Kropka. (scenariusz i rysunki: Radosław Klasa, wydawnictwo własne, 2025)

deathtothezins.blogspot.com 3 dni temu

Pod koniec ubiegłego roku ukazał się jeden z bardziej szalonych koncepcyjnie komiksów. Opowiada o przygodach Kropki. Tej, którą widać na okładce.

Punkt:
Punkt jest pojęciem pierwotnym. Jest najmniejszym, bezwymiarowym obiektem geometrycznym. Kropka lub mała, okrągła plamka.

Widzicie kropkę na końcu powyższej definicji? Ta właśnie kropka postanowiła oderwać się od zdania i zacząć żyć własnym życiem. A komiks opowiada o jej przygodach. A jakie może mieć przygody owa kropka? Ano może przemierzać kartkę z lewej do prawej, odbijać się od ramek, bądź szybując po białym papierze tworzyć coś na kształt emotek. Gdyż kropka zapragnęła wolności - nie chce być przywiązana na ślepo do zdań a jedynie hasać gdzie i kiedy ma tylko ochotę. Tytuł ma grubo ponad 200 stron (nie są numerowane, a ja nie liczyłem) - czy więc można przez taką objętość z uwagą śledzić perypetie czarnego owalu? Hm... Można.

Gdyż kropce, mimo iż ta chce się cieszyć wolnością, cały czas ktoś zawraca jej środek. Głównie narrator wszechwiedzący, ale przeszkadzają jej również inne byty zza kadru. A iż kropka jest dość pyskata, to prowadzone dialogi są pełne abstrakcyjnego dowcipu. I surrealistycznych sytuacji. Gdyż jak inaczej nazwać konfrontację malutkiego punkcika ze ścianą tekstu wyjętego z dzieła Artura Schopenhauera? Albo z Bogiem - Władcą Ram? W pewnym momencie dzieje się tyle, iż zrezygnowana kropka marzy głównie o tym, by mogła sobie odpocząć i wszyscy dali jej święty spokój.

Ale ze strony na stronę naszą bohaterkę dopada egzystencjalny kryzys. Po zachłyśnięciu się wolnością, dopadają ją przemyślenia o roli w świecie i szukaniu własnego ja. Z wyszczekanej buntowniczki staje się nostalgicznym znakiem interpunkcyjnym. A zawadiacka fabuła zmienia się w filozoficzną powieść drogi. Aż to finału. Dalej podlanego absurdalnym humorem, ale... pokrzepiającego, z mądrym przekazem i ciepłym morałem.

Komiks kupiłem za 100 zł. Za to dostałem mało zadrukowaną ryzę papieru. Gdyż Kropkę czyta się prawie tak, jak poklatkowy film, składający się z gwałtownie przewracanych kartek z narysowanymi postaciami w prawym dolnym rogu zeszytu. Jest w tytule mnóstwo stron, gdzie na całym panelu narysowana jest tylko biedna kropka z "dymkiem" dialogowym. Są też strony cały czarne. Jest przepalona kartka; autor zamieścił też scenariusz (który staje się częścią fabuły). Słowem - to komiks eksperymentalny, gdzie niezalowa FORMA wiedzie główny prym. Ale w odróżnieniu od wielu w zamierzeniu artystycznych dzieł - ten tytuł ma solidną fabułę a Radek Klasa ani przez chwilę nie zanudza czytelnika ani nie zmusza go do rozkminek 'co artysta miał na myśli?'. Kropka to kawał dobrej, niegłupiej rozrywki, w której kompletnie absurdalny pomysł został przekuty w zjadliwy eksperyment i który w finale ma coś ważnego do powiedzenia czytelnikowi.

Czy żałuję wydanej stówy na tak mało ekologiczną pozycję? Ani trochę, choć mam nadzieję, iż podobne eksperymenty ziniarze nie będą wypuszczać na rynek zbyt często. Kropkę polecam bardzo. Dopowiem tylko, iż warto zeskanować kody QR zawarte w komiksie. Linki prowadzą do filmów na YouTube, które dodatkowo poszerzają fabułę. I by mocno nie spoilerować - to nie są żadne psychodeliczne animacje, ani muzyczny soundtrack. To normalne filmowe etiudy, z żywymi aktorami!



Idź do oryginalnego materiału