Kino Regis w Bochni po modernizacji. Nowy projektor w małej sali – WYWIAD

bochnianin.pl 1 godzina temu

Mała sala Kina Regis w Bochni została wyposażona w nowy projektor cyfrowy, za pomocą którego można wyświetlać filmy na takich samych zasadach dystrybucyjnych jak w dużej sali. O modernizacji, frekwencji, zmianach wśród widzów i przyszłości kina studyjnego rozmawiamy z Pawłem Kortą, specjalistą ds. Kina Regis w Miejskim Domu Kultury w Bochni.

W tym wywiadzie przeczytasz o:
  • cyfrowej modernizacji małej sali Kina Regis i nowym projektorze laserowym;
  • zmianach w repertuarze i roli kina studyjnego;
  • frekwencji (ponad 35 tys. widzów w 2025 roku) i filmach, które przyciągają bocheńską publiczność;
  • wpływie streamingu na kino i zmieniającym się profilu widza;
  • Dyskusyjnym Klubie Filmowym, szkolnych seansach i przyszłości Kina Regis.

Mirosław Cisak, Bochnianin.pl: – Miejski Dom Kultury w Bochni otrzymał dofinansowanie na cyfrową modernizację małej sali Kina Regis. Czy montaż nowego sprzętu jest już zakończony?

Paweł Korta, specjalista ds. Kina Regis w Miejskim Domu Kultury w Bochni: – W zasadzie tak – to, co najważniejsze, mamy za sobą. Technicznie byliśmy gotowi pod koniec sierpnia, a projektor od 1 września mógł już wyświetlać filmy. Planowanie repertuaru wymaga jednak wyprzedzenia, dlatego pierwszy seans odbył się 18 września.

Dotacja wyniosła ok. 182 tys. zł netto. Ile kosztowała cała inwestycja?

– Środki pochodziły z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej* i było to 70 proc. kosztów. To dużo, bo zwykle dofinansowanie wynosi pół na pół. Całkowity koszt wyniósł ok. 260 tys. zł netto.

Co kupiono za te pieniądze?

– Sercem zestawu jest cyfrowy projektor w standardzie DCI. Filmy z dystrybucji kinowej muszą spełniać określone normy kodowania, jakości obrazu i dźwięku oraz mieć zabezpieczenia antypirackie, a w tym formacie dystrybutorzy przesyłają dziś już ok. 90 proc. tytułów. Projektor jest zintegrowany z serwerem i w technologii laserowej, tak jak w przypadku dużej sali, więc nie ma konieczności zakupu drogich lamp, a prądu zużywa znacznie mniej. Zresztą lampowe modele powoli znikają z rynku kinotechnicznego. Jedyne, co musieliśmy zmienić przed montażem, to położenie okienka projekcyjnego w kabinie kinooperatorskiej, tak aby wzrok widza nie spotkał się z wiązką lasera.

Czy dzięki modernizacji mała sala oferuje teraz takie same możliwości wyświetlania filmów jak duża?

– Pod względem możliwego do wyświetlenia repertuaru tak. To, co możemy grać na dużej sali, możemy teraz grać także tu, od premiery. Różni je rozdzielczość projektora: w dużej jest 4K, w małej 2K. Do mniejszej sali rozdzielczość 4K nie miałaby sensu, a ponadto taki projektor jest znacznie droższy. Gołym okiem – przy tej wielkości ekranu jaka jest na małej sali – tej różnicy nie widać.

A jak to wyglądało wcześniej?

– Gdy mała sala powstała (2006 rok), grało się na taśmach 35 mm. Wtedy weszliśmy do Sieci Kin Studyjnych i mogliśmy grać na obu salach jednocześnie. Dużą salę zdigitalizowaliśmy w 2010 roku, ale uroczysta premiera kina cyfrowego w Bochni niestety wydarzyła się dzień przed katastrofą smoleńską. Otworzyliśmy więc kino cyfrowe i od razu zamknęliśmy je na czas żałoby. Zaraz po żałobie wróciliśmy do pełnowymiarowego grania w nowym formacie cyfrowym (w tym projekcje 3D). Na dużej sali graliśmy już z „kopii” cyfrowych, na małej dalej z tradycyjnych, analogowych. Taśmy 35 mm zaczęły jednak znikać na rynku dystrybucji i w ciągu 2 lat prawie całkowicie zniknęły. Tak więc na małej sali wyposażonej w projektor Full-HD, odtwarzaliśmy jedynie kopie cyfrowe niestandaryzowane. Z czasem też, dystrybutorzy filmów artystycznych wypuszczali je coraz rzadziej albo z dużym opóźnieniem. Sala przestawała więc działać jako kinowa. Żeby ją uratować dla kina, trzeba było kupić projektor cyfrowy DCI, tym samym przystosowując ją do współczesnych standardów emisji. Druga sala to zawsze atut, bo daje więcej możliwości żonglowania repertuarem.

Jak zmieni się repertuar małej sali?

– Już gramy na niej zdecydowanie więcej filmów, choć nie będzie ona na pewno tak eksploatowana jak duża sala. Z założenia to sala studyjna. Nie zagramy więc tu „Odysei” czy „Diuny”, bo to nie tej wielkości ekran, ani takie fotele, na których da się wygodnie spędzić trzy godziny. Możemy natomiast pokazać więcej repertuaru ważnego dla nas jako domu kultury i zarazem członka Sieci Kin Studyjnych. Przynależność do sieci, daje nam wiele przywilejów, ale też zobowiązuje nas wypełniać pewne kryteria jakościowe i ilościowe. Mając na uwadze, iż jesteśmy jedynym kinem w Bochni, gramy repertuar mieszany, tj. rozrywkowy, bo on też jest potrzebny i jest na taki popyt, ale nie możemy zamykać drogi widzom, którzy szukają czegoś innego. Dawniej trzeba było wybierać: dobry film artystyczny albo film rozrywkowy, który zarabia i gromadzi dużą publiczność. Teraz ci, którzy nie chcą iść na „Spider-Mana”, mogą pójść na np. film Jarmuscha. Jest większy wybór. Są też oczywiście tacy, którzy chodzą zarówno na filmy rozrywkowe, jak i artystyczne. Ci mają najlepiej.

To także większe możliwości dla przeglądów tematycznych?

– Tak. Żeby zrobić przegląd tematyczny, trzeba najczęściej rezygnować z innych filmów. Pokazy premierowe zwykle wymagają dwutygodniowej, nieprzerwanej obecności na ekranie, więc zawsze było coś kosztem czegoś. Teraz na jednej sali możemy wyświetlać film premierowy, a na drugiej przegląd, czy jakieś seanse specjalne.

Jak wyglądała frekwencja w Kinie Regis w 2025 roku?

– Sprzedaliśmy ponad 35 tys. biletów. W 2024 roku było to ponad 33 tys., podobnie w 2023 r. Zeszłoroczny wynik jest najlepszy od pandemii i czwarty w historii kina. Rekordowy był 2019 rok, kiedy mieliśmy ponad 40 tys. widzów. Potem przyszła nieszczęsna pandemia i albo kino było całkowicie zamknięte, albo funkcjonowało z ograniczeniami (ograniczona do 30% ilość widzów, maseczki, dezynfekcja etc.). W roku pandemicznym mieliśmy ok. 10 tys. widzów, w 2022 r. – ok. 26 tys., a w 2023 r. wróciliśmy w zasadzie do poziomu sprzed pandemii, nie licząc tego rekordowego 2019 roku.

35 350
widzów w Kinie Regis w 2025 roku – najlepszy wynik po pandemii i czwarty w historii kina
+6,9%względem 2024 roku
3,3 razywięcej niż w 2020 roku
Pięć lat frekwencji

Liczba widzów (sprzedanych biletów) w latach 2020-2025

10 697
17 366
25 595
33 680
33 071
35 350
2020COVID‑19
2021COVID‑19
2022pierwszy niepandemiczny
2023+31,6% względem 2022
2024-1,8% względem 2023
2025+6,9% względem 2024
Najchętniej oglądane filmy 2025 roku

Liczba widzów (sprzedanych biletów) na poszczególne tytuły

  1. 1Minecraft: Film2 159
  2. 2Zwierzogród 22 110
  3. 3Dom dobry1 792
  4. 4Kleks i wynalazek Filipa Golarza1 408
  5. 5Lilo & Stitch1 242
  6. 6Smerfy. Wielki Film1 101
  7. 7100 dni do matury969
  8. 8Teściowie 3899
  9. 9Triumf serca839
  10. 10Bridget Jones: Szalejąc za facetem800

Dziesięć najpopularniejszych tytułów zebrało łącznie 13 319 widzów, czyli około 37,7% wszystkich biletów sprzedanych w 2025 roku.

Źródło: dane Kina Regis w Miejskim Domu Kultury w Bochni

Czyli kondycja kina jest stabilna?

– W liczbach tak, ale dziś, żeby osiągnąć tę samą frekwencję, trzeba wykonać dużo więcej pracy. W ostatnich latach zmienia się również profil widza. Pamiętajmy też, iż nie ograniczamy się tylko do repertuaru komercyjnego, ale jesteśmy też kinem studyjnym, którego założenia w dużym stopniu zgodne są z naszymi statutowymi obowiązkami (działamy na podstawie statutu MDK, kino Regis jest jedną z kilku komórek organizacyjnych Miejskiego Domu Kultury).

Na jakie filmy chodzą dziś bocheńscy widzowie?

– Kilka lat temu, poza animacjami dla dzieci, które zawsze były popularne, najlepiej sprawdzały się polskie komedie romantyczne. Teraz to się zmieniło. Najpopularniejsze filmy zeszłego roku to „Minecraft: Film”, „Dom dobry”, „Kleks i wynalazek Filipa Golarza”, „Lilo i Stitch”, „Smerfy: Wielki film” i „Bridget Jones: Szalejąc za facetem”. Jak widać to albo franczyzy albo kontynuacje serii, albo rzeczy już znane i wypromowane. Wyjątkiem jest „Dom dobry” Smarzowskiego, którego popularność po części wynikała z dyskusji społecznych wokół tematyki filmu. Obserwujemy, iż publiczność teraz chętniej wybiera tematy już znane lub/i wypromowane. Dystrybutorzy gwałtownie to zauważyli i w ubiegłych miesiącach mieliśmy kilka spektakularnych powrotów starszych filmów, np. „Requiem dla snu”, „Lot nad kukułczym gniazdem”, „Amelia” czy „Amadeusz”. Ludzie chętnie na nie przychodzą. Kolejne miesiące będą również pełne różnorakich kontynuacji i powrotów klasycznych obrazów.

Co zaskoczyło pana w ubiegłym roku?

– „Minecraft: Film”. Był kwiecień, czyli dla kin okres niezbyt dobry, bo robi się ciepło i ludzie wybierają raczej spacery, a mimo to ten film wypełniał sale po brzegi. Pojawili się młodzi widzowie, których na co dzień w kinie w takiej liczbie nie widuję. Reagowali niezwykle entuzjastycznie, podskakiwali, komentowali niemal każdą scenę. Dla mnie to było niesamowite doświadczenie obserwować tak żywiołową widownię.

W jaki sposób wybierane są filmy do repertuaru?

– Każdy tydzień to kilka do kilkunastu propozycji od dystrybutorów. Często zwracamy uwagę na potencjalną popularność tytułu, pierwsze reakcje w mediach (też zagranicznych) wartość artystyczną, lokalne konteksty. To musimy zestawić z zobowiązaniami wobec Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i Sieci Kin Studyjnych: odpowiedni procent filmów polskich, studyjnych i seansów premierowych. Czasem wybór jest prosty, jak „Lalka”, ale przykładowo niedługo do kin trafią jednocześnie nowi „Avengersi” i „Diuna: Część trzecia”, oba realizowane są ok. trzy godziny i trzeba któryś niestety odrzucić albo (co zdarza się częściej) przesunąć jego wyświetlanie. W multipleksie z dziewięcioma salami można zagrać wszystko, my musimy wybierać. Dużo zależy też od promocji, na którą po pandemii dystrybutorzy i producenci przeznaczają dużo mniej środków. I od… pogody. Kiedy pada deszcz kiniarze się cieszą.

Czy rozwój platform streamingowych widać we frekwencji?

– Publiczność w kinach jest nadal. jeżeli zeszły rok był czwartym w historii, to nie jest chyba źle. Zmieniły się jednak proporcje. prawdopodobnie część widzów została przy Netflixie lub innych platformach. Dla niektórych to dziś jedyne źródło filmów. Natomiast mam wrażenie, ale nie twarde dane, iż ci, którzy oglądają wyłącznie streaming, wcześniej też rzadko chodzili do kina. Moim zdaniem nie ma sensu odwracać się plecami do rzeczywistości. Sam czasem korzystam ze streamingu, ale raczej sporadycznie i jeżeli już to dla seriali. Ale kino to jednak coś innego.

Które grupy widzów łatwo przyciągnąć, a o które trzeba zabiegać?

– Bardzo zmienił się profil widza. Przykładowo 10-15 lat temu seniorzy stanowili może 10 proc. widowni, dziś na oko to ok. 30 proc. Są bardzo aktywni i chętnie przychodzą, organizują się w grupy i lubią być w pewien sposób zaopiekowani. Stałą grupą są niezmiennie najmłodsi, dla których seans w kinie to duża atrakcja. Popularne stało się też tzw. „kino religijne”, jak np. niedawny dokument o księdzu Kaczkowskim. To wierna widownia, która przychodzi częstokroć na dodatkowe poranne seanse. Najtrudniej do kina przyciągnąć młodzież (kiedyś w wieku gimnazjalnym). Mam przeczucie, iż nie oglądają za wiele filmów (fabularnych) ani na platformach streamingowych, ani w kinie. Popularniejszy wśród nich wydaje się być kontent, który proponują popularni youtuberzy czy krótkie formy (np. rolki), a do tego wybierają częściej ekran telefona, niż ekran telewizora, czy kina. Dlatego dla wielu kiniarzy dotarcie do tej publiczności, jest największym wyzwaniem. Rzeczywistość się zmienia, ale skoro wieje wiatr zmian to musimy umiejętnie ustawić żagiel, żeby łódź płynęła dalej.

Czym Kino Regis może przekonać do siebie widza, który ma w domu Netflixa albo multipleks niemal pod ręką?

– Film w kinie to nie tylko film, ale spotkanie z ludźmi i wspólne przeżywanie. To jak z płytą i koncertem: puszczenie muzyki ze Spotify to nie to samo co koncert. Ale, jak już wspominałem dostrzegamy zmiany, które zaszły w ostatnich latach, dlatego też mamy własną wirtualną salę kinową w internecie (https://mojeekino.pl/pokaz/kino-regis-bochnia), która powstała w pandemii w ramach Sieci Kin Studyjnych. Tak samo jak do tradycyjnego kina kupuje się tam bilet, a nie subskrypcję jak na platformach. To tylko dodatek, ale dla osób, które nie mogą przyjść do kina, np. ze względów zdrowotnych, bywa on ważnym uzupełnieniem oferty, a czasem jedynym sposobem by zobaczyć konkretny tytuł. Choć mamy wiele ograniczeń i pozostało wiele do zrobienia, to liczę, iż niektórzy dostrzegają już, iż mamy swój styl, a przede wszystkim mogą u nas zawsze znaleźć coś dla siebie.

Czy widzowie przez cały czas chcą filmów, których nie ma w repertuarze multipleksów?

– Tak. Niedawno podeszła do mnie pewna pani, która przeprowadziła się z Jeleniej Góry. Powiedziała, iż tam chodziła do kina studyjnego, i bardzo ucieszyła się, iż tutaj też takie jest. Oczywiście są i tacy, którzy woleliby popcorn i multipleks, rozumiem to. Ale w małych miastach prywatne kina studyjne praktycznie nie istnieją, to nie jest dochodowy biznes. Takie można tylko spotkać w większych ośrodkach, gdzie są choćby studenci a przede wszystkim więcej mieszkańców. Filmy studyjne, artystyczne nie gromadzą masowej widowni, stąd wiele kin posiłkuje się dotacjami, czy to z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, czy z Sieci Kin Studyjnych.

Jaką rolę odgrywa Dyskusyjny Klub Filmowy?

– DKF ma ponad 15 lat tradycji. Widownia jest bardzo stabilna, a część niej to osoby, które są z nami od początku istnienia klubu. Od 2-3 lat widzę też coraz więcej młodych twarzy, które z własnej woli poszukują w kinie czegoś więcej. To bardzo wierna i odporna choćby na niedogodności publiczność. choćby pandemia była jej niestraszna. Spotkania klubowe znalazły już sobie chyba stałe miejsce na mapie kulturalnej miasta, może jeszcze nie tak, jak mające zdecydowanie dłuższą tradycję czwartkowe spotkania w muzeum, ale są wśród naszych klubowiczów takie osoby, które właśnie w czwartki odwiedzają muzeum im. Stanisława Fischera a zaraz potem pędzą na DKF. W jakiejś części to podobna publiczność. Dla mnie DKF to bardzo istotna część kina, dająca mi dużo satysfakcji. Takie seanse – z obudową teoretyczną, spotkania, rozmowy i film, który jest początkiem tego wszystkiego – to duży napęd.

Czy modernizacja małej sali pomoże DKF-owi?

– Gramy zwykle na dużej sali, bo na DKF-ach często pojawia się liczna publiczność, którą nie pomieściłaby mała sala (49 miejsc). Chciałbym jednak od czasu do czasu wrócić z mniejszymi spotkaniami do małej sali. Lubię ją i zawsze była dla mnie „DKF-owa”. Na tej sali są też jednak inne zajęcia i spotkania. Działalność kinowa to przecież nie jedyna działalność Miejskiego Domu Kultury.

Jak ważne dla Kina Regis są szkoły?

– Są bardzo ważne, a kooperacja układa się ostatnio w naszym odczuciu obiecująco. Od trzech lat prowadzimy program edukacyjny Młode Horyzonty, nagradzany przez PISF jako jeden z najlepszych w Polsce. Co miesiąc mamy ponad 900 uczniów, od przedszkoli po klasy 8, i ok. 50 nauczycieli, którzy wykonują świetną pracę. Filmy są dobrane do wieku i podstawy programowej, mówią o problemach, z którymi dzieci się stykają w szkole i poza nią, np. o hejcie, problemach w relacjach z innymi. Seanse te rozbudzają ciekawość świata, w uproszczeniu w jakiś sposób uczą i kształcą. Są pomocą dla nauczycieli i jednocześnie rozszerzeniem, a dla najmłodszych mamy nadzieję wartościową przygodą. Zainteresowanie jest duże i zdarza się, iż nie mamy już możliwości przyjąć kolejnych grup w niektórych kategoriach wiekowych. Spotkania z młodzieżą to ogromna wartość, bo jak wspominaliśmy, nie zawsze łatwo trafić do ich serc.

Jakie są największe wyzwania dla kina w najbliższych latach?

– Trzeba być plastycznym i często reagować natychmiast. Nie można funkcjonować na schemacie sprzed dziesięciu lat. Jestem jednak optymistą: przeżyliśmy pandemię i streaming, a zainteresowanie utrzymuje się na podobnym poziomie. Cyfryzacja bardzo ułatwiła pracę, bo kopie, które kiedyś wożono busami, dziś przychodzą „na pstryk”. Ale pracy i biurokracji jest więcej, a gdy kopia cyfrowa się uszkodzi albo zawiedzie internet, nic nie da się zrobić. Taśmę 35 mm można było po prostu skleić. Takie sytuacje są jednak bardzo rzadkie.

Oczywiście chcemy wiele rzeczy w kinie usprawnić, chcemy by kino wyglądało lepiej, wiele naszych urządzeń w kinie ma już swoje na liczniku. Musimy jednak mierzyć siły na zamiary. Wiele też decyzji ważnych, nie tylko dla naszego kina, ale całej branży zapada za granicą, głównie w USA, jak np. kiedy, licząc od premiery kinowej dany film pojawia się na streamingu. Gdyby choćby kiedyś doszło do takiej sytuacji, iż premiery (kinowa i na platformach) były jednoczesne, prawdopodobnie najpierw zniszczyłoby to rynek kin komercyjnych, a kina studyjne w moim przekonaniu mogłyby z tych opresji wyjść obronną ręką. Przynajmniej część z nich. Bez względu na to jak zmieni się rynek i jak będzie ewoluowała rzeczywistość, chciałbym, żeby Kino Regis pozostało miejscem, w którym każdy mieszkaniec Bochni znajdzie coś dla siebie i będzie się czuł dobrze.

*Przedsięwzięcie „Zakup zestawu cyfrowego do małej sali kina Regis w Bochni” realizowane jest z dofinansowaniem udzielonym na podstawie ustawy z dnia 30 czerwca 2005 r. o kinematografii (Dz. U. z 2023 r. poz. 130) i jej przepisów wykonawczych oraz zgodnie z Programami Operacyjnymi Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, przyznanym przez Polski Instytut Sztuki Filmowej z Funduszu Promocji Kultury w ramach środków przeznaczonych w 2026 roku na cele wsparcia działalności statutowej Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w związku z realizacją PO: Upowszechnianie kultury filmowej, Produkcja filmowa, Rozwój kin oraz Promocja polskiego filmu za granicą.
Idź do oryginalnego materiału