"Klątwa Doliny Węży" z narracją Łony w kinach. "Za niektóre złośliwości jest mi wstyd"

rdc.pl 1 godzina temu

"Klątwa Doliny Węży" to polsko-radziecki przygodowy horror science fiction z 1988, wyreżyserowany przez Marka Piestraka (który również był współautorem scenariusza), nakręcony na podstawie opowiadania Roberta Strattona. Film swoją premierę miał 3 października 1988 roku, a teraz wraca do kin w nowej odsłonie.

Narracja Łony w kultowym filmie

Narrację do legendarnej produkcji nagrał raper Łona, czyli Adam Zieliński, który był naszym gościem w piątkowym "Poranku RDC". Artysta zdradził na naszej antenie, iż do "Klątwy Doliny Węży" ma szczególny sentyment.

Jesteśmy adekwatnie z tego samego pokolenia, ja i ten film, i to nas bardzo łączy. W patrzeniu na świat, w pewnych kolorach, jakie ten świat przybiera, kiedy na niego patrzymy w też postaciach, które w tym świecie się pojawiają – mówił. – Należałoby wspomnieć o tym, co ja nazywam uroczymi ułomnościami tego filmu, począwszy od tych efektów specjalnych, które są zupełnie groteskowe, przez jakieś takie zawijasy fabularne, skończywszy na scenograficznych jakichś ekscesach, bo to tam też naprawdę są grube rzeczy. No nie można tego filmu nie kochać – wskazał.

Łona, nagrywając narrację do filmu, starał się połączyć humor i, jak sam powiedział, czułość.

Parę złośliwości poczyniłem takich, za które jest mi wstyd. Wyśmiewam jakąś tam niezgrabność językową u pani redaktor granej przez Ewę Sałacką, ale generalnie staram się podchodzić do tego z czułością. To było takie moje założenie. Czy to się udało? Nie jestem pewien. Nie zawsze na pewno. Czasami ta kąśliwość moim zdaniem jest niezbyt duża, ale oczywiście, iż przewrotnie chciałem podejść do tego tak, że najłatwiej zrobić sobie bekę i i opowiedzieć o wszystkich tych, no właśnie eufemistycznie mówiąc, mankamentach. A pewną trudność sprawia właśnie opowiedzenie z czułością o tym filmie i podejście z taką empatią i do twórców, i do fabuły, i do losów bohaterów – wyjaśnił.

"Klątwa była ze mną cały czas"

Adam Zieliński opowiedział też o tym, jak wyglądało przygotowanie narracji do filmu. Przyznał, iż zaskoczyło go to, ile wymaga to wysiłku.

Wydawało mi się, iż to jest robota na tydzień. To znaczy obejrzę sobie ten film raz czy dwa razy, góra trzy i spisawszy jakieś takie luźne notatki, usiądę przed mikrofonem tak jak teraz i w godzinkę wszystko pyknę. A otóż okazało się, iż sam proces oglądania i wymyślania tej narracji takiej, żeby ona nie była zbyt natarczywa, żeby nie była pretensjonalna, ale równocześnie, żeby sprawiała, iż ten film w tych momentach, kiedy po tych 40 latach trochę się dłuży, żeby tam zaatakować czymś, co może tego widza nieco wyrwać z letargu – no budowanie tego balansu to jednak trochę mi zajęło – mówił w rozmowie z Grzegorzem Chlastą.

Następnie przyszedł czas na nagranie.

Nagrywałem to u siebie w studiu. Jako iż nie jestem mistrzem interpretacji, cofałem się wielokrotnie i powtarzałem jakieś kwestie. Zajęło mi to trzy miesiące. Nie była to praca non stop od 8:00 do 20:00, ale jednak miałem to z tyłu głowy. "Klątwa" była ze mną cały czas. Dorobiłem się takiej wiedzy o tym filmie jak montażysta, iż naprawdę znam każde ujęcie po ujęciu, mogę je tam wszystkie z pamięci odtworzyć – przyznał.

Cytat ze Stachurskiego w filmie "Klątwa Doliny Węży"

Łona zdradził też, co było dla niego najtrudniejsze.

Najtrudniejsze było to, co największą przyjemność mi sprawiało, czyli zastanowienie się, gdzie najlepiej pasuje cytat ze Stachurskiego. To jest dla mnie największe wyzwanie, ale mi się udało. W siódmej minucie jest chyba pierwszy cytat. Bo zresztą tam jest naprawdę taka wspaniała scena. Jacek Stachursky, wielki Polak i wspaniały wspaniały twórca literatury napisał kiedyś taki i taki wers, iż "Potężna wichura łamie duże drzewa, a trzciną zaledwie tylko kołysze". To jest takie wielkie, iż po prostu zapadło głęboko w moje serce. Nie tylko zresztą moje, jest wiele osób, które doceniają te walory literackie utworu "Dosko" – opowiadał.

„Klątwę Doliny Węży” obejrzało ponad 25 milionów osób w Związku Radzieckim i milion w Polsce. Film jest krytykowany za nieudolnie wykonane efekty specjalne, wątpliwy sens tworzenia filmu z góry skazanego na niepowodzenie oraz zbyt daleko idące inspiracje Poszukiwaczami zaginionej Arki. Od tytułu filmu wzięła się nazwa nagród Węży, przyznawanych najgorszym polskim filmom.

Idź do oryginalnego materiału