Wiem, iż nie powinno się oceniać książki po okładce, ale co ja mogę? Jestem tylko człowiekiem. Jak tylko zobaczyłam Królowe Czarownic, wojownicza lady Baltimore na obwolucie od razu przyciągnęła mój wzrok. W powieści graficznej naprawdę trudno jest mi oddzielić wrażenia, jakie robią na mnie oprawa wizualna, od opowiadanej historii. Czy zawartość komiksu okazała się równie dobra jak okładka?
Kolejna odsłona serii grozy współtworzonej przez Mike’a Mignolę, autora słynnego „Hellboya”. Kontynuacja opowieści o odwiecznej walce z mocami ciemności, którą kiedyś prowadził lord Baltimore, a teraz to zadanie przejęła jego żona i uczennica – lady Baltimore. Niegdyś nazywała się Sofia Valk i mieszkała w wiosce, którą nękało zło. Później lord Baltimore miał w niej najwierniejszą sojuszniczkę. Teraz, przeszło dekadę po jego śmierci, w Europie wybuchają pierwsze bitwy drugiej wojny światowej, a mroczne siły znowu zagrażają światu. Gdy czarownice, wampiry i naziści ruszają do boju, Sofia musi się im przeciwstawić. Czy walcząc z potworami, zdoła uchronić samą siebie od stania się potworem?
– opis wydawcy
Jak wspomina opis, w Lady Baltimore. Królowe Czarownic akcja dzieje się na początku drugiej wojny światowej. gwałtownie okazało się, iż naziści są wspierani przez wiedźmy z hexenkorps (swoją drogą, świetna nazwa). Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, naprawdę lubię w komiksach takie okultystyczne połączenia. To chyba dlatego, iż ogólnie jestem fanką alternatywnych wersji rzeczywistości, w których ważnym, historycznym wydarzeniom towarzyszą czarownice, wilkołaki i inne magiczne stworzenia.
Warto wspomnieć, iż czarownice z hexenkorps rzucały zaklęcia w języku niemieckim. Z jednej strony uważam, iż to fantastyczny zabieg, z drugiej zaś nie podobało mi się, iż nie zostały one przetłumaczone, przykładowo w przypisach. Podejrzewam, iż w oryginale też użyto niemieckiego, ale sądzę iż można było wygospodarować miejsce na tłumaczenie. To nie był jakiś zapomniany dialekt, tylko proste zdania, z których tłumaczeniem radziła sobie choćby sztuczna inteligencja.
Kolejnym elementem, który nie do końca mi podpasował, był Hitler w roli czarnoksiężnika. A przynajmniej tak mi się wydaje, iż to on. Imię Adolf było wtedy bardziej powszechne, więc pomimo obecności dość charakterystycznego wąsa, nie miałam stuprocentowej pewności. Przyznaję, iż trochę mnie to irytowało.

(Podpis obrazka)
Najmocniejszym elementem historii Lady Baltimore. Królowe Czarownic byli bohaterowie oraz ich relacje. Sama lady Baltimore to fantastycznie napisana postać. Jest silna i niezależna, umie walczyć i ma mocny charakter, ale nie brak jej też empatii oraz kobiecości. Przejęła misję walki z ciemnymi mocami po swoim zmarłym mężu i chociaż czasami czuła się w tym wszystkim osamotniona, miała wokół siebie grono wspaniałych i lojalnych przyjaciół. Ludzi, którzy dosłownie wskoczyliby za nią w ogień.
Co więcej, Lady Boltimore, w przeciwieństwie do męża, nikt nie naznaczył do walki ze złem. Nie miała żadnych specjalnych mocy, była zwykłym człowiekiem. Dzięki temu jej postać była jeszcze ciekawsza, bo ileż trzeba mieć w sobie samozaparcia, żeby walczyć z czarną magią jako przeciętny śmiertelnik? Owszem, miała pomocników o potężnych i unikalnych zdolnościach, ale nie była od nich zależna.
Sofia (Lady Boltimore) i jej towarzysze nieustannie wpadali w tarapaty, a jedna walka goniła drugą. Zakończenie było dla mnie w tym wszystkim najbardziej zaskakujące. Gdy wydawało się, iż wszystko jest stracone, sytuację uratowało coś, czego kompletnie się nie spodziewałam. choćby przez chwilę nie podejrzewałam takiego obrotu spraw i to zdecydowanie spory plus tytułu.
Wracając jeszcze na chwilę do oprawy graficznej, muszę zaznaczyć, iż Królowe Czarownic zawierają mój ulubiony styl rysowania. Dodatkowo bardzo dobrze dobrana kolorystyka pomogła zbudować unikalny klimat powieści. Chociaż same czarownice i ich krwawe rytuały nie należały do najpiękniejszych, to postacie, które miały być ładne, faktycznie takie były.
Podsumowując: Lady Baltimore. Królowe Czarownic to bardzo dobra, klimatyczna powieść graficzna. Tytuł jest pełen akcji, brutalnej walki i krwi, z niespodziewanym plot twistem na końcu. Niestety ma też nieprzetłumaczone zaklęcia i Adolfa Hitlera (chyba). Mimo drobnych wad czyta się to szybko, a historia wciąga. Chętnie sięgnę po kolejny tom; ładna okładka mnie nie zawiodła.
Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: Kolaż z użyciem oficjalnej okładki.






