17-letnia ALICJA MIŚKIEWICZ ze Zręczyc, pierwszą jazdę konną pamięta do dziś, a tamto krótkie spotkanie z koniem okazało się początkiem pięknej pasji. Dziś Ala nie wyobraża sobie życia bez codziennych odwiedzin w stajni, bez porannego powitania konia i bez jedynej w swoim rodzaju więzi, która rodzi się między człowiekiem a zwierzęciem.
– Kiedy po raz pierwszy dosiadłaś konia i co sprawiło, iż zapragnęłaś jeździć?
– Pierwszy raz siedziałam na koniu jako pięciolatka, podczas wakacyjnej przejażdżki. To doświadczenie zrobiło na mnie tak ogromne wrażenie, iż długo mówiłam tylko o nim – aż rodzice zapisali mnie na lekcje. Z czasem dziecięce zauroczenie przerodziło się w prawdziwą pasje.
– Jak wygląda Twoja codzienna relacja z końmi – co to znaczy „koń dla Alicji” w praktyce?
– Koń jest dla mnie przyjacielem i partnerem, o którego trzeba dbać każdego dnia. Potrafię wstać o piątej rano, niezależnie od pogody, by po prostu przy nim być. Uwielbiam moment, gdy widzi mnie z daleka i sam podchodzi – to uczucie nie do porównania z niczym innym.
– Czy masz swojego ulubionego konia, z którym szczególnie się związałaś?
– Moim ulubieńcem jest koń, z którym w tej chwili pracuje – arab o imieniu Harley Blue. W sercu mam też mojego kucyka, z którego już „wyrosłam”, ale to właśnie on pomógł mi uwierzyć w siebie podczas najtrudniejszego jeździeckiego kryzysu.
– Co w jeździectwie fascynuje Cię najbardziej?
– Więź z koniem i to, iż potrafimy porozumieć się bez słów. Każdy wspólny postęp daje ogromną satysfakcje. W jeździectwie to człowiek musi wykonać największą pracę nad sobą – być cierpliwy, konsekwentny i czytelny, by koń mógł mu zaufać i pójść za nim „w ogień”.
– Jaki styl jazdy wybrałaś i dlaczego?
– Jeżdżę w stylu westernowym. Urzekła mnie oparta na partnerstwie relacja z koniem oraz precyzja i wszechstronność tej jazdy. Bardzo lubię też przyjazną atmosferę zawodów westernowych.
– Ostatnio zdobyłaś m.in. mistrzostwo Polski w Team Cowboy Race. Jak wspominasz te zawody i co było największym wyzwaniem?
– Najtrudniejsze jest zawsze opanowanie stresu – emocje jeźdźca natychmiast udzielają się koniowi. jeżeli coś nie wyjdzie, wiem, iż to raczej moja wina, a nie jego. Zdobycie mistrzostwa Polski było ogromną euforią i potwierdzeniem, iż wykonaliśmy z moim koniem świetną pracę. Zawody wspominam bardzo ciepło: między startami kibicowałam innym, rozmawiałam z zawodnikami, atmosfera okazała się niezwykle przyjazna i wspierająca.
– Jakie treningi są najważniejsze w Twoim rozwoju jeździeckim? Co najbardziej Cię motywuje?
– Najwyżej cenię treningi budujące współpracę i zaufanie – pracę z ziemi oraz późniejsze ćwiczenia ujeżdżeniowe w siodle. Lubię, gdy trening jest przemyślany, a koń kończy go spokojny i zadowolony. Najbardziej motywują mnie widoczne postępy i to, iż koń reaguje na coraz subtelniejsze pomoce.
– Czy ktoś w Twoim otoczeniu pełni rolę mentora lub wzoru?
– Tak. Największym wsparciem są dla mnie rodzice – zawsze wierzą we mnie i dodają sił. Ogromną rolę odgrywa też mój trener, Aleksander Jarmuła, wielokrotny mistrz reiningu i pionier westernu w Polsce. Uczy mnie nie tylko techniki, ale też spokoju, cierpliwości i szacunku do konia.
– Co dla Ciebie oznacza „miłość do koni”?
– To nie tylko jazda, ale codzienna troska i odpowiedzialność – dbanie o zdrowie, nastrój i potrzeby zwierzęcia. To świadomość, iż koń jest partnerem, a nie narzędziem do wyników. Miłość do koni to także cierpliwość i szacunek, choćby w trudniejszych momentach.
– Jakie cechy powinien mieć koń i jeździec, aby stworzyli dobrą parę?
– Dobra para to taka, która sobie ufa. Koń powinien być spokojny, odważny i chętny do współpracy, a jeździec – cierpliwy, konsekwentny i wyrozumiały. Tylko wtedy można osiągnąć prawdziwą harmonię.
– W jaki sposób jeździectwo wpływa na Twój rozwój jako człowieka?
– Nauczyło mnie cierpliwości, pokory i odpowiedzialności. Dzięki tysiącom godzin w siodle wiem, iż sukces wymaga czasu i systematyczności – tu niczego nie da się przyspieszyć. Lepiej radzę sobie też ze stresem, co pomaga mi w szkole i w relacjach z ludźmi. Konie zawsze fascynowały mnie połączeniem siły i delikatności; staram się czerpać od nich spokój w codziennym życiu.
– Bierzesz udział w pokazach rekonstrukcji historycznej jazdy konnej. Jak to wygląda?
– Pasjonuje mnie rekonstrukcja dawnej polskiej jazdy, zwłaszcza okresu husarii, uważanej za jedną z najlepszych formacji w historii. Regularnie biorę udział w paradach i pokazach, trenując pod okiem Aleksandra Jarmuty. Dzięki niemu mogę poznawać i praktykować tradycyjne techniki szkoleniowe.
– Jakie masz plany i marzenia na najbliższą przyszłość?
– Niedawno zdobyłam uprawnienia instruktora jazdy w stylu western, co było moim marzeniem. Teraz chcę dalej się rozwijać – startować w zawodach, doskonalić swoje umiejętności i uczyć innych. Ogromną euforia daje mi to, iż mogę pomóc komuś postawić pierwsze jeździeckie kroki i zobaczyć, jak rodzi się w nim miłość do koni.
– Powodzenia na całej jeździeckiej ścieżce!
Rozmawiała: Wioleta Chmiela
















