnie „tam” i „wtedy” i „tu” i „teraz”. Postulowana przez Alberta Einsteina jedność czasoprzestrzenna zdaje się być oczywista w ich języku i gramatyce.
Obrazy Izabeli Rudzkiej mają swoje źródła w analogicznym przeżywaniu i myśleniu o historii i przestrzeni. Możemy oglądać obrazy związane z konkretnymi miejscami i wydarzeniami (Ławica, Rawicz, Żnin, Gliwice) oraz płótna przedstawiające tereny z mniej uchwytnymi odniesieniami (Słona Ziemia, All That Jazz, Wylatkowo). Te pierwsze są wynikiem autorskich projektów artystyczno-naukowych realizowanych w roku 2018 i 2022 pod nazwami Przestrzeń i czas w malarskim przekazie historii i Odbicia czasu historii. Oba te projekty odnosiły się do rzeczywistych wydarzeń jakimi były Powstanie Wielkopolskie i Powstania Śląskie. Oba wystąpienia zbrojne przedstawione są na obrazach z perspektywy i czasu i przestrzeni. Dzieją się i „tu” i „tam”, i „teraz” i „wtedy”, stają się w czasoprzestrzeni. Możemy odnieść wrażenie, iż artystka korzysta jednocześnie z lornetki i mikroskopu, aby rozpoznać i przedstawić zdarzenia i zjawiska. Emocje i dramaturgia z nimi związane, ich skutki i znaczenie zostały przefiltrowane przez narzędzia sztuki, wkroczyły w świat malarstwa. Dopełniono je nowymi, wykraczającymi poza ilustracyjność, znaczeniami. Autorka obrazów nie poprzestała na wspomnianych powyżej projektach, kontynuuje i rozwija swój niezwykły sposób pojmowania i przedstawiania świata. W świecie nadmiaru i pośpiechu jest to głos zmuszający do zatrzymania się, bacznej obserwacji i przemyśleń. Nie tylko nad samymi obrazami, ale także nad sensem uprawiania sztuki i znaczeniem obrazu w dynamicznym świecie nieustannych przemian. Nad tym jaka jest rola artystek i artystów, jaka jest natura ich twórczości i na czym polegają ich kompetencje.
Jedna z najważniejszych powieści XX wieku to bez wątpienia Czarodziejska góra Tomasza Manna. Metafora życia ludzkiego przedstawiona z dystansu przestrzeni umiejscowionego w górach sanatorium i upływającego powoli czasu jest wciąż źródłem i skarbnicą zasobów do wykorzystania. Wśród wielu wątków powieści przewija się ten, który przedstawia polemikę pomiędzy Lodovico Settembrinim a Leo Naphtą. W uproszczonej wersji jest to intelektualny spór o względy głównego bohatera powieści Hansa Castorpa, który może dokonać wyboru pomiędzy ideałami Oświecenia i postępu a siłami reakcji i konserwatyzmem. Początkowo słuchacze i czytelnicy zdają sie kibicować którejś ze stron i podzielać jej argumentacje. Wyrafinowane i pełne erudycji dialogi przykuwają naszą uwagę, z czasem jednak są coraz bardziej abstrakcyjne i jałowe. Dzieje się coś jeszcze dziwniejszego, początkowe stanowiska antagonistów przestają być jednoznaczne i czytelne, następuje wreszcie nieoczekiwana zamiana początkowych pozycji i racji. Settembrini i Naphta są dla siebie nieodzownymi lustrami, idee są unieważnione i tracą sens, antagonizm staje się czymś pustym i nieistotnym, nie dającym się rozstrzygnąć. Tomasz Mann dokonał w tej powieści czegoś wyjątkowego, ukazał czystą siłę literatury i sens jej uprawiania. Ostatecznie najistotniejsze jest samo pisanie jako takie, tworzenie opowieści i narracji złożonej ze słów. Podobnie oczekiwania co do istoty, wagi i siły możemy mieć także wobec malarstwa i sztuki, czy szerzej kultury.
Dystans przestrzeni i czasu w Czarodziejskiej górze są ramami, w których spełnia się sens stwarzania literackich światów. Podobnie jest w twórczości Izabeli Rudzkiej, tutaj także finalnie liczy się obraz i proces. To sam akt twórczy jest najważniejszy, materia i tkanka malarska, struktury, które powstają, zagęszczenia i płaszczyzny. Nie tylko widzimy nawiązania do historii lub konkretnych wydarzeń i miejsc, ponadto znajdujemy sens i logikę obrazu. Choć punktem wyjścia do obrazu może być coś znanego, efektem jest w gruncie rzeczy abstrakcyjna gra form, kolorów i plam. Narzędzia i pędzel prowadzony pewną ręką artystki dają w rezultacie obrazy będące świadectwami poszukiwań i odkryć malarskich, są pełne energii i bardzo nieoczywistych rozwiązań. Takie wypracowanie rozpoznawalnego, własnego, indywidualnego języka sztuki jest zjawiskiem niepowszednim, wartym uwagi i respektu.
W końcowym rachunku aktywność twórcza, czy to w pisaniu, malowaniu lub komponowaniu, opiera sie w znacznej mierze na umiejętnościach i świadomym z nich korzystaniu. Dobre malarstwo ma podobną naturę do innych zjawisk kultury: muzyki, literatury czy filmu, jest ich ekwiwalentem. Aby jednak użyć wobec malarstwa wartościującego słowa „dobre”, musimy wspomnieć o sile jego oddziaływania i poruszeniu, które może przynieść. Twórczość Izabeli Rudzkiej mieści się w tej kategorii. Odwołujące się do map, zdjęć satelitarnych, pejzaży widzianych przez okna w samolocie, płótna Izabeli Rudzkiej są udaną próbą wypracowania nowego języka dla malarstwa krajobrazowego. Splot teraźniejszości z przeszłością, być może przyszłością, żonglowanie przestrzenią, jest jej twórczym wkładem w obszar kultury wizualnej.
Dariusz Głowacki






