Popularność filmów na streamingu kołem się toczy. Schemat jest prosty - dodać na platformę produkcję niemal prosto z kina, dać jej chwilę "pooddychać" i zebrać grono wielbicieli, którzy w międzyczasie przekażą wieści o niej swoim znajomym na zasadzie marketingu szeptanego, po czym usunąć znienacka film z sieci, każąc tym samym cierpliwie wyczekiwać na jego powrót tym widzom, którzy z jakiegoś powodu obejrzeć go nie zdążyli. Po kilku miesiącach ponownie dodać film na platformę. Koło się zamyka, a słupki w Excelu się zgadzają.