Brzezina na taką nie wygląda, ale jest wyjątkowym tytułem w filmografii Andrzeja Wajdy. Ani temat, (a ten był intymny, psychologiczny, dotyczący raczej jednostkowych relacji, niż portretujący dzieje narodu, pokolenie czy społeczność), ani opowiadanie nie wskazywało na to, iż reżyser może się nimi zainteresować. Mimo to (a może dzięki temu) udało mu się stworzyć i powiedzieć coś unikalnego w skali zarówno własnej twórczości, jak i polskiego kina w ogóle, czyli sielski obraz polskich pól elizejskich, jako krainy śmierci leżącej między płaczącymi wierzbami a łanami pszenicy.
W latach 70. Wajda miał już mocno ugruntowaną pozycję, dzięki takim sukcesom jak Kanał (1956) – Nagroda Specjalna Jury w Cannes, Popiół i diament (1958) – wyjątkowy hit wśród publiczności i krytyków, Popioły (1965) – superprodukcja, oraz wiele, wiele innych. W 1970 r. Wajda był u szczytu swoich możliwości twórczych: miał 44 lata, 15 pełnometrażowych filmów na koncie, był kierownikiem własnego zespołu filmowego X, a jego rola w PRL-owskim światku filmowym była na tyle istotna, iż obawiał się zostania „młodym klasykiem”. W latach 70. nie wypadało nie pójść na jego film.
Brzezina była pierwszą produkcją reżysera na zlecenie TVP. Wajda przyznawał, iż proza Iwaszkiewicza zawsze go fascynowała, jednak do jej realizacji długo dorastał i w podjęciu decyzji o ekranizacji pomogło mu złożenie zamówienia na realizację filmu. Jednak to Panny z Wilka bardziej pociągały reżysera; to o tym opowiadaniu mówił, iż długo nosił się z zamiarem stworzenia jego adaptacji. Mimo to, nieco narzucona sobie praca twórcza otworzyła Wajdę na inne spojrzenie na swoje zainteresowania i styl. Sprawiła, iż później powstały nie tylko wymarzone Panny z Wilka, ale też zupełnie nieswoista dla Wajdy Smuga cienia. Brzezina zawiera w sobie dużo więcej liryzmu, niż wcześniejsze realizacje. Wajda mógł rozwinąć w nim w pełni swoje inklinacje malarskie. Film został wyświetlony najpierw w czerni i bieli na małym ekranie (co może współcześnie dziwić, bo to telewizja miała pierwsza do niego prawo), a premierę kinową, już w kolorze, w listopadzie 1970 r.. Linia narracyjna Brzeziny filmowej jest adekwatnie zgodna z literacką wersją, Jarosław Iwaszkiewicz był aktywnie zaangażowany w produkcję. Jak wynika z korespondencji Wajdy z pisarzem, obydwaj panowie toczyli przed i w trakcie kręcenia filmu żywe rozmowy. Iwaszkiewicz napisał wszystkie dialogi do filmu, także te, których nie było wcześniej w opowiadaniu. Między publikacją opowiadania a jego ekranizacją upłynęło 38 lat. Jest to okres jednego pokolenia, rozdziela je doświadczenie II Wojny Światowej. Brzezina była jednak w latach 70. wciąż współczesną prozą, a jej twórca dalej był aktywny literacko i krytycznie.
Niewątpliwie Iwaszkiewicz, jako autor pierwowzoru literackiego, stoi za liryzmem i symbolizmem przenikającym całość obrazu. Ale to Wajda nadał im plastyczny kształt, wykorzystując wyrazistą i uniwersalną ikonografię, a także fabularny dynamizm,co osiągnął przy pomocy wybitnego tercetu Olbrychski – Krakowska – Łukaszewicz. Wykorzystywane przez Iwaszkiewicza metafory dały reżyserowi twórczy rozpęd, za pomocą którego polskie pola elizejskie, sielskie zaświaty zmaterializowały się przed oczami widzów.
fot. „Brzezina” / mat. prasowe Stowarzyszenia Kin StudyjnychPierwszą z metafor, fundamentem, na którym Wajda buduje swoją wizję jest, rzecz jasna, tytułowa brzezina. Już samo to podążanie w stronę mistycznego symbolizmu było czymś nowym u Wajdy. Oczywiście wcześniejsze filmy reżysera zawierały mocną wizualną symbolikę – wystarczy wspomnieć ikoniczny kadr z odwróconą figurą Chrystusa z Popiołu i diamentu. Symbolizm nie był jednak dla Wajdy nigdy nadrzędną zasadą organizującą cały film, raczej zręcznym środkiem wyrazu, stosowanym do podbicia problematyki historycznej. Już samo drzewo, abstrahując od jego gatunku, jako symbol jest mocno związane z życiem, śmiercią i cyklem odradzania się w Biblii, a także łączenia się z Bogiem. Iwaszkiewicz wykorzystuje ten symbol w swoim opowiadaniu pogłębiając jego znaczenie, które filmowiec przeniósł również na ekran. Brzozy pojawiają się w kadrze już w pierwszych scenach. W brzezinie znajduje się mogiła żony Bolesława i, w oczach bohaterów, jej obecność tam nadaje lasowi specjalny status. Bolesław wyczuwa trwanie zmarłej w tym miejscu, a wrażenie to jest pogłębiane obrazami nieruchomych, przecinającymi kadr pni drzew, budującymi wrażenie niesamowitości i nieskończoności. Wajda nie byłby jednak sobą, gdyby zadowolił się statycznymi ujęciami. W jego filmie brzezina żyje, porusza się i przemieszcza. Najpierw znajduje się w pewnym oddaleniu od leśniczówki, następnie wraz z rozwojem narracji i choroby Stasia, przybliża się do okien, by w momencie jego śmierci wejść do pokoju i scalić się organicznie z dekoracjami. Natura w ten sposób staje się pełnoprawną bohaterką filmu, z charakterem, świadomie prowadzonymi działaniami i celem. Wajda wycofuje się tutaj ze swojego charakterystycznego komentowania rzeczywistości na rzecz skupienia się na oddaniu w symbolicznej formie metafizycznego dramatu. Ten dynamizm przedstawienia reżyser buduje także przy pomocy aktorów. Zachowanie postaci w brzezinie jest odbiciem ich stosunku do śmierci i świata poza nią. Malina, Ola i Michał, stróż leśniczówki, czują się swobodnie wśród brzóz (jest scena, w której Michał przerzuca z euforią i bez problemu pocięte brzozowe bale). Film powiela znany, z opozycji kultura-natura, schemat, według którego ludzie bliżej związani z naturą są pogodzeni ze śmiercią i przejściem do innego świata, co umożliwia im kontrolę nad pewną sferą życia. Inaczej jest z bohaterami bliższym strukturom porządku cywilizacyjnego. Stanisław błądzi i gubi się wśród drzew, samo zagubienie nie powoduje jednak niepokoju czy strachu, mężczyzna pozostaje opanowany. Za to Bolesław najgorzej znosi przebywanie w brzezinie. Odgrywający go Daniel Olbrychski może popisać się swoim ekspresyjnym warsztatem, gdy jego bohater panicznie miota się wśród drzew. Konflikt kultura-natura związany ze śmiercią jest też widoczny w dialogach. Na początku Stanisław uważa, iż miejsce mogił jest na cmentarzu – wydzielonej sztucznie przez ludzi części ziemi specjalnie, dedykowanej pochówkom. W czasie swojego pobytu w leśniczówce, oraz pod wpływem przeżyć, zmienia zdanie i także decyduje się spocząć w brzezinie. Gdy brzozy wchodzą do jego pokoju a on sam razem z łóżkiem wjeżdża pomiędzy nie, ma na twarzy uśmiech i ulgę. Koreluje to z wyjaśnieniami Bolesława, co do pochowania żony – brzezina jest określona jako „ładna”. Oznaczałoby to, iż ten „inny świat”, ten spoza, nie jest straszny, jest jednak niedookreślony, niewiadomy. Po śmierci brata Bolesław doświadcza przemiany duchowej, która rozpoczęła się razem z przyjazdem Stasia. W ostatnich scenach filmu Bolesław całuje delikatnie Malinę i znika wśród brzóz razem z Olą – jest to jego ostateczne pogodzenie się ze śmiertelnością. W ten sposób Wajda przenosi punkt ciężkości z dotychczasowego historyzmu: wieloplanowych epopei, czy wydarzeń zbiorowych o znaczeniu społecznym i narodowym do osobistych dramatów egzystencjalnych i emocjonalnych. Ograniczenie przestrzeni do lasu i leśniczówki, a także niewielka liczba bohaterów (obydwoje ze specyficzną dyspozycją psychiczną) to istotna zmiana w twórczości reżysera, przejście na zupełnie nowy wymiar – biorąc pod uwagę jak bardzo indywidualnym przeżyciem jest wyobrażenie o śmierci i zmaganie się z jej perspektywą.
fot. „Brzezina” / mat. prasowe Stowarzyszenia Kin StudyjnychPostać Maliny jest drugim wyrazistym symbolem, zarówno w opowiadaniu, jak i w filmie. Jej postać to wiejska dziewczyna posługująca przy leśniczówce, jednak w porządku symbolicznym staje się łączniczką między światem żywych i umarłych, lub adekwatnie samą śmiercią. W literackim pierwowzorze Malina, jak przystało na symbol, zawiera w sobie kilka znaczeń, które można odczytywać w zależności od kontekstu – znaczenia tej postaci oscylują od sił witalnych, poprzez połączenie erosa z tanatosem, do biologizmu. W obiektywie Andrzeja Wajdy, korzystającego szczodrze z dzieł Jacka Malczewskiego, tak jak Zatruta studnia czy Thanatos, na pierwszy plan wysuwa się skojarzenie ze śmiercią. Malina pojawia się po raz pierwszy na początku filmu – wychodzi z brzeziny razem z Olą. Krzyk Bolesława, cierpiącego wciąż po odejściu żony, odgania ją jednak od domostwa. Bolesław czuje do niej wyraźną niechęć – jest to znak jego niepogodzenia się z koniecznością umierania i przemijania. Stanisław przeciwnie – nawiązuje z nią romans, w czym realizuje się motyw Erosa i Tanatosa. Śmierć w filmie Wajdy traktowana jest w ten sposób jako coś erotycznego, podkreślany jest jej aspekt biologiczny i naturalny. Reżyser odchodzi w ten sposób od swoich wcześniejszych przedstawień umierania: śmierć miała u niego wymiary historyczny, polityczny i heroiczny. ostać Maliny powoduje napięcie między braćmi. Bolesław zaczyna rywalizować z bratem o dziewczynę, jednocześnie podchodząc do tego brutalnie: walczy z nią (próbuje jej wytrącić kosę z ręki, co Malina kwituje śmiechem i pozwala mu wygrać, co podkreśla bezsens jego działań) i upokarza. Chęć posiadania Maliny na wyłączność można tłumaczyć jako potrzebę zindywidualizowania śmierci i własnego losu, zaś niemożność tego (Malina przyznaje, iż kocha też Michała i jest uległa wobec Bolesława) wskazywałaby na kolektywność przeżycia. Malina w ciągu całej narracji krąży wokół domu, coraz bardziej się do niego zbliżając podobnie jak to było z brzeziną, widzimy też dziewczynę często przebywającą wśród drzew. Wskazywałoby więc to na jej rolę śmierci, ale tej podobnej bardziej do Charona, kogoś, kto przeprowadza ludzi do krainy umarłych, ale robi to śpiewem, łagodnie, jak ktoś bliski, szczery i kochający. Nadaje to także nowy wymiar przedstawień śmierci u Wajdy. Jest to doświadczenie głęboko osobiste i jednocześnie wpisane w naturalny rytm natury. Jego dramat opiera się na reakcji wewnętrznych przeżyć, nie na tragicznych okolicznościach zewnętrznych. Jest to wręcz zmiana rewolucyjna względem filmów takich jak Pokolenie, Kanał, Popioły.
fot. „Brzezina” / mat. prasowe Stowarzyszenia Kin StudyjnychPanny z Wilka ze swoją nominacją do Oscara przebijają Brzezinę pod względem uznania krytyków i publiczności, jeżeli ma się na myśli ekranizację prozy Iwaszkiewicza. Choć Brzezina to film bardziej kameralny i mniej popularny, jest prawdziwą perełką w filmografii Andrzeja Wajdy. Skupiony na emocjach i pełny symbolizmu, pięknie i zręcznie przepisanego z kart literatury na język audiowizualny. Przedstawienie śmierci, jako wołającej umierającego śpiewem oraz zaświatów, jako cichego brzozowego lasku są nie tylko piękne i charakterystyczne dla Polski i taka symbolika jest pewnym krokiem naprzód dla Wajdy, którego bohaterowie do tej pory ginęli w kanałach lub na wysypiskach śmieci. Wydaje się, iż zlecenie od TVP było wręcz transcendentnym przypadkiem, który pchnął twórczość reżysera w rejony, które do tej pory były przez niego nieuczęszczane: metafizyki, symbolizmu, dramatu psychologicznego i napięć rodzinnych. Subtelność, malarskość i emocjonalność dzieła sprawiają, iż Brzezina jest filmem wyjątkowym w twórczości Andrzeja Wajdy.
Korekta: Magda Wołowska
Tekst powstał we współpracy patronackiej ze Stowarzyszeniem Kin Studyjnych nad przeglądem „WAJDA: re-wizje. Przegląd filmów Andrzeja Wajdy w 100. rocznicę urodzin”.








![Efektowne bloki w meczu Polska - Brazylia [WIDEO]](https://i.iplsc.com/-/000N1AAXNL1CPIEH-C461.jpg)





