Klara i słońce – recenzja filmu. Subtelność rozpędzonego tira

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Taika Waititi nie miał w ostatnich latach najlepszej passy. Choć jego Jojo Rabbit z 2019 roku święcił triumfy, reżyserowi nie udało się już wrócić na tak wysoki poziom. Jego kolejne projekty okazywały się klapami zarówno pod względem finansowym, jak i ocen krytyków. Czy jego najnowsze dzieło przerwie tę niefortunną passę?

Klara i słońce to adaptacja książki Kazuo Ishigury o tym samym tytule. Tytułowa bohaterka jest jednym z wielu dostępnych do zakupu robotów, których główną funkcją jest bycie przyjacielem ich właścicieli. Utraciwszy wszelką nadzieję na odnalezienie nowego domu, los bohaterki zaskakująco obraca się o 180 stopni. Trafia ona bowiem na Josie, młodą dziewczynę, która dostrzega w Klarze coś wyjątkowego. Spotkanie tej dwójki skutkuje wprowadzeniem się głównej bohaterki do domu nastolatki. Klara nie wie jednak, jakie problemy i tajemnice rodzinne odkryje w rezultacie.

Coś, co na początku wydaje się ciekawym komentarzem na temat sztucznej inteligencji, ekologii oraz relacji międzyludzkich, gwałtownie okazuje się bardzo płytkie. Choć pojawia się tu parę naprawdę ciekawych pomysłów, żaden z nich nie zostaje rozwinięty na tyle, by uznać go za satysfakcjonujący. Wątki zostają rozwiązane w ekspresowym tempie, a czas poświęcony na ich podbudowę jest zdecydowanie za krótki.

Zobacz również: Baranek Shaun i Kudłata Bestia – recenzja filmu. Halloween na farmie Mossy Bottom

Fot. kadr z filmu

Śledzenie fabuły z perspektywy androida, który absolutnie nie łapie kontekstów kulturowych, dawało duży potencjał na interesujące podejście do tematu. Choć dzięki temu dostajemy kilka uroczych scenek, w których protagonistka odkrywa, na czym polega ludzkie życie, nie otrzymujemy niczego nowatorskiego. Pomimo tego, iż wydaje się, iż w trakcie fabuły nie mija wiele czasu, Klara już na dość wczesnym etapie przestaje zasadniczo wyróżniać się na tle otaczających ją ludzi. Zamiast być postacią z krwi i kości, zamienia się w zwykłą, o ironio, maszynkę do prawienia prostych morałów.

Zawarty w filmie Klara i słońce humor wydawał mi się momentami wręcz irytujący. Są tutaj sceny, w których faktycznie czujemy jako widzowie duże napięcie. Niestety, w wielu z nich Taika postanawia przebić balonik, na wypadek gdybyśmy zaczęli nadmiernie przejmować się wydarzeniami na ekranie. Zdarzają się momenty, które są naprawdę śmieszne. Do głowy od razu przychodzi mi scena z ulepszonymi dzieciakami, której absurd został wystrzelony tak wysoko, iż wydaje się ona pochodzić z zupełnie innego filmu. W paru momentach żarty wydawały mi się jednak nie na miejscu i jedynie osłabiały wydźwięk poszczególnych scen.

Zobacz również: Street Fighter. Uliczny wojownik – recenzja filmu. Festiwal pięści i żenady

Fot. kadr z filmu

Widać, iż reżyser faktycznie ma oko do ładnych kadrów. Wiele sekwencji rozgrywających się na polu wypełnionym sianem ciekawie wykorzystuje scenerię, która dobrze prezentowała się na ekranie. Czuć jednak, iż twórca Thora: Ragnarok nie wykorzystuje pełni swojego potencjału. Nie zapadła mi w pamięć żadna sekwencja, o której mógłbym powiedzieć, iż została znakomicie nakręcona. Nie jest źle, ale odnosiłem wrażenie, iż wszystko zrobiono na autopilocie. Szczególnie widać to w późniejszej sekwencji osadzonej w dużym mieście. Cała tamtejsza architektura wygląda jak najbardziej generyczny futuryzm, jaki można sobie wyobrazić. Z oddali przypomina to coś wyplutego z ChatGPT.

Zebrana tutaj obsada dwoi się i troi, by Klara i słońce była w miarę bezbolesnym seansem. Na szczęście część aktorów jest na tyle utalentowana, iż momentami udaje im się osiągnąć ten cel. Jenna Ortega w tytułowej roli wypada naprawdę nieźle, pomimo tego, iż scenariusz nie działa na jej korzyść. Aktorka potrafi jednak wypaść na tyle sympatycznie, iż losy jej bohaterki śledzi się z przynajmniej częściowym zaangażowaniem.

Zobacz również: Czas, który nie nadszedł – recenzja filmu. Nie każde pokolenie ma własny czas

Fot. kadr z filmu

Warto też docenić Steve’a Buscemiego, którego rola, choć krótka, wybija się na tle reszty obsady, oraz Arana Murphy’ego. Zbieżność nazwisk tego drugiego z Cillianem Murphym nie jest przypadkowa. Odtwórca roli Thomasa Shelby’ego jest bowiem ojcem młodego aktora. Pomimo dość zasadnych oskarżeń o nepotyzm 19-letni Murphy wypada w roli Ricka naprawdę przekonująco i jest jednym z jaśniejszych punktów obsady.

Mia Tharia w roli Josie wyraźnie stara się nadać swojej bohaterce pewnej głębi. Nie wychodzi jej to jednak najlepiej. Kluczowym elementem postaci nastolatki jest alienacja, którą odczuwa ze względu na swój nadnaturalny intelekt. Film nie zarysowuje jednak tego problemu odpowiednio dobrze. W rezultacie cierpi na tym wiele dramatycznych scen, w których powinniśmy sympatyzować z Josie i jej współczuć. Zamiast tego bohaterka wypada na niedojrzałą i niestabilną. Jej wewnętrzny konflikt zostaje nam przedstawiony wyłącznie dzięki ekspozycji, przez co nie mamy dobrego wglądu w to, co tak naprawdę siedzi jej w głowie.

Zobacz również: Primetime – recenzja filmu. Czyszczenie antycznego zła

Fot. kadr z filmu

Co zaskakujące, według mnie najmniej korzystnie wypada w filmie Amy Adams. Uznana aktorka miała nieprzyjemność zagrać jedną z najgorzej napisanych matek, jakie miałem ostatnio okazję oglądać na wielkim ekranie. Ponownie dylemat bohaterki zostaje przedstawiony po macoszemu, przez co podczas seansu można odczuwać wobec niej jedynie złość i rozczarowanie. Chyba najbardziej szkodliwe jest jednak to, iż zostaje ona oczyszczona ze wszystkich swoich win, mimo iż nie podejmuje żadnej drogi ku odkupieniu. A przynajmniej my, jako widzowie, nie mamy okazji jej zobaczyć. Z tego powodu zakończenie było dla mnie niezwykle niesatysfakcjonujące, a wręcz obraźliwe.

Klara i słońce to absolutny średniak, który zamienia interesujący i ambitny materiał źródłowy w zwykłą papkę. Jenna Ortega daje sobie radę w głównej roli, a niektóre kadry wyglądają prześlicznie. Cała reszta wypada jednak nijako lub po prostu źle. Wygląda na to, iż przykra passa Waititiego będzie trwać dalej. Jest mi z tego powodu naprawdę przykro, bo swego czasu umiejscawiałem go w ścisłej czołówce moich ulubionych reżyserów. No nic, pozostaje mi wierzyć, iż prędzej czy później uda mu się odkuć. Liczę, iż przy następnym projekcie zamknie mi jadaczkę i udowodni wszystkim, iż jednak jest utalentowanym filmowcem.


Fot. główna: kadr z filmu

Idź do oryginalnego materiału