Kulturalnie polecamy i ostrzegamy. Stonesi już nie tylko od święta. Ten proceder powszednieje

polityka.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: mat. pr.


Każda z ostatnich płyt The Rolling Stones mogła być pożegnaniem, ale Jagger i Richards w studiu nagraniowym to jak reakcja łańcuchowa i nagrali kolejną. To niebezpieczne, bo coś, co miało być wydarzeniem, staje się zwyczajem. jeżeli podejdzie do Państwa farbowany na blond rockman imieniem Andrew z propozycją występu na płycie The Rolling Stones, proszę zachować spokój. Paul McCartney na przykład wahał się całe 10 sekund, co odpowiedzieć, ale przyjął ofertę z angielską flegmą – i w ten sposób gra już na a drugim albumie Stonesów. Ale Robert Smith z The Cure, umówiony z Andrew Wattem pod pretekstem przekładanej wielokrotnie pogawędki przy piwie i zaskoczony ofertą, zareagował nerwowo: „Nie, dzięki, nie mogę tego zrobić, spodziewałem się co najwyżej, iż się upijemy, ale nie iż będę grać na albumie The Rolling Stones” – miał powiedzieć.

To była na szczęście tylko pierwsza reakcja. Ostatecznie lider The Cure wszedł do studia, zagrał na gitarze w utworze „Divine Intervention” oraz na klawiszach (i zaśpiewał w chórkach!) w ciekawszym „Never Wanna Lose You”, który nieco przypomina dyskotekowym klimatem album „Some Girls” i dałby się też na upartego przerobić na utwór The Cure z rozrywkowego okresu „Let’s Go To Bed”. A szczęście polega na tym, iż Smith jest jakimś naprawdę zaskakującym dodatkiem, bo cały album „Foreign Tongues”, 25. w dyskografii zespołu, choć zrealizowany uczciwie i pracowicie, nie przynosi przecież wiele nowego.

Długie pożegnanie

Na poprzedniej płycie takich zaskakujących gości było więcej: Lady Gaga, Elton John, no i robiący wtedy duże wrażenie McCartney.

Idź do oryginalnego materiału