Czy oczekiwanie na nowego filmowego Jamesa Bonda warto umilić sobie growym Jamesem Bondem? "007 First Light" to gra, która pokazuje nam początki słynnego szpiega. Czy warto wejść w jego buty? Recenzuje Bartosz Czartoryski.
Bartosz Czartoryski pisze w swojej recenzji, iż sam gameplay przypomina wypadkową tego, co oglądaliśmy w akcyjnych blockbusterach ostatniej dekady, naniesione na charakterystyczną strukturę kolejnych zadań żywcem podebraną z flagowej serii IO Interactive o przygodach innego agenta, z numerkiem 47 (...).
Rozwiązanie siłowe nie zawsze jest dostępne, gra niejako narzuca nam sposób działania, co nie jest jednak ograniczające – raczej odgórnie dzieli ją na sekwencje i segmenty, przy okazji zapobiegając nudzie. I choć ciągle korzystamy z tych samych umiejętności i zabawek (całkiem dosłownie, bo o nasze gadżety dba Q, spec od arsenału ukrytego w tarczy zegarka i zwykłym długopisie), to ekipa IO Interactive stara się, jak może, aby za każdym razem coś zmodyfikować, choćby gdy jest to tylko szczegół.
Żaden etap nie jest tu taki sam i mimo iż "007 First Light" nie odkrywa na nowo Wysp Brytyjskich, raczej kodyfikuje to, co znamy z "Hitmana", "Uncharted" i paru innych gier, to raz po raz inaczej zagrywa rozdanymi kartami, układając z tej samej talii nowe pasjanse. Znakomity jest też Patrick Gibson jako dwudziestoparoletni Bond: zarozumiały, wygadany, niezdyscyplinowany i nieokrzesany. Taki, który dopiero uczy się swojego przyszłego "ja".
Cała recenzję autorstwa Bartosza Czartoryskiego przeczytacie TUTAJ.
Dokonawszy bohaterskich czynów, James Bond, młody żołnierz lotnictwa morskiego, zostaje zwerbowany do reaktywowanego programu 00. Gdy misja powstrzymania zbuntowanego agenta kończy się tragedią, Bond łączy siły ze swoim niezbyt entuzjastycznym mentorem – Greenwayem.
Recenzujemy grę "007 First Light"
Bartosz Czartoryski pisze w swojej recenzji, iż sam gameplay przypomina wypadkową tego, co oglądaliśmy w akcyjnych blockbusterach ostatniej dekady, naniesione na charakterystyczną strukturę kolejnych zadań żywcem podebraną z flagowej serii IO Interactive o przygodach innego agenta, z numerkiem 47 (...).
Rozwiązanie siłowe nie zawsze jest dostępne, gra niejako narzuca nam sposób działania, co nie jest jednak ograniczające – raczej odgórnie dzieli ją na sekwencje i segmenty, przy okazji zapobiegając nudzie. I choć ciągle korzystamy z tych samych umiejętności i zabawek (całkiem dosłownie, bo o nasze gadżety dba Q, spec od arsenału ukrytego w tarczy zegarka i zwykłym długopisie), to ekipa IO Interactive stara się, jak może, aby za każdym razem coś zmodyfikować, choćby gdy jest to tylko szczegół.
Żaden etap nie jest tu taki sam i mimo iż "007 First Light" nie odkrywa na nowo Wysp Brytyjskich, raczej kodyfikuje to, co znamy z "Hitmana", "Uncharted" i paru innych gier, to raz po raz inaczej zagrywa rozdanymi kartami, układając z tej samej talii nowe pasjanse. Znakomity jest też Patrick Gibson jako dwudziestoparoletni Bond: zarozumiały, wygadany, niezdyscyplinowany i nieokrzesany. Taki, który dopiero uczy się swojego przyszłego "ja".
Cała recenzję autorstwa Bartosza Czartoryskiego przeczytacie TUTAJ.
"007 First Light" – zwiastun
Dokonawszy bohaterskich czynów, James Bond, młody żołnierz lotnictwa morskiego, zostaje zwerbowany do reaktywowanego programu 00. Gdy misja powstrzymania zbuntowanego agenta kończy się tragedią, Bond łączy siły ze swoim niezbyt entuzjastycznym mentorem – Greenwayem.

















