Kochanka mojego męża Mila siedziała w samochodzie, spoglądając nerwowo na ekran nawigacji. Wszystko się zgadzało – przyjechała pod adekwatny adres. Pozostawało tylko zebrać się na odwagę i zrealizować swój plan. Wzięła głęboki oddech i z determinacją wysiadła zza kierownicy. Przeszła pięćdziesiąt metrów i stanęła przed wejściem do niewielkiej kawiarni. „Kawowy Raj” – głosił szyld. „No tak, jakie anielskie nazwy…” – przemknęło Mili przez głowę. Musiała tam wejść, choć w ostatniej chwili niemal zabrakło jej siły woli. Może po prostu machnąć ręką, wsiąść do auta i wyjechać jak najdalej stąd? Nie, po to tu przyjechała, by się nie cofnąć. Szarpnęła za klamkę i pchnęła drzwi. Zaraz miała zobaczyć JĄ – kochankę swojego męża i niszczycielkę rodzinnego szczęścia. Co adekwatnie o niej wiedziała? Prawie nic. Wiadomo było tylko, iż tę podstępną rozbijaczkę rodzin zwaną przez męża pieszczotliwie „Kociakiem” można spotkać w tej właśnie kawiarni, gdzie pracuje jako kelnerka. Miejsce przy stoliku obok okna – tam Mila czekała na przyjęcie zamówienia. Oto i ona! Mila rozpoznała tę dziewczynę od razu po zdjęciu, które widziała. Podchodziła właśnie do niej, a każda sekunda dłużyła się niczym wieczność. W głowie Mili kotłowały się myśli na całą powieść. – Dzień dobry! – uśmiechnęła się kelnerka, a Mila zerknęła na jej identyfikator. „Kasia”. No tak, oryginalności jakoś mężowi brakło, by nazywać Kasię „Kociakiem”. Tymczasem Kasia, nic nieświadoma zawieruchy myśli u klientki, kontynuowała: – Mogę przynieść menu? Jak będzie pani gotowa, proszę dać znać. Mila obdarzyła ją promiennym uśmiechem, podczas gdy spoglądała badawczo na rywalkę, niemal jak pod mikroskopem. Jak mogło się stać, iż patrzy właśnie w oczy kochance swojego męża? To długa historia – ale od początku. Już od dziesięciu lat Mila była szczęśliwą żoną Piotra. Przynajmniej tak jej się wydawało. Mają razem córkę, Ewę, ośmiolatkę. Piotr uwielbia Ewcię – swoją małą księżniczkę, którą nieustannie rozpieszcza. Kiedy Mila patrzyła z wyrzutem na kupno dwudziestej lalki, Piotr tylko wzruszał ramionami. Ewa także bardzo kocha tatę. Mila bywała choćby czasem zazdrosna, ale nie chowała urazy. Jako psycholożka wiedziała, jak fundamentalna jest ojcowska miłość dla dziewczynki. Mila zawsze starała się rozmawiać z mężem o problemach, dlatego praktycznie nie mieli poważnych kłótni. Ot, przeciętna polska rodzina – kredyt na mieszkanie, samochód, mały domek letniskowy pod Warszawą. Aż tu nagle: KOCHANKA! Mila dowiedziała się o niej przez przypadek. Kilka dni temu Piotr był pod prysznicem, gdy zadzwonił jego telefon. Krzyknął do niej: – To pewnie tata! Odbierz, ja nie mogę! Mila zwykle nie odbierała telefonów męża, ale skoro prosił… Już miała sięgnąć po jego telefona, gdy zauważyła, iż to nie teść. Dzwonił ktoś inny – „Kociak” – i było widać zdjęcie kontaktu. Kiedy Mila spojrzała, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Obca dziewczyna tuliła jej męża na fotografii. Zrobiło jej się dziwnie słabo. Odebrać czy nie? Zanim zdążyła podjąć decyzję, połączenie zostało przerwane. Chciała odłożyć pechowy telefon, ale wtedy przyszedł sms: „Piotrusiu, w przyszłym tygodniu pracuję na zmiany 2/2 od poniedziałku. Wpadnij do Kawowego Raju, pod koniec mojej zmiany, chcę poczęstować cię naszym firmowym cappuccino. Tęsknię, buziaki…”. Potem emotki. Mila odsunęła telefon męża, jakby parzył. Wszystko było jasne. Mąż ją zdradza. Ile to trwa? Co ich łączy? Czy to tylko romans czy coś poważnego? W każdym razie dla Mili to był potężny cios i szok. Musiała wszystko przemyśleć. Piotr wyszedł z łazienki, zapytał, czy rozmawiała z jego ojcem. Mila skłamała, iż nie zdążyła podejść i nie wiedziała, kto dzwonił. Pretekstem była migrena – wyszła niby do apteki, a tak naprawdę usiadła na ławce w osiedlowym parku i analizowała całe swoje dotychczasowe małżeństwo. Nie mogła zrozumieć, w którym momencie coś pękło. Ale była zbyt silna, by udawać, iż nic się nie dzieje, choć nie zamierzała też urządzać scen zazdrości. Przypomniała sobie o rocznicy ślubu – dziesiątej. Zaplanowali świętowanie z Ewą, a potem wizytę rodziców. Jak można się cieszyć, gdy wie się o zdradzie? Mila jednak nie chciała dramatycznych decyzji na gorąco. Wróciła do domu. Później przez kilka dni żyła jak w amoku. Bezsenność, brak apetytu. Udawała przed dzieckiem i mężem, iż to stres w pracy. W końcu postanowiła: musi zobaczyć rywalkę na własne oczy. Tak znalazła się dziś w „Kawowym Raju”. *** – Poproszę latte i jakiś deser – powiedziała do kelnerki. – Co pani poleca? – Mamy świetny miodownik – odpowiedziała Kasia. – To poproszę miodownik. Gdy „kochanica jej męża” podała zamówienie, Mila wcale nie miała apetytu. Kawę uznała za zwyczajną, deser też. Cel wizyty był jednak inny – pogadać. Miała nadzieję, iż będzie okazja. Po kilku minutach Kasia podeszła: – Widzę, iż nie skończyła pani deseru. Coś nie tak? Może przynieść coś innego? – Nie, nie chodzi o miodownik. Po prostu nie mam apetytu. Dużo myślę. – Przepraszam, nie będę przeszkadzać… – Proszę się nie tłumaczyć. Właśnie rozważam dwie opcje: zjeść deser do końca, czy raczej złożyć pozew rozwodowy. Co by pani wybrała? Kasia spojrzała zdezorientowana. Mila kontynuowała pytania i tematy schodziły na osobiste sprawy, aż w końcu uznała, iż nie tędy droga. Po chwili poprosiła o rachunek i zostawiła sowity napiwek. Po Mili nie zostało śladu. *** W kawiarni podjęła decyzję – dla dobra dziecka urządzi planowane wesele z okazji dziesięciolecia. Przecież Ewa cieszyła się ogromnie. Po uroczystości zamierzała spokojnie wszystko wyjaśnić z mężem. I nadeszła jubileuszowa kolacja. Mila, Piotr i Ewa – wspólne świętowanie. Dziesięć lat razem. Ostatnie minuty nim wniesiono tort. I wtedy… Mila nie mogła uwierzyć własnym oczom. To Kasia – „Kociak”, kochanka męża – wniosła tort do ich stolika. Piotr uśmiechnął się do niej ciepło: – Wszystkiego najlepszego, kochanie! Ten tort jest dla ciebie. Animator zabrał Ewę do zabawy, a Mila została sama z Piotrem i Kasią. – Rozumiem, iż już znasz Kasię – powiedział Piotr. Kasia skinęła nerwowo. – Naszej miłości nic nie jest straszne. Dziękuję, iż jesteś – dodał Piotr. – Co to wszystko znaczy? – w końcu zdołała zapytać Mila. – To był żart, rozumiesz? Głupi, nieśmieszny, przyznaję… Ale to tylko scenariusz! Wynająłem specjalną agencję, oni napisali fabułę o mojej „zdradzie”. Każdy przypadek jest inny, aktorzy zawsze świeży. Ty pokazałaś dojrzalszą reakcję niż wszystkie żony dotąd! – Piotr chciał ją objąć, ale cofnęła się. – Chcesz powiedzieć, iż nie masz kochanki? – Nie mam! – powiedział z westchnieniem ulgi Piotr. – A pani to aktorka? – Jeszcze się uczę, pracuję w kawiarni i dorabiam w agencji – przyznała Kasia. – Pani zachowała się niesamowicie. Przy innych bywał dramat: ciskały w głowę kawą, wyzywały, a pani tylko spokojna rozmowa i choćby napiwek. – Nie mam słów – Mila była wstrząśnięta. – Piotrek, ty naprawdę sądzisz, iż to śmieszne? Odpowiednie? Jak mogłeś zrobić mi coś takiego na naszą rocznicę?! Kasia chciała odejść, ale Mila zatrzymała ją ruchem ręki. Piotr po raz pierwszy widział żonę krzyczącą z wściekłości. – Czy ty rozumiesz, jak przeżyłam te dni? Jak mogłeś zafundować mi taki koszmar przed naszym jubileuszem?! – Wiesz, Mila… Ty zawsze taka poukładana, opanowana… Chciałem dodać nam trochę emocji, no wiem, głupio wyszło. Wybacz mi. Mila już nie potrafiła się powstrzymać. Kasia wycofała się, a Mila… podniosła tort i rozsmarowała go Piotrowi na twarzy. – Proszę bardzo, oto „nutka pikanterii”! – powiedziała słodkim tonem, po czym ruszyła do wyjścia. – Co ci odbiło, oszalałaś?! – krzyczał Piotr. – Nie, kochanie – Mila tonem dziecka zaświergotała – chciałam tylko odświeżyć nasz związek! Wyszła, po drodze zabrała Ewę i razem opuściły kawiarnię. Na dworze Mila głęboko wciągnęła czerwcowe powietrze… i wybuchnęła śmiechem. – Mamusiu, co cię tak rozbawiło? – Nic, kochanie… Przypomniał mi się pewien dowcip. – Opowiesz? – Jasne, ale najpierw musimy poważnie porozmawiać. Będziemy przez jakiś czas mieszkać osobno. – Na zawsze? – Nie wiem, zobaczymy. Idziesz ze mną? – Ewa skinęła głową. I tak szły razem pustą wieczorną ulicą. (tytuł: „Kochanka mojego męża”)

naszkraj.online 12 godzin temu
Kochanka mojego męża Milena siedziała w swoim wysłużonym fiacie i gapiła się na ekran nawigacji. Wszystko się zgadzało dojechała tam, gdzie miała. Pozostało już tylko zebrać się w sobie i zrobić to, co zaplanowała. Westchnęła głęboko, poprawiła włosy, uniosła podbródek jakby wybierała się zawojować świat, i wysiadła. Przeszła zamaszystym krokiem jakieś pięćdziesiąt metrów i stanęła […]
Idź do oryginalnego materiału